Karnawał po niemiecku: Słownictwo

Karnawał po niemiecku: Słownictwo

Karnawał to bardzo ważne dni na obszarze niemieckojęzycznym. Jest świętowany o wiele huczniej niż w Polsce. W tym roku oczywiście wszystko odwołane. A więc omówmy temat „karnawał po niemiecku”!

W Rosenmontag (przypada w tym roku właśnie dziś) dzieci wcześniej kończą lekcje w szkole, dorośli pracę i sklepy są zamykane wcześniej tak, aby każdy mógł wziąć udział w karnawałowym pochodzie. Nasłynniejsze odbywają się w Kolonii, Düsseldorf i Mainz (Moguncja).

Tutaj znalazłam dla Ciebie filmiki:

 

  • „die fünfte Jahreszeit” – piąta pora roku – tak często określany jest karnawał
  • der Karneval / der Fasching – karnawał

Słowa „der Fasching” używa się głównie w południowej części obszaru niemieckojęzycznego.

  • der Straßenkarneval – karnawał uliczny
  • das närrische Treiben – szalone wybryki – to określenie jest trudne do przetłumaczenia na polski, tak często określa się po niemiecku zachowanie ludzi w czasie karnawału
  • der Rosenmontag – ostatni poniedziałek karnawału – w 2021 przypada 15.02.
  • die Fastnacht – ostatki – w 2021 przypada 15.02.
  • der Umzug, die Umzüge – pochód, pochody
  • der Rosenmontagszug – pochód w ostatni pon. karnawału
  • die Prunksitzung / die Karnevalssitzung – spotkanie karnawałowe, podczas którego uczestnicy tańczą, śpiewają, muzykują, oglądają występy. Czasami są również wstawki kabaretowe
  • fröhlich und ausgelassen feiern – świętować wesoło i swobodnie
  • das fröhliche Miteinander – wesołe przebywanie razem
  • der Ball, die Bälle – bal, bale
  • sich verkleiden als – przebrać się za
  • die Verkleidung – przebranie
  • coronabedingt zu Hause feiern – ze względu na koronę świętować w domu

 

  • der Aschermittwoch – środa popielcowa – w 2021 przy
  • die Asche – popiół
  • Am Aschermittwoch ist der Beginn der großen 40-tägigen Fastenzeit im Christentum, die bis Ostern andauert. – W środę popielcową jest początek 40-dniowego postu, który trwa do świąt wielkanocnych.
  • Die Asche ist ein Symbol für die Vergänglichkeit, für die Buße und die Reue. – Popiół jest symbolem przemijania, pokuty i skruchy.
  • »Bedenke, Mensch, dass du Staub bist und wieder zum Staub zurückkehren wirst« – „Pamiętaj, człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”.

 

Jak podobał Ci się post „Karnawał po niemiecku”?

Martinstag – dzień św. Marcina

Martinstag – dzień św. Marcina

Nowa wersja mojego wpisu z 2013 roku 🙂 Zdjęcia są mojego autorstwa. Lubicie dzień św. Marcina (Martinstag)? W Polsce kojarzy się z rogalami świętomarcińskimi, w Niemczech z różnymi wypiekami i z lampionami.

 

W mieście wyraźnie czuć przygotowania do St. Martin (11.11). Dwa razy byłam na procesji, w tym roku się nie wybieram, bo pewnie będzie zimno, a poza tym nie mam czasu.

Wstawiam notkę na temat tego dnia, którą przygotowałam po niemiecku. Pod każdym akapitem znajduje się streszczenie po polsku.

Martin von Tours wurde 316 oder 317 in Pannonien (Ungarn) als Martinus geboren und wuchs als Sohn eines römischen Offiziers in Oberitalien auf. Mit 15 Jahren wurde er Soldat, später ebenfalls Offizier der römischen Kaiser. 354 ließ sich Martin in Amiens in Frankreich taufen. Zwei Jahre später quittierte er den Militärdienst, lebte als Einsiedler und Mönch, gründete Kloster. 371 wurde er zum dritten Bischof von Tours geweiht. Als solcher besuchte er mehrmals die Kaiserstadt Trier. Der Überlieferung nach gründete er am Moselufer eine Kirche zu Ehren des Heiligen Kreuzes, die später zur Abtei St. Martin (heute: Studentenwohnheim Martinskloster) wurde. Am 8. November 397 starb Bischof Martin; er wurde am 11. November in Tours begraben. Ab dem 5. Jahrhundert wurde er als Heiliger verehrt. 

(mehi, Trierischer Volksfreund. Di., 8. November 2011, Nr. 259)

Święty Marcin z Tours urodził się w 316 lub 317 roku w Pannonii (dzisiejsze Węgry). Był synem rzymskiego oficera. W wieku 15 lat został żołnierzem, potem oficerem. W roku 354 został ochrzczony. Dwa lata później zrezygnował ze służby wojskowej, żył jako pustelnik i mnich, założył klasztor. W 371 roku został wyświęcony na biskupa Tours. Odwiedził wtedy miasto Trier. Według przekazów założył nad brzegiem Mozeli kościół na cześć Świętego Krzyża, które przekształciło się później w opactwo. Biskup Marcin zmarł 8 listopada 397 roku, 11 listopada został pochowany w Tours. Od V wieku czczono go jako świętego.

St. Martin wird als ein Mann auf dem Pferd dargestellt, der süßes Gebäck an die Kinder verteilt. 

Święty Marcin jest przedstawiany jako żołnierz na koniu, który daje dzieciom słodkie wypieki. Należy dodać, że jeszcze częściej jest przedstawiany jako żołnierz, który dzieli się swoim płaszczem z ubogim człowiekiem.

Das Teilen ist sein Zeichen. Diese Symbolik wird folgendermaßen erklärt:

Der Soldat Martinus traf im Winter einen armen Mann. Er hatte nur Waffen und einen Soldatenmantel dabei. Er nahm also sein Schwert und teilte den Mantel mitten entzwei, um den einen Teil dem Armen zu geben. Im Traum erschien ihm Jesus, der ihm für diese wohltätige Tat dankte. Es war für Martinus ein Ansporn, sich taufen zu lassen. Darüber erzählen die Martinslieder, die die Kinder bei den Umzügen singen. 


In Deutschland sind die Umzüge populär. Vor allem Kinder nehmen an ihnen teil, sie halten Laternen in der Hand und singen Lieder vom heiligen Martin. Oft werden knusprige Zuckerbrezeln verteilt. 

Dzielenie się jest znakiem:

Żołnierz Marcin spotkał zimą biednego człowieka. Miał przy sobie tylko broń i żołnierski płaszcz. Swoim mieczem przeciął więc płaszcz na pół i dał jedną część biednemu człowiekowi. W jego śnie pojawił się Jezus, który podziękował mu za ten dobroczynny czyn. Był to dla niego impuls do chrztu. O tym opowiadają piosenki, które dzieci śpiewają na procesjach. W Niemczech procesje są bardzo popularne.

Video na YouTube: 

St. Martin Umzug in Koblenz (video z procesji w Koblencji)

Ich geh’ mit meiner Laterne  (jedna z najbardziej znanych piosenek na dzień św. Marcina)

Die Geschichte von St. Martin:

Früher fing die Fastenzeit am 11. November an und die Mönche verteilten an diesem Tag in Klöstern das Essen an arme Menschen (das sog. Armenbrot). Am 11. November begann auch das neue Wirtschaftsjahr der Bauern. 

Wcześniej post zaczynał się 11 listopada i mnisi rozdzielali wtedy w klasztorach jedzenie dla biednych ludzi.

Gebäcke, die zu religiösen Anlässen in Form von Menschen, Heiligen, Tieren oder Symbolen gebacken wurden, werden Gebildebrote genannt. 


Z okazji dnia św. Marcina sprzedawane są tradycyjne wypieki w kształcie ludzi, świętych, zwierząt czy symboli (tzw. Gebildebrote). Najczęściej są to jednak wypieki w kształcie ludzi (tzw. Weckmann).  U mnie w piekarniach pojawiał się głównie Weckmann 🙂

Sie werden zu Tagen geschenkt und gegessen, die zu den Motiven in Beziehung stehen wie etwa die Martinsbrezel. Aber es gibt noch mehr Gebäcke zum Martinstag. In Süddeutschland wurden am 11. November Martinsgeigen, große Weißbrote, in der Kirche geweiht und an die Armen verschenkt. Martinsküchlein (Schmalzgebäck) und Martinslaible (Hefezopf) gab der Bauer den Arbeitern, gaben Erwachsene den Kindern. Außerdem gibt es Martinshörnchen aus Hefe- oder Mürbeteig in Hufeisenform.

(mehi, Trierischer Volksfreund. Di., 8. November 2011, Nr. 259)

W Polsce popularne są rogale marcińskie (osobiście nigdy ich nie próbowałam). W dniu św. Marcina można spotkać w Niemczech różne wypieki, zależnie od regionu. Są wypieki w formie chleba, chałki, rożków, kruchego ciasta czy ciasta drożdżowego.

Quellen (Źródła):

– eigenes Wissen
– Trierischer Volksfreund. Di., 8. November 2011, Nr. 259

Jak wygląda procesja w dniu świętego Marcina? Wcześniej w przedszkolach i szkołach dzieci przygotowują lampiony, które potem niosą ze sobą na procesji. Ludzie gromadzą się w określonym punkcie miasta (u mnie pod wieżą). Procesja zaczyna się od przedstawienia mężczyzny na koniu przebranego za św. Marcina. Za nim kroczą dzieci niosące lampiony, śpiewające piosenki o św. Marcinie. Procesja idzie przez określoną część miasta. Na końcu wszyscy docierają do dużego placu, na którym pali się ogień. Tam odgrywane są scenki.

Ponieważ w dzień procesji zwykle jest zimno, to dorośli mają okazję zakupu grzanego wina (Glühwein). Dla dzieci najczęściej jest ciepła lemoniada.

I jeszcze trochę słownictwa:

Martin von Tours (316-398) war ein Offizier des römischen Kaisers. – Marcin z Tours był oficerem cesarza rzymskiego.

Es war eine kalte Winternacht. Ein vor Kälte zitternder Bettler begegnete Martin. – Była to zimna zimowa noc. Drżący z zimna żebrak spotkał Marcina.

Er hatte nur Lumpen an. – Miał on na sobie tylko szmaty.

Mit seinem Schwert schnitt Martin seinen Mantel entzwei. – Swoim mieczem Marcin rozciął swój płaszcz.

Eine Hälfte gab er dem armen Mann. – Połowę dał biednemu mężczyźnie.

372 wurde Martin Bischof von Tours. – W 372 roku Marcin został biskupem Tours.

Er ist ein Symbol für Selbstlosigkeit. – Jest on symbolem bezinteresowności.

Mit ihm assoziiert man auch Hilfsbereitschaft. – Z nim kojarzymy także gotowość niesienia pomocy.

Zwyczajem związanym z tym dniem są procesje, podczas których dzieci niosą latarnie, często własnoręcznie wykonane. Podczas takiego pochodu na koniu jedzie człowiek przebrany za świętego Marcina.

Wortschatz – słownictwo:

der Kaiser – cesarz

vor Kälte zittern – drżeć z zimna

der Bettler – żebrak

begegnen – spotykać

die Lumpen – szmaty

das Schwert – miecz

die Hälfte – połowa

die Selbstlosigkeit – bezinteresowność

die Hilfsbereitschaft – gotowość niesienia pomocy

der Umzug – pochód

der Reiter – jeździec

Również w Polsce obchodzi się dzień św. Marcina, jednak nie w całym kraju, w moim regionie jest to zwyczaj prawie nieznany. Jednak każdy zna rogale marcińskie.

W Niemczech z tym dniem kojarzył mi się wypiek taki jak Weckmann – co roku bardzo chętnie go kupowałam w piekarni i oczywiście jadłam 🙂

Już w podstawówce na lekcjach niemieckiego nauczyłam się jednej z najbardziej znanych niemieckich piosenek związanych z Martinstag:

Ich gehe mit meiner Laterne

und meine Laterne mit mir.

Da oben leuchten die Sterne

und unten leuchten wir.

Ein Lichtermeer zu Martinsehr!

Rabimmel-rabammel-rabumm.

Pogrzeby w Niemczech + słownik pogrzebowy

Pogrzeby w Niemczech + słownik pogrzebowy

Ten post jest nową wersją postu, który opublikowałam w 2013 roku. Napisałam wtedy o tym, jak w Niemczech wyglądają pogrzeby. Jest również trochę słownictwa związanego z umieraniem.

Napiszę o tym, co usłyszałam od Niemców i co sama przeżyłam, bo jeśli chodzi o pogrzeby w Niemczech, to na kilku byłam. Jest pod tym względem kilka różnic w stosunku do Polski, dlatego uważam że ten temat jest godny poruszenia go na blogu.

Niemców, którzy byli w Polsce na Wszystkich Świętych, zawsze fascynuje oprawa tego święta. Słyszałam wielokrotnie zachwyty nad tym, że cmentarze są wtedy u nas pełne, że groby są ładnie przybrane. Słyszałam też wyrazy zdziwienia tym, że tak trudno jest znaleźć wtedy miejsce parkingowe w pobliżu cmentarza. Niesamowite wrażenie pozostawiają oczywiście cmentarze wieczorem, kiedy są rozświetlone przez palące się znicze. Ogólnie w Niemczech ludzie nie chodzą na cmentarz tak często jak w Polsce.

Mam wrażenie, że Niemcy, którzy wiedzą coś o Polsce, zazdroszczą Polakom tego, że u nas więzy rodzinne nadal są dosyć silne. Przejawia się to również na pogrzebach, kiedy jedzie się nawet na drugi koniec Polski, kiedy umiera ktoś blisko spokrewniony. W Niemczech też tak bywa, ale mam wrażenie, że pogrzeby są bardziej kameralne niż w Polsce. Nie ma gromady wieńców i coraz częściej zwłoki są palone. Kremacja jest tutaj czymś normalnym – nie tylko wśród protestantów, ale i wśród katolików. Niedawno (lato 2013) po raz pierwszy byłam na pogrzebie z urną. Było to dla mnie trochę dziwne doświadczenie, ale równocześnie ciekawe. Na pogrzebach praktycznie zawsze stoi w kościele zdjęcie zmarłego.

Oczywiście nie każdy chce, żeby jego zwłoki zostały spalone. W takiej sytuacji idzie się do notariusza i sporządza odpowiednie dokumenty. Tak zrobiła np. moja dawna sąsiadka, która chce mieć gwarancję, że zostanie pochowana w trumnie, a nie w urnie.

Jeszcze jedna uwaga co do nagrobków. Po pierwsze to w Niemczech nie są one tak strojne jak często bywa w Polsce. Coraz częściej słyszy się o sytuacjach, kiedy ludzie życzą sobie, żeby po śmierci na ich nagrobkach nie wyryto ani imienia, ani nazwiska, gdyż wiedzą, że nikt nie będzie potem dbał o te nagrobki. Znam również osoby, które wcześniej określają, w czym chcą zostać pochowane, np. moja znajoma zażyczyła sobie, żeby pochowano ją w dżinsach i swetrze. Stypa odbywa się prawie zawsze. Niedawno byłam na stypie, która odbyła się w hotelu. Było coś do jedzenia (przystawki) i picia (kawa, woda, wino). Wspominaliśmy zmarłą, oglądaliśmy jej zdjęcia. Wspominane były przede wszystkim wesołe wydarzenia z jej udziałem. Myślę, że teraz pogrzeby w Polsce wyglądają podobnie jak pogrzeby w Niemczech.

Wspomnę jeszcze o nekrologach, które nieco różnią się od polskich. U nas składa się w lokalnych gazetach przede wszystkim kondolencje dla rodziny, czasami nekrologi. W mojej lokalnej niemieckiej gazecie można zauważyć, że zawsze jest informacja o śmierci danej osoby, a następnie informacja, kiedy i gdzie odbywa się pogrzeb. Wynika z tego, że pogrzeb nie jest już kilka dni po śmierci tak jak w Polsce, lecz czeka się ok. 2 tygodnie. Czasami nawet miesiąc. Pod tą informacją najczęściej znajduje się adres, na który można przesłać kondolencje dla rodziny. U góry często można znaleźć cytat np. z Biblii lub ogólnie z literatury. Ostatnio (2013) znalazłam np. takie:

Nun ruhe sanft in Gottes Frieden.

Gott lohne dich für deine Müh‘,

ob du auch von uns geschieden,

in unseren Herzen stirbst du nie.

 

Ich habe den Berg erstiegen, der euch

noch Mühe macht, drum weinet nicht

 

ihr Lieben, ich habe mein Werk vollbracht. 

 

Erinnerungen sind kleine Sterne, die tröstend in das Dunkel unserer Trauer leuchten.

Das Ende der Suche wird erst dann erreicht sein, wenn wir die Augen für immer schließen

Menschenleben sind wie Blätter, die lautlos fallen. Man kann sie nicht aufhalten auf ihrem Weg.

 

Mniej więcej 2 tygodnie po pogrzebie w gazecie znajduje się podziękowanie (die Danksagung) dla uczestników pogrzebu i dla wszystkich, którzy złożyli wyrazy współczucia, np.:

Herzlich bedanken wir uns für die große Anteilnahme und die lieben Worte von Pfarrer… zum Tod von…

 

Herzlichen Dank sagen wir allen, die gemeinsam mit uns von … Abschied nahmen, ihre Anteilnahme in vielfältiger Weise zum Ausdruck brachten und ihn auf seinem letzten Weg begleiteten.

 

Herzlichen Dank sagen wir allen, die mit uns Abschied nahmen von unserem geliebten Verstorbenen … Für die tröstenden Wort, gesprochen oder geschrieben, für einen Händedruck, wenn Worte fehlten, für die Blumen, Kränze und Geldspenden und die Begleitung auf seinem letzten Weg.

 

Na koniec trochę słownictwa pogrzebowego:

 

Allerheiligen – Wszystkich Świętych

Allerseelen – Zaduszki

jemandes (Gen.) gedenken  – składać komuś hołd pamięci

die Anteilnahme – kondolencje

seine Anteilnahme zum Ausdruck bringen – wyrazić kondolencje

mein aufrichtiges Beileid – moje szczere współczucie

der Nachruf – nekrolog

die Trauer – smutek

die stille Trauer – cichy smutek

die Todesanzeige – nekrolog

die Beerdigung – pogrzeb

das Begräbnis – pogrzeb

die Einäscherung – kremacja

der Friedhof – cmentarz

das Grabmal – grobowiec

das Grablicht – znicz

der Trauergottesdienst – nabożeństwo żałobne

die Beisetzung – pochówek (eines Toten – zmarłego), złożenie (einer Urne – urny)

die Urnenbeisetzung – złożenie urny

die Urne – urna

der Sarg, die Särge – trumna, trumny
die Leiche – zwłoki

die Trauerfeier – ceremonia/uroczystość pogrzebowa

von jemandem (Dat.) Abschied nehmen – pożegnać się z kimś

in Liebe und Dankbarkeit Abschied nehmen – pożegnać się w miłości i wdzięczności

jemanden (Akk.) im Herzen behalten – zachować kogoś w sercu

in liebevollem Gedenken – w czułej / troskliwej pamięci

in ewiger Erinnerung – we wiecznym wspomnieniu

jemanden (Akk.) in liebevoller Erinnerung behalten – zachować kogoś w czułym wspomnieniu

freundlich zugedachte Blumen und Kränze – mile przeznaczone, pomyślane kwiaty i wieńce

der Kranz, die Kränze – wieniec, wieńce

im Namen aller Angehörigen – w imieniu wszystkich krewnych

tröstende Worte – słowa pocieszenia

sich in Trauer mit jemandem (Dat.) verbunden fühlen – czuć się złączonym z kimś w smutku

das Leben findet seine Vollendung – życie znajduje ukończenie

ein erfülltes Leben – spełnione życie

jemanden (Akk.) auf seinem letzten Weg begleiten – towarzyszyć komuś na ostatniej drodze

Podcasty dla uczących się niemieckiego. Część 1

Podcasty dla uczących się niemieckiego. Część 1

Czas na podcasty dla uczących się niemieckiego. Znalazłam dla Was ich trochę, ale to oczywiście nie wszystkie, które są w Internecie, dlatego za jakiś czas na pewno powstanie druga część.

Poziom podstawowy i średniozaawansowany:

Podcast „Slow German mit Annik Rubens” nadaje się dla uczących się od silnego poziomu A2. Słownictwo tu wcale nie jest proste, ale jest to słownictwo na aktualne tematy, więc dzięki temu łatwiej będzie zrozumieć to, o czym mówi się w mediach. Dodatkowo jest opracowana transkrypcja

Slow German mit Annik Rubens

Langsam gesprochene Nachrichten – wiadomości podane „na powoli” – kolejny podcast, jeśli chcesz rozumieć lepiej aktualne tematy po niemiecku:

Langsam gesprochene Nachrichten

Seria „Deutsch – warum nicht?” przygotowana przez Deutsche Welle. Wyjaśnienia są po angielsku, ale w każdym odcinku mamy oczywiście dużą porcję niemieckiego. Seria jest ukierunkowana na początkujących i średnio zaawansowanych uczniów:

Deutsch – warum nicht?

Learn to speak German – podcast dla początkujących, szczególnie dla początkujących uczniów, jednak najlepiej dla tych, którzy znają angielski, gdyż wiele rzeczy jest wyjaśnionych po angielsku:

Learn to speak German

Podcasty dla uczniów od B2:

Weltspiegel-Podcast z wiadomościami ze świata:

Weltspiegel-Podcast

Podcast SWR z odcinkami na tematy bardzo różne, np. dlaczego kawa jest ulubionym napojem Niemców lub czego możemy nauczyć się od starszych ludzi:

SWR Podcast

Podcast „Beste Freundinnen mit Max und Jakob”, czyli o świecie z perspektywy mężczyzn:

Beste Freundinnen

Jan Boehmermann i Olli Schulz, czyli podcast „Fest und flauschig”. Świat z pełnej humoru perspektywy. Polecam szczególnie osobom, które lubią gry słowne:

fest & flauschig

W każdym odcinku „Dies das” dwie osoby dyskutują / rozmawiają na dany temat. Myślę, że osoby z silnym A2 mogą go posłuchać:

Dies das

Na pewno znacie serię „Easy German” na YouTube, w której przechodnie na ulicy są pytani na różne tematy, od jakiegoś czasu istnieje również podcast „Easy German”:

Easy German Podcast

Easy German na YouTube:

Easy German auf YouTube

Podcast Greator (kiedyś Gedanken tanken) – coś w stylu „TED talks”, gdzie wygłaszane są wykłady / pogadanki na prawie każdy temat:

Greator Podcast

Greator na YouTube:

Greator auf YouTube

Podcasty „Die Zeit online”. Są to podcasty na różne tematy, od codziennych wiadomości, poprzez podcasty „kryminalne” aż do podcastów o pracy:

Zeit Podcasts

 

Podcast czasopisma „Emotion”, które bardzo lubię. W Niemczech je prenumerowałam. W „Emotion” znajdziecie tematy związane z rozwojem osobistym, psychologią, najróżniejszymi emocjami:

Emotion Podcast

 

Biznesowe podcasty:

 

Podcast biznesowy „Dran bleiben” na temat sprzedaży i klientów:

Dran bleiben

Podcast „Digitale Nomanden” o uwolnieniu się z wyścigu szczurów i pójściu własną drogą ku wolności:

Digitale Nomaden

Podcast „Mama im Job”, czyli wszystko dla pracujących mam:

Mama im Job

„Unternehmer Podcast”, czyli wszystko dla przedsiębiorców:

Unternehmer Podcast

 

Szwajcaria: bilet w jedną stronę, czyli jak przeżyć między krowami a bankami

Szwajcaria: bilet w jedną stronę, czyli jak przeżyć między krowami a bankami

„Szwajcaria. Bilet w jedną stronę … czyli jak przeżyć między krowami a bankami” to najnowsza książka Joanny Lampki, autorki (nie tylko moim zdaniem) jednego z najlepszych blogów w polskiej blogosferze, czyli bloga Szwajcarskie Blabliblu, który znajdziesz tutaj.

Tutaj Joasia napisała o kulisach powstania książki:

Kulisy

Tutaj możesz posłuchać i obejrzeć rozmowę z Joasią:

Oto opis wydawnictwa:

Szwajcaria. Kraj niezawodnych zegarków, słynnych serów, wysokich gór i niskich podatków. Jego mieszkańcy wydają się nam chłodni, zapracowani, niechętni do integracji z obcymi i resztą Europy. Czy tak jest naprawdę?

Niekoniecznie! Szwajcarzy, gdy tylko pogoda pozwala, wskakują do rzek, czasem nawet w przerwie od pracy. A skoro już o tych przerwach mowa, spróbujcie dodzwonić się do szwajcarskiej firmy w godzinach lunchu! Punktualnie o 12:00 szwajcarskie kiszki zaczynają grać marsza niczym kukułki w zegarach, no i trzeba wyjść coś zjeść. Szwajcarzy puszczają swoje dzieci bez opieki do szkoły, głosują w referendach przeciwko zniesieniu abonamentu radiowo-telewizyjnego i chętnie żenią się z cudzoziemkami. Jednym słowem, robią wszystko to, o co byśmy ich nie posądzali!

 

A tu kupisz książkę:

Pascal – Szwajcaria

 

A co ja sądzę?

Same dobre rzeczy 🙂 Bardzo lubię pióro Joasi, chętnie czytam jej bloga, tym bardziej że Szwajcaria jako kraj bardzo mnie interesuje. Szkoda, że nigdy tam nie byłam. Mam nadzieję, że nadrobię zaległości. Sama/sam musisz przyznać, że ciekawe jest, dlaczego „Szwajcarzy importują żony”, dlaczego „jedzą kolektywnie”, dlaczego nie można odprowadzać dzieci do szkoły, jak negocjować po szwajcarsku lub jak wygląda metoda na babcię po szwajcarsku.

Nie jest to „zwykła” książka krajoznawcza, a skarbnica ciekawostek z pięknymi zdjęciami. Skusisz się?

 

Tutaj możesz pobrać i przeczytać fragment: Szwajcaria – fragment

Niemiecki w 5 minut: Ostern / Wielkanoc

Niemiecki w 5 minut: Ostern / Wielkanoc

W serii „Niemiecki w 5 minut” (wszystkie posty tutaj) czas na temat Ostern, czyli Wielkanoc. Przygotowałam dla Was najważniejsze słówka związane z tym tematem. Jest to nowa wersja postu z zeszłego roku.

Słowo „Ostern” pochodzi od średniowysokoniemieckiego „ōsteren”, starowysokoniemieckiego „ōstarūn” – nazwa wywodzi się być może od indogermańskiej bogini wiosny. Starowysokoniemieckie słowo „ōstar” oznaczało „östlich”, czyli „wschodni” lub też „im Osten”, czyli „na wschodzie”. Miało ono związek z kierunkiem wschodzącego słońca, porannego światła.

Istnieje ciekawe powiedzenie:

wenn Ostern und Pfingsten zusammenfallen” lub „wenn Ostern und Weihnachten zusammenfallen„, co oznacza tyle co „niemals” – nigdy.

Słowo „Ostern” ma rodzajnik „das”, jednak w wielu regionach niemieckojęzycznych używa się go w liczbie mnogiej.

Jak złożyć życzenia wielkanocne?

Frohe Ostern! – Wesołych świąt wielkanocnych!

Frohe, besinnliche und erholsame Feiertage! – Wesołych, pełnych refleksji i spokojnych świąt wielkanocnych!

Friedvolle Ostern! – Pełnych pokoju świąt wielkanocnych!

Ein schönes Osterfest! – Miłych / pięknych świąt wielkanocnych!

 

I jeszcze kilka słówek:

zu / an Ostern – na Wielkanoc

kurz vor Ostern – krótko przed Wielkanocą

kurz nach Ostern – krótko po Wielkanocy

weiße Ostern – Ostern mit Schnee

 

Źródło:

DUDEN Universalwörterbuch

 

Ostern – Wielkanoc

an Ostern – w Wielkanoc

die Karwoche / die Osterwoche – Wielki Tydzień

der Gründonnerstag – Wielki Czwartek

der Karfreitag – Wielki Piątek

der Ostersamstag (Karsamstag) – Wielka Sobota

der Ostersonntag – Wielka Niedziela, Niedziela Wielkanocna

der Ostermontag – Poniedziałek Wielkanocny

das Kreuz – krzyż

die Kreuzigung – ukrzyżowanie

das Grab Christi – Grób Jezusa

das Weihwasser – święcona woda

das Osterfeuer – ogień wielkanocny

die Auferstehung – zmartwychwstanie

die Freude der Auferstehung – radość zmartwychwstania

das Osterfrühstück – śniadanie wielkanocne

das Osterei – pisanka

die Sauermehlsuppe – żurek

die Weidenkätzchen – bazie

Am Ostersamstag werden Osterkörbe in der Kirche geweiht. –

W Wielką Sobotę wielkanocne koszyki są święcone w kościele.

Was befindet sich im Osterkorb? – Co znajduje się w koszyku wielkanocnym?

Osterlamm (baranek wielkanocny), Wurst (kiełbasa), Weißwurst (biała kiełbasa), Eier (jajka), Salz (sól), Pfeffer (pieprz), Brot (chleb), Meerrettich (chrzan), Speck (boczek), Ostereier (pisanki), Osterhase (zajączek wielkanocny)

Man bemalt / verziert Eier. – Maluje się / ozdabia się jajka.

Der Ostermontag ist der Tag des Wassergießens. – Poniedziałek wielkanocny jest dniem polewania się wodą.

Tutaj możecie pobrać materiał w PDF: Niemiecki w 5 minut 06.04.2020

Zusammen można więcej: Raclette i Fondue

Zusammen można więcej: Raclette i Fondue

Pamiętacie akcję „Zusammen można więcej”? Co jakiś czas – staramy się co miesiąc lub co dwa – organizujemy (ja i kilka innych germanistek) mini projekt skupiony wokół wybranego przez nas zagadnienia. Tym razem temat przewodni to oczywiście święta 🙂

Tutaj znajdziecie moje dotychczasowe posty z cyklu Zusammen można więcej: wejdź tu

Dzisiaj przygotowałam dla Was post o typowych szwajcarskich potrawach – raclette i fondue, które bardzo popularne są również więcej i bez których coraz więcej Niemców nie może sobie wyobrazić Bożego Narodzenia.

Co ciekawe, oba słowa mogą mieć dwa rodzajniki:

die / das Fondue

die / das Raclette

Pod hasłem fondue najczęściej rozumie się Käsefondue (istnieje też Schokoladenfondue albo Fleischfondue).

DUDEN tak definiuje fondue:

(schweizerisches) Gericht, bei dem kleine Stücke Brot bei Tisch in eine durch Erhitzen flüssig gehaltene Mischung von Hartkäse, Weißwein, Kirschwasser und Gewürzen getaucht und dann gegessen werden; Käsefondue

das Gericht – danie, potrawa

kleine Stücke Brot – małe kawałki chleba

das Erhitzen – podgrzewanie

der Hartkäse – ser twardy

das Kirschwasser – wiśniówka

die Gewürze – przyprawy

tauchen – zanurzać

die Fonduegabel – widelec do fondue

 

A co to jest raclette? 

Raclette – schweizerisches Gericht, bei dem die Essenden Hartkäse schmelzen lassen und die weich gewordene Masse nach und nach auf einen Teller abstreifen

Hartkäse schmelzen lassen – topić ser twardy

nach und nach – stopniowo

die weich gewordene Masse auf einen Teller abstreifen – zdejmować / nabierać miękką masę na talerz

der Racletteofen – piecyk do raclette

der Raclette-Grill – grill do raclette

Co podaje się do raclette?

saure Gurken – kiszone ogórki

Essigzwiebel – cebula w occie

Senffrüchte

– owoce w syropie musztardowym

Tomaten – pomidory

Pfeffer aus der Mühle – pieprz z młynka

 

Warto zauważyć, że słowo Raclette oznacza nie tylko potrawę, ale i specjalny grill do jej przygotowania. Poza tym jest to również rodzaj sera.

 

Jak przygotować perfekcyjne fondue?

A co przygotowały dla Was inne germanistki?

Aleksandra z bloga Niemiecka sofa napisała o Christkind – tradycji z Norymbergi:

Christkind – tradycja z Norymbergi

Alina z bloga Szpreche w deche przygotowała tekst o choince:

Choinka – tradycja świąteczna

Martyna z bloga Majstersztyk językowy przygotowała wpis o potrawach wigilijnych w DACH wraz ze słowniczkiem potraw polskich:

Potrawy wigilijne w krajach DACH

Refleksje o Meksyku. Część 4

Refleksje o Meksyku. Część 4

Nadszedł czas na ostatni już post z serii „Ja w Meksyku” (wszystkie znajdziecie tutaj).

Dzisiaj skupię się na mojej pracy dla VW w Puebli.

Na czym polegała moja praca? 

Uczenie niemieckiego na poziomach A1-C2 – mogłam wybrać, czy chcę podpisać umowę na 30, na 35 czy na 40 godzin tygodniowo. Wybrałam umowę na 35 godzin. Prowadziłam kursy dla „normalnych” grup (8-15 osób), dla małych grup (zwykle 3 osoby) oraz kursy indywidualne (dla osób na wysokich stanowiskach). Poza tym oczywiście przejmowałam zastępstwa, przeprowadzałam i oceniałam egzaminy, a w soboty pracowałam w szkołach VW na mieście (Zavaleta, San Manuel, Diagonal). Nie musiałam pracować w soboty, ale chciałam. Od poniedziałku do piątku pracowałam w głównej siedzibie VW, czyli tam, gdzie odbywała się produkcja samochodów.

Muszę przyznać, że była to najlepsza praca, jaką miałam w życiu. Pełna wyzwań, wszystkie nadgodziny uczciwie płacone, szkolenia (zarówno wewnętrzne, jak i poza VW), możliwość podglądnięcia od środka produkcji samochodów. Było więc bardzo ciekawie. Na początku było ciężko, bo musiałam przyzwyczaić się do pracy na pełen etat (wcześniej nigdy nie pracowałam nigdzie na pełen etat), ale okazało się, że to tylko kwestia przyzwyczajenia.

Miałam bardzo fajnych kolegów (niemieckiego uczyli przede wszystkim Niemcy, więc nadal miałam kontakt z niemieckim na co dzień). Poza tym super współpracowało mi się z Meksykanami i z Amerykanami. Kontakt ze wszystkimi był naprawdę wspaniały. Kiedy miałam pytanie czy potrzebowałam pomocy, to nikt mnie nie zbywał. Rzadko udaje się tak dobra współpraca w zespole.

Podobało mi się to, że każdy nauczyciel miał opracowany plan rozwoju, czyli plan szkoleń, w których powinien wziąć udział.

Miałam bardzo pomocnych, wyrozumiałych szefów (a to raczej rzadkość).

Pracując dla VW, przeprowadziłam na żywo kurs na Facebooku. Było to dla mnie mega stresujące, ale byłam dumna z siebie, że dałam radę. Zebrał on bardzo pozytywne opinie, ale ja sama nigdy nie odważyłam się go obejrzeć. Podobno dalej jest dostępny na FB. Ten kurs był pierwszym tego rodzaju zorganizowanym i nagranym przez VW, a ponieważ osiągnął duży sukces, to zdecydowano się na kolejne (na pewno do chińskiego był następny).

Bardzo miło wspominam szkolenie w Goethe-Institut w mieście Meksyk, na którym byłam w czerwcu 2017. Było to kilkudniowe szkolenie. Miasto Meksyk zawsze mnie przerażało, dlatego super było dla mnie to, że na szkoleniu byłam z kilkoma innymi nauczycielami niemieckiego. Dotyczyło ono mediów w nauczaniu i było dla mnie bardzo ciekawe, dużo się na nim nauczyłam.

W Meksyku oczywiście bardzo podciągnęłam swój hiszpański.

I teraz czas na podsumowanie:

Czy wyjechałabym jeszcze raz? Czy podjęłabym tę samą decyzję?

Odpowiedź będzie krótka – nie. Opuszczenie Niemiec uważam za swój ogromny życiowy błąd i życzę sobie teraz, żebym posłuchała osób, które prosiły mnie, żebym została, ale…

…moja motywacja wyjazdu do Meksyku była dobra – chciałam poznać świat, zdobyć nowe doświadczenia. Zawsze byłam bardzo ambitną osobą, więc nie mogłam nie wyjechać. Jednak…

…spoglądam na to wszystko mądrzejsza o nowe doświadczenia. Ponieważ później moje życie potoczyło się bardzo źle i „skończyłam” tam, gdzie nigdy nie chciałam, to żałuję. Gdyby potoczyło się inaczej, to na pewno bym nie żałowała.

No i w sumie to mogłam sobie pojechać na wycieczkę do Meksyku. No cóż – było mnie stać.

Nie żałuję tylko jednego – mojej wspaniałej córki.

Wspomnienia z Niemiec:

Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich wykorzystywanie. 

Refleksje o Meksyku. Część 3

Refleksje o Meksyku. Część 3

Nadszedł czas na jeszcze jeden post z serii „Ja w Meksyku” (tutaj). Dzisiaj jeszcze kilka refleksji 🙂

Meksyk jest oczywiście niebezpiecznym krajem. Nie czułam się tam bezpiecznie, także dlatego, że w pracy każdy ostrzegał mnie i mówił, żebym uważała. W czasie mojej pracy dla VW kilku nauczycieli zostało napadniętych. Jednemu ukradziono „tylko” dokumenty, innemu samochód. W czasie mojego pobytu w Puebli dokonano morderstwa córki jakiegoś polityka. Było to morderstwo w biały dzień, w centrum miasta. Więc oczywiście nigdzie nie wychodziłam po zmroku, bardzo uważałam, kiedy dzwonił dzwonek do drzwi, chodziłam czy jeździłam tylko w bezpieczne miejsca (jeśli takie w ogóle były).

Codziennym niebezpieczeństwem były psy. Należę do osób, które boją się psów, a w Meksyku jest ich pełno. W Puebli ciągle widziałam jakieś psy na ulicach. Myślę, że sporo było wśród nich bezpańskich psów.

Bardzo miło wspominam pobyt na hacjendzie La Chautla – piękne miejsce.

Jeszcze kilka zdjęć zrobionych przy innych okazjach:

Meksykanie to bardzo fajny naród: bardzo otwarci, pomocni ludzie. Z większością byłam na „ty”, bardzo dobrze rozmawiało mi się z ludźmi i jedyne, co mnie denerwowało, to bliskość fizyczna, czyli że np. na powitanie wszyscy całowali mnie w policzek. Ale może denerwowało mnie to, bo po latach życia w Niemczech byłam nauczona dystansu między ludźmi i zwracania się do większości osób na „pan/pani”.

Drażniło mnie nieco komentowanie moich spraw osobistych przez niektórych ludzi, ale wynikało to zapewne z serdeczności i dobrej woli. No cóż, potem żałowałam, że nie posłuchałam Meksykanów w kilku sprawach, bo okazało się, że lepiej wiedzieli i dobrze mi radzili.

Zdziwiło mnie to, jak dobrze Niemcy odnajdują się w Meksyku. W VW w Puebli pracuje bardzo dużo Niemców. Większość z nich pozakładała rodziny i zostali w Meksyku już na stałe. Niemcy i Meksykanie – trudno chyba o bardziej odmienne narody, a jednak miałam wrażenie, że „porządni” Niemcy świetnie odnajdują się w Meksyku – kraju, w którym ciągle słyszy się, że coś będzie zrobione „ahorita”, czyli zaraz, dosłownie za chwilę, a nie wiadomo, kiedy „ahorita” nastąpi. Niemcy, których poznałam w pracy, od lat byli zachwyceni Meksykiem i zdecydowali się zostać tam na stałe. Były to nie tylko osoby, które założyły rodzinę, ale również single.

Chciałam napisać jeszcze o mojej pracy dla VW w Meksyku, ale zostawię to na następny raz 🙂

Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie. 

Refleksje o Meksyku. Część 2

Refleksje o Meksyku. Część 2

Trochę pisałam już o moim pobycie w Meksyku i pracy tam, ale ostatni post z tej serii (tutaj) pojawił się prawie dwa lata temu, więc najwyższy czas na kolejny. Zresztą może dobrze jest podsumować pewne wydarzenia po dłuższym upływie czasu – wtedy ma się więcej dystansu i pewne rzeczy rozumie się lepiej.

Z perspektywy czasu wiem, że do tego pobytu byłam bardzo źle przygotowana. Być może zabrakło mi czasu na zrobienie konkretnych planów, być może za dużo czasu potrzebowałam na domknięcie spraw w Niemczech, być może za dużo czasu zajęło mi podjęcie decyzji: Lecę czy nie lecę?

Na pewno nie wiedziałam, jaka pogoda jest tam, gdzie jadę. W Puebli zaskoczyło mnie to, jak zimno jest rano i wieczorem. Ponieważ nie miałam w mieszkaniu ogrzewania (tak jak większość ludzi), to strasznie marzłam i wypijałam ogromne ilości gorącej herbaty.

W Niemczech długo mieszkałam w małym mieście i miałam duże problemy z transportem. Wyobrażałam sobie, że w dużym mieście, jakim jest Puebla (2,5 mln mieszkańców), moje problemy znikną. Było jednak dokładnie odwrotnie – dojazd gdziekolwiek zajmował dużo czasu, często się gubiłam i ogólnie nie mogłam się odnaleźć. To nie udało mi się do końca pobytu i chociaż opuściłam Meksyk z konieczności, to z ulgą wyprowadziłam się z tak ogromnego miasta.

Te wielkie odległości były dla mnie problemem także dlatego, że co niedzielę chodzę do kościoła. Wydawało mi się, że w katolickim kraju, jakim jest Meksyk, jest więcej kościołów, ale do jakiegokolwiek kościoła też miałam bardzo daleko. Cały czas tęskniłam za czasami, kiedy w Niemczech spacerowałam sobie do kościoła 7-8 minut. W Meksyku musiałam w tym celu wsiadać do autobusu albo zamawiać taksówkę.

Do Meksyku wyjechałam 14 listopada 2016, a z powodu wielu formalności pracę dla VW zaczęłam od stycznia 2017. Zaskoczyło mnie to, jak dużo formalności jest w Meksyku, ale zaletą było to, że załatwiła je za mnie firma, chociaż oczywiście musiałam pojawiać się w urzędach. Na pozwolenie na pracę musiałam jednak czekać 1,5 miesiąca. Święta Bożego Narodzenia 2016 spędziłam samotnie w mieszkaniu, co na pewno było błędem. Zamiast użalać się nad sobą, powinnam była pojechać do Cancun albo do Acapulco i nie żałować na to pieniędzy (no cóż, taka już jestem – dokładnie zastanawiam się nad każdym wydatkiem i odmawiam sobie wielu rzeczy nawet, jeśli nie muszę).

Niestety w czasie pobytu w Meksyku nie zobaczyłam słynnych miast Majów i Azteków, słynnych piramid, czego bardzo żałuję, bo to było moją dużą motywacją do wyjazdu. Najpierw żałowałam pieniędzy, potem nie miałam czasu, następnie zaszłam w ciążę, którą kiepsko znosiłam, więc o wyjazdach nie było już mowy. Zobaczyłam jednak trochę ciekawych miejsc, więc lepiej to niż nic.

Bardzo podobała mi się tamtejsza architektura i kolorowe domy.

Kulturowo Meksyk jest zachwycającym krajem, przepięknym, dlatego szkoda, że mimo swoich bogactw jest tak biedny i ludziom źle się powodzi. Zaskoczyło mnie to, ilu jest sprzedawców na ulicach, także to, że kiedy samochody zatrzymują się na czerwonych światłach, to chodzą między nimi ludzie (dzieci również) i próbują coś sprzedać kierowcom.

Ogólnie smutne jest to, że w krajach takich jak Meksyk wiele dzieci pracuje, ale nauczyłam się tego nie oceniać. Kiedy powiedziałam to pewnemu Meksykanowi, to odpowiedział: „Tak, ja wiem, że to smutne, ale się zastanów. Czy nie lepiej, żeby te dzieci po szkole pomagały rodzicom sprzedawać jedzenie niż żeby robiły po szkole nie wiadomo co i wdały się w złe towarzystwo?” Nie pozostało mi nic innego niż się z nim zgodzić.

Bardzo smakowało mi meksykańskie jedzenie i bardzo za nim tęsknię. Cemitas, quesadillas, tacos – pychota. Wielu rzeczy spróbowałam i muszę w końcu spróbować coś odtworzyć. Jeśli ktoś z Was będzie w Meksyku, to radzę uważać na sosy, które są bardzo ostre i dodawać do jedzenia tylko odrobinkę, bo można potem zionąć ogniem.

Zaskoczyła mnie fatalna jakość chleba. Wszyscy Niemcy narzekali na meksykański chleb – nic dziwnego, skoro w Niemczech pieczywo ma doskonałą jakość. Faktycznie, jedynym pieczywem akceptowalnym dla mnie były białe bułki, których wcześniej nie jadłam. Chleb jednak odpadał, bo był jak gąbka. Kiedy dotknęłam takiego „bochenka”, miałam wrażenie, że to poduszka.

Zaskoczyła mnie pora deszczowa. No, może nie do końca zaskoczyła, ale naprawdę dziwne jest, kiedy od października do maja nie spada ani kropla wody, a od maja tak zaczyna lać, że i parasol niewiele pomoże.

Z serii „Ja w Meksyku” ukaże się jeszcze jeden post.

Wszystkie zdjęcia są moją własnością.

Podsumowanie 2018 i plany na 2019

Podsumowanie 2018 i plany na 2019

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moim podsumowaniem 2018 roku oraz planami, które chciałabym zrealizować w nowym roku.

Co udało mi się zrobić w 2018 roku?

Myślę, że całkiem dużo, biorąc pod uwagę to, że na początku marca zostałam mamą zdrowej, ślicznej córeczki. Teraz czasu dla siebie nie mam w ogóle, ale takie jest macierzyństwo. Starałam się jednak rozwijać „Niemiecki po ludzku” i sporo rzeczy osiągnęłam. Myślę, że udało się to dlatego, że jestem jako matka bardzo szczęśliwa. Z małą istotką u boku chce się żyć i chce się działać. 

Przede wszystkim udało mi się rozwinąć fanpage „Niemiecki po ludzku” na Facebooku. Prawie codziennie zamieszczałam infografiki, które cieszyły się dużą popularnością i bardzo często były udostępniane. Infografiki podzieliłam na kilka grup: „Zagadki językowe”, „Pułapki językowe”, „Gramatyka”, „Powiedzenia” oraz „Słownictwo”. Tutaj kilka przykładów:

Do tej pory ukazało się 315 grafik. Na palcach jednej ręki mogę policzyć dni, kiedy nic nie opublikowałam, a były dni, kiedy publikowałam dwie grafiki. Zyskały one dużą popularność i dostaję wiele pozytywnych wiadomości z nimi związanych.

Dodatkowo od kwietnia działa na Facebooku grupa „Egzaminy z niemieckiego”. Dołącza do niej coraz więcej osób i coraz więcej klika w polecane przeze mnie linki, co uważam za sukces, bo wiem, jak trudno jest zaktywizować grupę na Facebooku.

Niezwykle ważne jest dla mnie logo „Niemiecki po ludzku”, które nareszcie mam dzięki mojej wspaniałej koleżance M.

Ostatnio logo przeszło małą modyfikację dzięki Kasi z Calm design, która opracowała graficznie mojego e-booka.

Bardzo dziękuję Wam obu. Przesyłam wielkie uściski!!!

Zaczęłam się intensywnie zajmować tematem egzaminów, co przejawia się w regularnie przeze mnie publikowanych wpisach z serii „Egzaminy z niemieckiego”, które znajdziecie tutaj.

Bardzo zaangażowałam się w temat metod nauki, gdyż uważam go za bardzo zaniedbywany. Na stronie pojawiały się wpisy z serii „Metody nauki” – tutaj. Zapisując się na newsletter, otrzymacie darmowy e-book „Skuteczna nauka niemieckiego”.

Na stronie znajduje się zakładka „Poradź się”. Od czytelników dostawałam sporo maili oraz wiadomości na Facebooku. Pytaliście mnie o życie w Niemczech, o naukę niemieckiego, o materiały do nauki. Starałam się odpowiadać na maile jak najszybciej, chociaż nie zawsze dawałam radę, bo w zeszłym roku były również trudne momenty. Tę działalność zamierzam kontynuować.

Kilka miesięcy temu zaoferowano mi współpracę przy nowym magazynie dla germanistów i dla nauczycieli niemieckiego. Chodzi o „Horyzonty germanistyki” – informacje tutaj. Pierwszy artykuł już napisałam i bardzo się on spodobał wydawnictwu. Nie mogę się już doczekać, kiedy zobaczę go w wersji drukowanej, a to już za niecałe dwa miesiące.

27 grudnia na portalu Woofla – Świat Języków Obcych został opublikowany mój tekst pt. „Jak osiągnąć poziom biegłości (C2) w języku niemieckim?” Przeczytacie go tutaj.

Nadal szkoliłam się jako nauczyciel, m.in. kontynuując bardzo obszerny kurs Goethe-Institut pod nazwą „Deutsch lehren lernen”. O szkoleniach, jakie zrobiłam i robię, aby poszerzyć swoje nauczycielskie kompetencje, jeszcze napiszę.

Co mi się nie udało?

Przede wszystkim rozwinięcie profilu „Niemiecki po ludzku” na Instagramie. Często zamieszczałam tam zdjęcia, a pod nimi zawsze niemieckie słówka i zwroty, ale celem na kolejny rok jest na pewno zdobycie większej ilości aktywnych followersów i popularyzacja profilu.

Nie udało mi się również opublikować kolejnego podręcznika pod tytułem „Niemieckie przyimki”. Szkoda, bo jest prawie gotowy. Zostało mi tylko sprawdzenie całości. Jest część teoretyczna, jest praktyczna, są rozwiązania, więc mam nadzieję, że do marca dam radę poskładać to w całość. Przyimki to temat „gryzący” wiele osób i tak dokładnych wyjaśnień jak w moim podręczniku, nie ma w żadnym innym dostępnym na polskim rynku.

Co planuję na 2019 rok?

Publikację dwóch podręczników: „Niemieckie przyimki” oraz „Naucz się języka obcego efektywnie i proaktywnie” (możliwa lekka zmiana tytułu).

Kilka tygodni temu zostałam zaproszona jako prelegentka na konferencję do Warszawy. Już się stresuję, na dniach muszę zacząć przygotowywać wystąpienie. Więcej informacji na krótko przed konferencją. Co tu dużo mówić: publiczne wystąpienia nie należą do moich mocnych stron i unikam ich jak ognia (chociaż w swojej karierze prowadziłam kurs online na żywo oglądany przez dużą ilość osób). Muszę i chcę dać radę!

Nadal zamierzam szkolić się jako nauczyciel.

Na Instagramie pojawi się seria „Zdanie w języku niemieckim” – od lutego lub od marca.

Chcę wskrzesić lubiane serie na blogu, szczególnie na sercu leżą mi „Vitamin C” oraz „Komunikacja”.

W planach jest również prowadzenie live na Facebooku. Zacznę, kiedy tylko ogarnę to pod względem technicznym.

Chcę reaktywować grupę na Facebooku „Deutsch mit Magdalena”, w której członkowie pisali tylko po niemiecku. Dostałam sygnały, że taka grupa jest potrzebna.

 

Dlaczego i gdzie uczę się fińskiego?

Dlaczego i gdzie uczę się fińskiego?

Wiecie, że jestem pasjonatką języków obcych. Do nich należy także język fiński. Czy jestem poliglotką – nie wiem – ale na pewno potrafię porozumieć się w kilku językach, a po niemiecku, angielsku czy hiszpańsku rozumiem praktycznie wszystko.

Wiele osób dziwi się jednak, kiedy mówię, że uczę się fińskiego. Po co mi ten język, którym mówi nieco ponad 5 mln ludzi? Przecież przeciętny człowiek niewiele wie o Finlandii i raczej nigdy nie słyszał, jak mówi się po fińsku. Kojarzymy włoski, hiszpański, japoński, rosyjski, a gdzie fiński? Wyobrażamy sobie Finlandię jako kraj bogaty, zielony, z piękną naturą, lasami, jeziorami i reniferami, z zorzą polarną, a także z wysokim poziomem edukacji.

Dlaczego i gdzie uczę się fińskiego? 

Nie, fiński nigdy nie był językiem, którego za wszelką cenę chciałam się nauczyć. Jak więc do tego doszło?

Od października 2008 do lipca 2009 roku studiowałam na uniwersytecie Bielefeld w Niemczech w ramach programu Erasmus. Był to dla mnie wspaniały czas, wypełniony nauką i zbieraniem materiałów do pracy magisterskiej. Wtedy koniecznie chciałam chodzić na jakiś kurs języka obcego. Uniwersytet Bielefeld ma bardzo dobrą ofertę kursów, za darmo oczywiście. Chciałam chodzić na hiszpański albo na francuski, ale żaden kurs nie pasował dobrze w mój plan zajęć. Nie chciałam jeździć na uczelnię dwa razy dziennie ani czekać godzinami. Tak się złożyło, że kurs fińskiego świetnie pasował w mój plan zajęć. Pomyślałam sobie: „No trudno, pójdę na ten kurs”.

PIERWSZY ETAP: 

Tak więc zaczęła się moja nauka fińskiego. Na uniwersytecie Bielefeld kursy fińskiego prowadzi rodowita Finka. Sprawdzałam, że prowadzi je do dzisiaj. Kiedy prowadziła kurs, była w trzeciej ciąży. Po narodzinach dziecka zrobiła sobie miesiąc przerwy i potem wróciła do nas.

Bardzo polubiłam te zajęcia. Lektorka prowadziła je w bardzo ciekawy sposób. Jest bardzo miłą, otwartą osobą. Pod koniec każdych zajęć opowiadała nam ciekawostki o Finlandii. Już wtedy ten kraj mnie zafascynował. Podręcznik, jakiego używaliśmy, to „Yksi kaksi kolme”. Przypadł mi on do gustu.

Grupa liczyła około 20 osób. Były osoby, które uczyły się fińskiego z ciekawości. Byli też studenci lingwistyki, którzy musieli w ramach studiów zrobić kurs języka innego niż germański, słowiański czy romański. Dlatego też wiele osób studiujących lingwistykę szło na fiński.

W Bielefeldzie miałam styczność z osobami z Finlandii. Znałam dwie Finki, też na Erasmusie. Pamiętam, że zazdrościłam im tego, że dostawały dużo pieniędzy i nie musiały pracować. Moje stypendium nie było wysokie i od drugiego semestru musiałam zacząć pracować. Znalazłam pracę jako sprzątaczka w klinice dentystycznej. Musiałam tam sprzątać codziennie wieczorem od poniedziałku do piątku oraz w niedzielę. Prosto po zajęciach jechałam do kliniki i wracałam do mieszkania po 22:00. Dodatkowo raz na tydzień między zajęciami sprzątałam w domu mojego szefa. Dlatego też w drugim semestrze niestety nie starczyło mi sił na kurs fińskiego.

W kolejnych latach jednak przez cały czas chodziła mi po głowie myśl powrotu do nauki tego języka.

DRUGI ETAP: 

W 2013 roku postanowiłam, że oto wracam do fińskiego. W Internecie znalazłam nauczycielkę, która skończyła filologię fińską na UAM w Poznaniu. Doskonale uczyła i bardzo lubiłam jej materiały. Uczyłam się wtedy bardzo, bardzo intensywnie. Zeskanowałam dla niej podręcznik „Yksi kaksi kolme”, aby go dokończyć. Uczyła mnie do początku 2014 roku. Z powodów osobistych później nie mogła już uczyć przez Internet.

Znowu miałam przerwę. Czasami zerkałam do podręczników, ale to za mało.

TRZECI ETAP:

Po jakimś czasie pomyślałam sobie: O nie, koniec tego, wracam do fińskiego. Już od jakiegoś czasu obserwowałam w Internecie stronę Suomika poświęconą językowi fińskiemu. W 2014 czy na początku 2015 roku skontaktowałam się z jej autorką, Moniką, która uczy również przez Internet. Dodatkowo publikuje podręczniki i kursy do fińskiego. Zaczęłam się u niej uczyć, również bardzo intensywnie.

W 2017 roku zaszłam w ciążę, czułam się źle, więc znowu miałam przerwę. Było niestety tak, że ze względu na ciągły ból pleców prawie nie mogłam siedzieć.

CZWARTY ETAP: 

Trwa on od maja tego roku. Dwa miesiące po narodzinach córki wróciłam do lekcji fińskiego z Moniką. Uczę się wieczorami, kiedy moja córka zasypia na noc. Poświęcam na to 2 lub 3 wieczory w tygodniu. Chciałabym więcej, ale są również inne obowiązki. Mam nadzieję, że będę mogła uczyć się dalej i że nie będę musiała robić przerwy.

Na jakim jestem poziomie?

Z czytania na B2, ze słuchania nie jestem pewna (na pewno muszę więcej słuchać), z mówienia A2-B1 (zależy od tematu), z pisania na B1. Tak oceniam siebie samą.

Jakie mam cele?

Osiągnięcie poziomu C1 i zdanie certyfikatu potwierdzającego znajomość fińskiego.

Z jakich materiałów się uczę?

Podręczniki „Yksi kaksi kolme”: przerobione dwie części, trzecia czeka. Podręczniki te stawiają na samodzielne odkrywanie reguł gramatycznych. Zawierają praktyczne słownictwo i mnóstwo ćwiczeń. Są to niemieckie podręczniki, wyjaśnienia gramatyczne są po niemiecku.

Podręcznik „Hyvin menee 1”: przerobiony cały. Ten podręcznik też lubię, ze względu na bardzo fajne słownictwo i dokładnie wyjaśnioną gramatykę. Jest to podręcznik fiński, a więc jednojęzyczny.

Podręcznik „Suomen mestari 3”: jestem w trakcie. Również podręcznik fiński. Lubię go, tylko wadą jest na pewno to, że zadania do tekstów nie są zaraz pod tekstem, lecz pod koniec rozdziału. Podręcznik jest jednak bardzo praktyczny, zawiera dużo ćwiczeń.

Materiały moich nauczycielek, czyli np. podręczniki Moniki z Suomika

Brakuje polskojęzycznych materiałów do nauki fińskiego. Kto uczy się tego języka, musi posiłkować się materiałami fińsko-, niemiecko- lub anglojęzycznymi. Polskojęzyczne materiały i kursy Moniki możecie kupić tutaj:

Sklep Memo

Materiały zamieszczone w Internecie, np. kurs „Supisuomea” na Youtube tutaj, strona yle uutiset z wiadomościami w uproszczonym języku.

Dodatkowo mam podręcznik „Hei Suomi” oraz kurs „Complete Finnish”, książki „Phrasebook Finnish”, ale jeszcze z nich nie korzystałam.

Jak brzmi fiński?

Jedna z moich ulubionych fińskich piosenek:

Todella kaunis

Aamuisin

Próbka mojej twórczości 🙂

Käyn joka päivä työssä, maanantaista sunnuntaihin. Teen loman kerran vuodessa toukokuussa. Viikon päästä lähden matkalle Madridiin. Se on mielenkiintoinen ja nykyaikainen kaupunki. Minun mielestä se on hieno ja kaunis. Tämä viikko on vaikea, koska minun täytyy ostaa paljon asioita, suunnitella matka ja pakata minun matkalaukku. Otan vaatteet, kengät, silmälasit, sateenvarjon, kamman, avaimet, kännykän ja hammasharjan. Panen / laitan matkalaukkuun myös kaksi kirjaa. Minulla on stressi. Tavallisesti teen kaikkea hitaasti. Ostan mukavat vaatteet ja kengät edullisesta kaupasta. Myöhemmin tarvitsen rahaa ja menen pankkiin.
Lennän Espanjaan lentokoneella. Lentokoneessa kuuntelen musiikkia ja luen kirjaa. Tällä tavalla en nuku. Perjantaina olen vielä työssä, mutta iltapäivällä lennän Espanjaan ja jään Espanjaan 6 päivää. Menen Espanjaan koska puhun espanjaa. Matka alkaa perjantaina ja loppuu torstaina. Loma ei ole pitkä, se on lyhyt. Se on kovin lyhyt.

Następnym razem napiszę o tym, jak uczę się fińskiego, jakie metody stosuję i jak znajduję czas. 

Zdjęcia