Dlaczego uczę tylko online? O zaletach i wadach takiego modelu

Dlaczego uczę tylko online? O zaletach i wadach takiego modelu

Pisałam już sporo o mojej pracy (wszystkie posty znajdziesz tutaj), ale nigdy o tym, dlaczego od pewnego czasu uczę tylko online. Dzisiaj postanowiłam napisać o tym, dlaczego nie chcę pracować w szkole ani gdziekolwiek indziej stacjonarnie. O pracy nauczyciela można by napisać o wiele więcej, ale na to przyjdzie czas.

Od jakiegoś czasu prowadzę własną firmę. Oczywiście przede wszystkim uczę niemieckiego online (Skype, Google hangouts, Facebook, a zdarza się również przez WhatsApp czy przez rozmowę telefoniczną). Poza tym organizuję i prowadzę kursy online (Szkoła płynnego mówienia), a także zainteresowałam się coachingiem językowym i kształcę się w tej dziedzinie.

Jakie płyną z tego zalety?

  1. Dla mnie jest to przede wszystkim niezależność. W pracy zależę tylko od samej siebie. Nikogo o nic nie pytam, nikogo nie muszę prosić o pozwolenie. Sama decyduję o tym, jak funkcjonuje moja firma.
  2. Brak potrzeby dogadywania się ze współpracownikami i z szefem. Należę do osób lubiących samotność, nie potrzebuję chodzić do pracy, żeby widywać innych ludzi i na przerwie rozmawiać z innymi. A nawet tego nie chcę. Oczywiście w swoim życiu pracowałam nieraz w zespole i miałam szefów. Moje nastawienie nie oznacza, że nie potrafię dogadywać się z innymi ludźmi i że się z nimi nie rozumiem. Kiedy muszę, to świetnie odnajduję się w zespole. Jednak teraz cieszę się, że nie muszę.
  3. Sama planuję każdy tydzień. Bardzo cenię sobie to, że kiedy chcę, to planuję np. bardzo intensywne dni od poniedziałku do czwartku, a od piątku luz. Albo kiedy muszę coś załatwić, to planuję sobie np. czwartek wolny. Oczywiście kiedy da się to ustalić z moimi uczniami. W tej chwili uczę kilka osób ze stałymi terminami, inni moi uczniowie wolą ustalać terminy na bieżąco. Taki model bardzo mi odpowiada.
  4. Mogę poszerzać lub redukować obszary działalności. Mogę dodać w mojej firmie coś nowego lub coś usunąć. Niedawno dodałam kursy online, w planach mam kolejne. Około rok temu zaczęłam specjalizować się w przygotowaniu do egzaminów. Poza tym uczę głównie języka ogólnego, często zdarzają się kursy języka biznesowego i medycznego.
  5. Zaleta oczywista 1: nie tracę czasu ani pieniędzy na dojazdy.
  6. Zaleta oczywista 2: moi uczniowie. Odkąd zaczęłam uczyć online, miałam i mam naprawdę wspaniałych uczniów. Osoby bardzo pozytywne i zmotywowane. Naprawdę chce się uczyć.
  7. Nie jestem więźniem systemu. Pracowałam w publicznych szkołach (w Niemczech). Wiem, co to znaczy dyrektor, biurokracja, program nauczania, konieczność dopasowania się do niego, brak elastyczności, brak kreatywności, uwięzienie w sztywnych ramach. Nie mówię, że nigdy już nie będę pracować w publicznej szkole, ale na razie nie chcę i o tym nie myślę.

 

Jakie są według mnie wady?

  1. Przede wszystkim niezrozumienie innych i częste pytania: „Czy można z tego wyżyć?” A dlaczego by nie można było? Czym praca online finansowo różni się od innej? To, że pracuję online, nie znaczy, że niżej wyceniam swoje usługi. Wręcz przeciwnie – ponieważ nie wydaję pieniędzy na dojazdy, w kieszeni zostaje mi więcej. Drugim problemem jest niezrozumienie potrzeby prowadzenia własnej firmy. Dużo osób ciągle mnie pyta, czy mam pieniądze na ZUS i na US. Gdybym nie miała, to bym zamknęła firmę. Dużo osób mówi, że prowadząc własną firmę, muszę przecież płacić ZUS. No cóż, każdy pracownik płaci, więc i ja płacę.
  2. To może nie wada, ale dla mnie na razie tak, bo widzę, że muszę jeszcze nauczyć się lepiej gospodarować pieniędzmi. Inaczej jest, kiedy raz na miesiąc dostaje się określoną kwotę, a inaczej, kiedy jest to więcej mniejszych kwot pieniędzy.
  3. Czasem tęsknię za prowadzeniem zajęć w grupie. Może za jakiś czas zdecyduję się na poprowadzenie kursu w szkole językowej, raz lub dwa razy na tydzień. Na razie na pewno nie.

Dla mnie zdecydowanie przeważają zalety – nie tylko prowadzenia własnej firmy, ale i pracy online. Co myślisz o tym modelu? Czy znasz kogoś, kto pracuje online? Czy sama / sam uczysz się języka obcego online?

Będą kolejne posty o pracy nauczyciela.

 

Podsumowanie 2018 i plany na 2019

Podsumowanie 2018 i plany na 2019

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moim podsumowaniem 2018 roku oraz planami, które chciałabym zrealizować w nowym roku.

Co udało mi się zrobić w 2018 roku?

Myślę, że całkiem dużo, biorąc pod uwagę to, że na początku marca zostałam mamą zdrowej, ślicznej córeczki. Teraz czasu dla siebie nie mam w ogóle, ale takie jest macierzyństwo. Starałam się jednak rozwijać „Niemiecki po ludzku” i sporo rzeczy osiągnęłam. Myślę, że udało się to dlatego, że jestem jako matka bardzo szczęśliwa. Z małą istotką u boku chce się żyć i chce się działać. 

Przede wszystkim udało mi się rozwinąć fanpage „Niemiecki po ludzku” na Facebooku. Prawie codziennie zamieszczałam infografiki, które cieszyły się dużą popularnością i bardzo często były udostępniane. Infografiki podzieliłam na kilka grup: „Zagadki językowe”, „Pułapki językowe”, „Gramatyka”, „Powiedzenia” oraz „Słownictwo”. Tutaj kilka przykładów:

Do tej pory ukazało się 315 grafik. Na palcach jednej ręki mogę policzyć dni, kiedy nic nie opublikowałam, a były dni, kiedy publikowałam dwie grafiki. Zyskały one dużą popularność i dostaję wiele pozytywnych wiadomości z nimi związanych.

Dodatkowo od kwietnia działa na Facebooku grupa „Egzaminy z niemieckiego”. Dołącza do niej coraz więcej osób i coraz więcej klika w polecane przeze mnie linki, co uważam za sukces, bo wiem, jak trudno jest zaktywizować grupę na Facebooku.

Niezwykle ważne jest dla mnie logo „Niemiecki po ludzku”, które nareszcie mam dzięki mojej wspaniałej koleżance M.

Ostatnio logo przeszło małą modyfikację dzięki Kasi z Calm design, która opracowała graficznie mojego e-booka.

Bardzo dziękuję Wam obu. Przesyłam wielkie uściski!!!

Zaczęłam się intensywnie zajmować tematem egzaminów, co przejawia się w regularnie przeze mnie publikowanych wpisach z serii „Egzaminy z niemieckiego”, które znajdziecie tutaj.

Bardzo zaangażowałam się w temat metod nauki, gdyż uważam go za bardzo zaniedbywany. Na stronie pojawiały się wpisy z serii „Metody nauki” – tutaj. Zapisując się na newsletter, otrzymacie darmowy e-book „Skuteczna nauka niemieckiego”.

Na stronie znajduje się zakładka „Poradź się”. Od czytelników dostawałam sporo maili oraz wiadomości na Facebooku. Pytaliście mnie o życie w Niemczech, o naukę niemieckiego, o materiały do nauki. Starałam się odpowiadać na maile jak najszybciej, chociaż nie zawsze dawałam radę, bo w zeszłym roku były również trudne momenty. Tę działalność zamierzam kontynuować.

Kilka miesięcy temu zaoferowano mi współpracę przy nowym magazynie dla germanistów i dla nauczycieli niemieckiego. Chodzi o „Horyzonty germanistyki” – informacje tutaj. Pierwszy artykuł już napisałam i bardzo się on spodobał wydawnictwu. Nie mogę się już doczekać, kiedy zobaczę go w wersji drukowanej, a to już za niecałe dwa miesiące.

27 grudnia na portalu Woofla – Świat Języków Obcych został opublikowany mój tekst pt. „Jak osiągnąć poziom biegłości (C2) w języku niemieckim?” Przeczytacie go tutaj.

Nadal szkoliłam się jako nauczyciel, m.in. kontynuując bardzo obszerny kurs Goethe-Institut pod nazwą „Deutsch lehren lernen”. O szkoleniach, jakie zrobiłam i robię, aby poszerzyć swoje nauczycielskie kompetencje, jeszcze napiszę.

Co mi się nie udało?

Przede wszystkim rozwinięcie profilu „Niemiecki po ludzku” na Instagramie. Często zamieszczałam tam zdjęcia, a pod nimi zawsze niemieckie słówka i zwroty, ale celem na kolejny rok jest na pewno zdobycie większej ilości aktywnych followersów i popularyzacja profilu.

Nie udało mi się również opublikować kolejnego podręcznika pod tytułem „Niemieckie przyimki”. Szkoda, bo jest prawie gotowy. Zostało mi tylko sprawdzenie całości. Jest część teoretyczna, jest praktyczna, są rozwiązania, więc mam nadzieję, że do marca dam radę poskładać to w całość. Przyimki to temat „gryzący” wiele osób i tak dokładnych wyjaśnień jak w moim podręczniku, nie ma w żadnym innym dostępnym na polskim rynku.

Co planuję na 2019 rok?

Publikację dwóch podręczników: „Niemieckie przyimki” oraz „Naucz się języka obcego efektywnie i proaktywnie” (możliwa lekka zmiana tytułu).

Kilka tygodni temu zostałam zaproszona jako prelegentka na konferencję do Warszawy. Już się stresuję, na dniach muszę zacząć przygotowywać wystąpienie. Więcej informacji na krótko przed konferencją. Co tu dużo mówić: publiczne wystąpienia nie należą do moich mocnych stron i unikam ich jak ognia (chociaż w swojej karierze prowadziłam kurs online na żywo oglądany przez dużą ilość osób). Muszę i chcę dać radę!

Nadal zamierzam szkolić się jako nauczyciel.

Na Instagramie pojawi się seria „Zdanie w języku niemieckim” – od lutego lub od marca.

Chcę wskrzesić lubiane serie na blogu, szczególnie na sercu leżą mi „Vitamin C” oraz „Komunikacja”.

W planach jest również prowadzenie live na Facebooku. Zacznę, kiedy tylko ogarnę to pod względem technicznym.

Chcę reaktywować grupę na Facebooku „Deutsch mit Magdalena”, w której członkowie pisali tylko po niemiecku. Dostałam sygnały, że taka grupa jest potrzebna.

 

Egzaminy z mojej perspektywy nauczyciela

Egzaminy z mojej perspektywy nauczyciela

W serii „Egzaminy z niemieckiego” (wszystkie teksty znajdziecie tutaj) przyszedł czas na moją perspektywę nauczyciela. Posiadam licencje Goethe-Institut dla poziomów od A1 co C1. Przygotowywałam do egzaminów wiele osób, a najwięcej doświadczeń zebrałam, pracując w Centro de idiomas (Centrum języków) firmy Volkswagen w Meksyku. Centro de idiomas jest oficjalnym partnerem Goethe-Institut i dlatego osoby uczące się tam zdawały egzaminy właśnie Goethe-Institut.

Tutaj znajdziecie oficjalną stronę Centro de idiomas.

Pracowałam w największej filii VW na świecie (w mieście Puebla), tam, gdzie odbywała się produkcja samochodów. Było więc tak, że uczniowie przychodzili na zajęcia do centrum językowego w trakcie pracy, po niej lub przed nią. Pracowałam na pełen etat, więc o przygotowaniu do egzaminów dowiedziałam się całkiem sporo. Poza tym w soboty przejmowałam zastępstwa w szkołach VW w mieście (Zavaleta, San Manuel, Diagonal).

W tym tekście odniosę się jednak do wszystkich moich doświadczeń zebranych w nauczycielskiej karierze.

Zacznę od moich błędów, na których bardzo dużo się nauczyłam. Na początku mojej drogi jako nauczycielka niemieckiego nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ważne jest planowanie. Wychodziłam z założenia, że skoro na lekcji prawie nigdy nie realizuje się tego, co jest zaplanowane, to nie warto planować. To było oczywiście błędne założenie i szybko się go pozbyłam. Dlaczego myślałam w ten sposób? Lekcje zawsze miałam zaplanowane, ale w ich trakcie zauważałam, że mało kiedy plan był zrealizowany, bo uczniowie zadawali dużo pytań, bo czegoś nie rozumieli, bo musiałam wracać do starych zagadnień. A przecież program musiał być zrealizowany, więc szybko zrozumiałam, że owszem – powinnam odpowiadać, wyjaśniać, ale tak, aby nie rozwalało to początkowej koncepcji.

W przygotowaniu do egzaminów planowanie jest niezwykle ważne, wielokrotnie o tym pisałam. Oczywiście inaczej jest, kiedy lekcje są indywidualne, a inaczej, kiedy nauczyciel pracuje w szkole publicznej czy prywatnej. Nie zmienia się to, że należy zaplanować czas na ćwiczenie wszystkich sprawności językowych oraz na symulację egzaminu.

Drugim błędem było zbyt rzadkie rozmawianie z uczniami o strategiach egzaminacyjnych. Czasem wyglądało to tak, że uczeń, który wcześniej oblał dany egzamin i jeszcze raz się do niego przygotowywał, potrafił udzielić więcej wskazówek niż ja.

Te doświadczenia doprowadziły do tego, że zaczęłam przywiązywać wagę do metod uczenia się oraz że zrozumiałam, jak ważna jest pozytywna motywacja. UWAGA! Pozytywna motywacja. Istnieje również motywacja negatywna, która też ma swoje zalety, ale oczywiście lepiej mieć pozytywną. Od kilku lat intensywnie zajmuję się metodami oraz strategiami uczenia się. Szkoda, że we współczesnej szkole nadal tak mało się o nich mówi. 

Zrozumiałam, że uczenie się na pamięć do niczego nie prowadzi. Zrozumiałam, że szkoła w dużej mierze zniszczyła moją młodość. Właśnie dlatego że nauczyciele kazali się uczyć (i chwała im za to!), ale nikt mi nie mówił, jak mam się uczyć. W rezultacie spędzałam nad książkami tyle godzin, że teraz żal mi siebie samej. Czasu już nie cofnę, ale chcę pomagać innym. Ktoś mógłby powiedzieć: „Trzeba było się tyle nie uczyć”. Oczywiście, ale mimo wszystko nie żałuję, że się tyle uczyłam, bo przecież nie wszystkiego uczyłam się na pamięć. Wiele rzeczy rozumiałam, wiele zapamiętałam i pamiętam do dziś. Oczywiście trzeba trenować pamięć, ale nie uczeniem się na pamięć. 

Cieszę się, że teraz, jako nauczycielka, jestem tego świadoma i że będę mogła pomóc mojej córce. Bo daję słowo, że jeśli kiedyś ktokolwiek powie do niej: „Naucz się tego na pamięć”, to nóż otworzy mi się w kieszeni. Chcę, żeby wiedziała wiele rzeczy, żeby uczyła się efektywnie, a nie żeby godzinami, całymi dniami siedziała nad książkami.

Dlaczego to piszę? Aby uświadomić Wam, drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy, że uczenie się na pamięć naprawdę do niczego nie prowadzi i że w ten sposób nie zdacie egzaminu (no chyba że będziecie mieć szczęście) i że w dłuższej perspektywie nie przysłuży się to komunikacji w języku obcym.

Na początku mojej drogi rzeczywiście nie mówiłam uczniom, jak mają się uczyć. Na szczęście potem wiele rzeczy zrozumiałam i już nie popełniałam tego wielkiego błędu. 

Z perspektywy nauczyciela egzaminy to mnóstwo roboty papierkowej, wypełnianie dokumentów, sprawdzanie, czy wszystko się zgadza oraz oczywiście ocenianie. Goethe-Institut dokładnie określa normy (zresztą inne centra zapewne też), jednak nie bez powodu na egzaminach obecni są dwaj nauczyciele. Jeśli nie zgadzają się w ocenie, to muszą dojść do porozumienia i zawrzeć kompromis. Tak samo jest na egzaminach pisemnych: jeden nauczyciel ocenia, potem drugi i ponownie – jeśli ocenili inaczej, to muszą dojść do porozumienia. Tylko na czytaniu i słuchaniu nie ma tych problemów, gdyż te części egzaminu składają się z zadań zamkniętych.

Co lubię, a czego nie lubię w pracy nauczyciela?

Co lubię, a czego nie lubię w pracy nauczyciela?

Dzisiaj kilka słów o tym, co lubię, a czego nie lubię w mojej pracy 🙂

Co lubię?

  1. To, że jest dużo zmian i nie ma nudów. Niektórzy twierdzą, że nauczyciel uczy tego samego przez całe życie, a to nieprawda. Podręczniki się zmieniają, a najważniejsze jest to, że każda grupa jest inna. Na pewno nie można powiedzieć, że jedna klasa jest taka sama jak inna.
  2. Że można się dokształcać, a nawet, że jest to konieczne. Biorę udział w szkoleniach, natomiast od sierpnia będę zdobywać licencje egzaminatora Instytutu Goethe.
  3. Że można dorabiać, udzielając korepetycji. Z drugiej strony może być to też wadą, ponieważ praca nauczyciela powinna być opłacana na tyle dobrze, żeby nie musiał on udzielać korepetycji czy składać etatu w kilku szkołach.

 

Czego nie lubię?

  1. Uczenia dzieci w tzw. trudnym wieku. Cieszę się, że teraz tego nie robię i mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiała.
  2. Postawy roszczeniowej i pretensji.
  3. Papierkowej roboty, a jej jest sporo.
Co lubię, a czego nie lubię w pracy nauczyciela?

O pracy nauczyciela (3)

Dzisiaj przyszła kolej na następny post o pracy nauczyciela. Ostatnio pisałam o moich początkach w zawodzie. O moich dalszych doświadczeniach zawodowych, czyli o uczeniu polskiego oraz o lekcjach niemieckiego z uchodźcami już pisałam, więc nie będę się powtarzać. Tu przypominam te posty:

Doświadczenia zawodowe. Cz. 4

Kurs polskiego

Kurs polskiego w VHS

O kursach polskiego ponownie

Pierwsze zajęcia z uchodźcami

Zajęcia z uchodźcami. Część 2

Zajęcia z uchodźcami. Część 3

 

Właśnie praca z uchodźcami była moją ostatnią pracą w Niemczech. Do połowy listopada zajmowałam się uczeniem ich niemieckiego, do ostatniego dnia przed moim wyjazdem do Meksyku.

Dzisiaj napiszę Wam kilka słów o mojej pracy dla Volkswagena w Meksyku. Zanim znalazłam tę ofertę pracy w Internecie, nie wiedziałam, że w Puebli znajduje się największa na świecie filia VW. Tu możecie poczytać o miejscu, w którym pracuję od początku stycznia:

Niemcy wybudowali własne miasto

Uczę tu niemieckiego na pełen etat, od poniedziałku do piątku, a w soboty często mam zastępstwo w jednej ze szkół językowych VW na mieście.

Moja praca jest bardzo ciekawa. Z Meksykanami bardzo dobrze się pracuje, nie mogę narzekać. Już przyzwyczaiłam się do ich otwartości, do buziaczków na powitanie i do mówienia sobie na ty.

W miasteczku VW uczymy oczywiście pracowników – najwięcej uczniów pracuje w działach rozwoju technicznego, zakupów, gwarancji jakości oraz projektów. Mimo że VW niedawno ustalił angielski jako oficjalny język, pozycja niemieckiego nie jest tu gorsza, gdyż pracuje tu wielu Niemców, jest wiele kontaktów z Wolfsburgiem, a poza tym wielu uczniów uczy się niemieckiego, mając nadzieję na pobyt w Niemczech i pracę w Wolfsburgu. Przychodzą oni na kursy do centrum językowego w godzinach pracy.

Każdy kurs trwa 6 tygodni (poszczególne poziomy są podzielone na 5-6 kursów), pięć dni w tygodniu – codziennie po 50 minut. Celem kursów jest przygotowanie do egzaminów Instytutu Goethego. Osoby o wysokich stanowiskach mają kursy indywidualne i wtedy to one decydują, kiedy i ile razy w tygodniu mają czas (obecnie mam 3 takie kursy i muszę iść do biur moich uczniów. Na szczęście pracują oni w działach znajdujących się niedaleko centrum językowego i dojście na piechotę zajmuje mi kilka minut).

Znajomość hiszpańskiego nie była konieczna do otrzymania tej pracy, jednak znacząco ułatwia mi życie. Trudno byłoby mi prowadzić kursy na poziomach A1 czy A2, gdybym w ogóle nie znała hiszpańskiego. Mogę wytłumaczyć uczniom gramatykę po hiszpańsku i porozmawiać z nimi poza kursami. Poza tym jest życie poza pracą, a tu bez hiszpańskiego byłoby ciężko.

Teraz bardzo cieszę się z tego, że naoglądałam się w życiu tyle telenowel latynoskich, bo nie mam problemu ze zrozumieniem Meksykanów. Gdybym uczyła się języka tylko z książek, byłoby mi teraz ciężko. Widzę teraz, ile dało mi długoletnie siedzenie przed telewizorem (pewnie mało osób pamięta takie telenowele jak „Słodka zemsta”, „Niebezpieczna” czy „Gorzkie dziedzictwo”, a to od nich zaczęła się moja fascynacja hiszpańskim). Dzięki telenowelom całkiem nieźle rozumiem język potoczny (telenowele zawsze miały to do siebie, że pojawiały się w nich przedstawiciele wszystkich warstw społecznych i w związku z tym różne słownictwo). Dzięki nim lepiej znam tutejszy hiszpański niż ten z Hiszpanii.

Oczywiście nie miałam możliwości praktyki, gdyż hiszpańskiego nauczyłam się całkowicie samodzielnie. Teraz jednak z mówieniem nie jest źle i staram się wykorzystać mój pobyt tutaj w celu pogłębienia znajomości języka i poprawienia umiejętności mówienia. Zdecydowałam się również na kurs języka, który robię w centrum językowym w pracy. Obecnie jest to jedna godzina w tygodniu (niestety na więcej nie mam czasu), ale podjęłam tę decyzję, ponieważ godzina jest lepsza niż nic. Z pomocą nauczyciela łatwiej jest mi powtarzać gramatykę i rozwiewać wątpliwości. Obecnie mam poziom B2, za rok mam zamiar mieć C2.

Wracając jednak do głównego wątku… Przy okazji mojej pracy tutaj potwierdza się moje wcześniejsze zdanie o tym, że na początku nauczania języka obcego lepiej jest tłumaczyć wszystko w języku ojczystym ucznia. Potem, wraz z lepszą znajomością języka obcego, można przechodzić na wyłączne użycie języka obcego na lekcjach.

Mogę przytoczyć tu moje doświadczenia pracy z uchodźcami w Niemczech. Pamiętam, jak nieraz było mi trudno coś im wytłumaczyć. Gdyby mówili jednym językiem, to bym się go nauczyła. W jednej grupie miałam jednak uczniów z różnymi językami ojczystymi, jak perski, arabski, kurdyjski i różne języki afrykańskie. Pamiętam też przypadek dziewczyny z Nigerii, której językiem ojczystym był angielski (tak właściwie miała dwa języki ojczyste, drugiego nie pamiętam), jednak jej wymowa była tak inna, tak różna od wymowy w Wielkiej Brytanii, że nie mogłam jej zrozumieć.

Dochodziła do tego trudność polegająca na odmiennej mentalności. To, co dla mnie było oczywiste, im było nieznane. Dlatego mogę z doświadczenia powiedzieć, że łatwiej i lepiej jest mówić z uczniami wspólnym językiem. Są sytuacje, kiedy jest to niemożliwe – jak w Niemczech. Nie oznacza to, że nauczanie jest niemożliwe – jest jednak znacznie trudniejsze.

W mojej obecnej pracy podoba mi się też to, że mam okazję lepiej poznać słownictwo związane z samochodami. Prowadzę ogólne kursy języka niemieckiego, jednak osoby, które mają kursy indywidualne, nieraz chcą się poduczyć języka biznesowego. Przy okazji ja mogę nauczyć się tego słownictwa po hiszpańsku, gdyż zawsze sprawdzam tłumaczenie.

W kolejnym poście z tej serii napiszę o pracy nad projektami.

Co lubię, a czego nie lubię w pracy nauczyciela?

Czy warto studiować germanistykę? Część 1

To pytanie już wiele razy było mi stawiane i dzisiaj przyszedł czas, aby na nie odpowiedzieć.

Czy moim zdaniem warto studiować germanistykę? Wszystko zależy od tego, jakie mamy możliwości, plany, czy one są możliwe do zrealizowania, ale tak jest z każdymi studiami.

Co można robić po germanistyce?

Jeden z najczęstszych wyborów to specjalizacja nauczycielska. Nie wiem dokładnie, jak wygląda w tej chwili sytuacja w Polsce, ale wtedy, kiedy ja kończyłam studia, było nieciekawie. Myślę, że warto studiować jeszcze np. angielski, żeby zwiększyć swoje szanse. Obecnie wiele uniwersytetów ma w swojej ofercie kierunki umożliwiające potem nauczanie dwóch języków obcych.

Można pracować nie tylko w szkołach publicznych. Dzisiaj coraz większą popularnością cieszy się uczenie w Internecie – myślę, że to tutaj znalezienie pracy jest bardziej prawdopodobne niż w szkole publicznej.

Obecnie można szkolić się jako lektor online. Tutaj znajdziecie przykładowe szkolenia, jakie można zrobić:

Warsztat lektora online

Online tutorieren

Myślę, że dla wielu osób może być to jedyna szansa pracy w zawodzie nauczyciela, szczególnie jeśli ktoś mieszka w regionie, w którym niemiecki nie cieszy się dużą popularnością w szkołach.

Nie będę tu wgłębiać się w szczegóły, gdyż pisałam dużo o zawodzie nauczyciela. Mam wiele ciekawych pomysłów na posty z tej serii i z biegiem czasu będziecie je tu znajdować. Dodam tylko, że sądzę, że mało osób ma prawdziwe powołanie do zawodu nauczyciela.

Następnym razem poczytacie o specjalizacji tłumaczeniowej.

 

Co lubię, a czego nie lubię w pracy nauczyciela?

O pracy nauczyciela (2)

Tak jak obiecałam, w kolejnym poście z serii piszę Wam kilka słów o moich początkach w pracy nauczyciela.

Kto czyta mojego bloga, ten wie, że nigdy nie uczyłam w Polsce. Zaraz po skończeniu studiów wyjechałam do Niemiec w ramach programu UE Comenius. Jak to się stało, możecie przeczytać tu:

Serial „Magda w Niemczech”. Część 3

Po rocznej asystenturze dostałam umowę o pracę na następny rok szkolny i w gimnazjum w Traben-Trarbach uczyłam przez dwa lata.

Jak wyglądały moje początki w zawodzie nauczyciela?

Muszę powiedzieć, że początek był dla mnie szokiem i że pomyślałam sobie: „Boże kochany, więc tak to wygląda?” Teraz widzę, że na początku popełniłam błędy, których już dzisiaj nie popełniam. Pamiętam też, że szybko zrozumiałam moje błędy. Nie było o to trudno.

Lekcje prowadziłam samodzielnie, chociaż teoretycznie asystent Comeniusa powinien prowadzić je pod okiem doświadczonego nauczyciela. Samodzielna praca była jednak możliwa, ponieważ prowadziłam nie „normalne” lekcje, lecz dodatkowe lekcje niemieckiego (które dla uczniów szkoły całodziennej były obowiązkowe). W praktyce moje nauczanie nie różniło się od zwykłych lekcji.

Na mojej pierwszej lekcji w karierze nauczyciela trafiłam na bardzo trudną klasę, w której było sporo łobuzów. Było bardzo, bardzo ciężko, ale musiałam dać radę.

Czego nauczyłam się na podstawie moich pierwszych doświadczeń?

  1. Że muszę być konsekwentna. Nie mogę zmieniać zdania i mówić najpierw „tak”, a potem „nie”.
  2. Że powinnam chwalić moich uczniów, ale też z tym nie przesadzać, żeby nikt nie spoczął na laurach.
  3. Że uczniowie doceniają dobrą wolę nauczyciela. Zwykle nawet największy łobuz potrafi ją docenić.
  4. Że wielu uczniów próbuje w szkole zwrócić na siebie uwagę, gdyż w domu jej nie otrzymuje. Trzeba nauczyć się sobie z tym radzić.
  5. Że muszę być przygotowana na nieoczekiwane zastępstwa, zawsze mieć ze sobą dodatkowe materiały, które mogłabym wykorzystać.
  6. Że uczniowie bardzo lubią wychodzenie poza konwencje, czyli np. zabawy dydaktyczne albo filmy. Zawsze się na to cieszą.
  7. Że muszę dotrzymywać danego słowa.
  8. Że muszę być otwartą osobą. Dla mnie było to bardzo trudne, ponieważ należę do osób bardzo zamkniętych w sobie i niechętnie nawiązujących kontakty.
  9. Że muszę współpracować z innymi nauczycielami.
  10. Że muszę współpracować oczywiście także z dyrekcją szkoły.

Na koniec dodam, że pierwsze negatywne doświadczenia mnie nie zniechęciły. Tak jak ostatnio wspominałam, zawsze wiedziałam, że chcę pracować jako nauczycielka. Potrzebowałam czasu na zrozumienie pewnych rzeczy. Dzisiaj jestem pewna siebie, znam swoją wartość i kiedy niecałe dwa tygodnie temu zaczęłam uczyć w VW w Meksyku, w ogóle nie czułam stresu. Cieszyłam się na lekcje, a poza tym po tych wszystkich latach potrafię obsłużyć każdą kserokopiarkę 🙂

Co lubię, a czego nie lubię w pracy nauczyciela?

O pracy nauczyciela (1)

Tym wpisem zaczynam cykl o pracy nauczyciela – oczywiście z mojej perspektywy.

Dlaczego zdecydowałam się na ten zawód?

Tak właściwie sądzę, że nigdy nie zastanawiałam się, co mogłabym robić w życiu. Mam poczucie, że od zawsze wiedziałam, że chcę zostać nauczycielem. Myślę, że miałam wielkie szczęście, ponieważ ludzie często nie wiedzą, co chcą robić. Niektórzy interesują się wieloma rzeczami, ale niczym tak bardzo, żeby się temu poświęcić.

Myślę, że wpłynęły na mnie następujące czynniki:

1. Od początku edukacji miałam do czynienia ze wspaniałymi nauczycielami. Bardzo podziwiałam ich wiedzę, imponowali mi, miałam i mam wśród nich autorytety. Chciałam być taka jak oni.

2. Moja pierwsza nauczycielka niemieckiego bardzo na mnie wpłynęła. Dlaczego? Mogę tu podać kilka powodów:
a) potrafiła zainteresować uczniów językiem niemieckim. Przekazywała wiedzę w bardzo otwarty sposób. Sprawiła, że pozbyłam się niektórych stereotypów
b) organizowała inicjatywy pozalekcyjne, zachęcała do udziału w nich
c) chwaliła swoich uczniów, nie była obojętna na sukcesy
d) dała się nam poznać nie tylko jako nauczyciel, ale też jako człowiek

Dzięki niej wiedziałam, że w liceum chcę uczyć się niemieckiego na poziomie rozszerzonym, a ona utwierdziła mnie w tej decyzji.

3. Lekcje języka niemieckiego w liceum były tak samo dobre. Myślę, że wielką sztuką jest sprawić, aby uczniowie lubili niemiecki, mimo że nie dla wszystkich był to ukochany przedmiot. Moja nauczycielka niemieckiego, z którą mam kontakt do dzisiaj, nie ograniczała się tylko do materiału z podręcznika i myślę, że taki sposób nauczania to świetna decyzja. Fajnie od czasu do czasu posłuchać piosenki albo obejrzeć film.

4. Decyzja o studiach germanistycznych była oczywistością. W ciągu lat spędzonych w liceum nie zmieniłam zdania. Co prawda składałam papiery na coś tam jeszcze, ale w grę i tak wchodziła tylko filologia germańska. Czy na studiach nie zniechęciłam się?

Były co prawda przedmioty, których nie lubiłam albo zdarzało się, że przedmiot, który bardzo lubiłam, był z wykładowcą, który nie potrafił uczyć. Tak to jednak bywa i wiedziałam, że muszę przez to przejść.
Oprócz praktycznej nauki języka niemieckiego najbardziej lubiłam literaturę, z którą wiążę jeszcze pewne plany na przyszłość.

5. Na studiach musiałam zrobić praktyki nauczycielskie w szkole podstawowej, w gimnazjum i w liceum. Znowu miałam to szczęście, że trafiłam niechcący albo z wyboru na mądrych nauczycieli. Już podczas praktyk bardzo spodobało mi się uczenie w szkole.

Następnym razem napiszę o moich początkach w pracy nauczyciela.