Niemiecki w 5 minut: Co powiedzieć, kiedy nie rozumiesz, co do Ciebie mówią?

Niemiecki w 5 minut: Co powiedzieć, kiedy nie rozumiesz, co do Ciebie mówią?

Co powiedzieć, kiedy nie wiesz, co do Ciebie mówią? Może być wiele powodów, z których kogoś nie rozumiemy. Żeby poradzić sobie z taką sytuacją, warto mieć w głowie zestaw gotowych sformułowań. Komunikacja w języku niemieckim na pewno będzie łatwiejsza, jeśli będziecie znali te zwroty. Przypomnę, że wszystkie posty z serii „Niemiecki w 5 minut” znajdziecie tutaj.

Oto gotowe zwroty:

Ich verstehe nicht. – Nie rozumiem.

Ich verstehe dich / Sie nicht. – Nie rozumiem ciebie / pana/pani.

Ich habe nicht verstanden. – Nie zrozumiałem.

Ich habe dich / Sie nicht verstanden. – Nie zrozumiałem ciebie / pani/pana.

Ich habe rein akustisch nicht verstanden. – Nie zrozumiałem, co powiedziałeś. (to zdanie można powiedzieć do każdego, kiedy coś zakłóca zrozumienie, np. hałas)

Was meinst du? – Co masz na myśli?

Was meinen Sie? – Co ma pan/pani na myśli?

Könntest du wiederholen? – Czy mógłbyś powtórzyć?

Könnten Sie wiederholen? – Czy mógłby Pan/mogłaby Pani powtórzyć?

Könnstest du langsamer sprechen? – Czy mógłbyś mówić wolniej?

Könnten Sie langsamer sprechen? – Czy mógłby Pan/mogłaby Pani mówić wolniej?

Könntest du einfachere Worte benutzen? – Czy mógłbyś używać prostszych słów?

Könnten Sie einfachere Worte benutzen? – Czy mógłby pan/mogłaby Pani używać prostszych słów?

Tutaj możesz pobrać plik ze słownictwem:

Niemiecki w 5 minut. 04.06.2019

Zusammen można więcej: Dzień dziecka

Zusammen można więcej: Dzień dziecka

Jeśli czytasz mój blog regularnie, to wiesz, że wraz z kilkoma innymi germanistkami raz na miesiąc organizuję akcję „Zusammen można więcej”. W jej ramach publikujemy posty na wybrany temat. Tu znajdziecie wszystkie posty z serii: zusammen można więcej

W tym tygodniu tematem naszej akcji jest Dzień dziecka. Oto strony pozostałych germanistek:

Szpreche w deche

Majstersztyk językowy

Angelika Griner

Niemiecka sofa

Ja postanowiłam napisać o słuchowiskach. 

Wybrałam baśń braci Grimm pt. „Frau Holle” (po polsku „Pani Zima”). Na YouTube można znaleźć mnóstwo słuchowisk i zdydaktyzować tak właściwie każde, ale jak to najlepiej zrobić? Przecież baśnie wcale nie są łatwym materiałem dla uczących się, no chyba że w wersji uproszczonej. Dlatego przygotowałam dla Was słówka pojawiające się w baśni – dzięki nim łatwiej będzie zrozumieć słuchowisko. 

A może zacznę od tego, dlaczego trudno jest zrozumieć baśnie. Oto najważniejsze moim zdaniem powody:

  1. Jest w nich dużo archaizmów.
  2. Zdania wcale nie są proste i krótkie. Wręcz przeciwnie – najczęściej są długie i rozbudowane.
  3. Często jest w nich słownictwo z dziedzin, które nie są tematem nr 1 na lekcjach niemieckiego. Pojawiają się nazwy zajęć czy zawodów, które obecnie nie są już na topie.

Tutaj znajdziecie słuchowisko „Frau Holle”:

das Hörspiel – słuchowisko

spinnen (spann, hat gesponnen) – prząść

sich zutragen – zdarzać się

sich bücken – schylać się

schelten (schalt, hat gescholten) – ganić, łajać

unbarmherzig – bezlitosny, niemiłosierny

die Spule – szpulka

die Besinnung – przytomność

der Brotschieber – łopata do wyjmowania chleba z pieca

schütteln – potrząsać

der Haufen – stos, sterta

Acht Guben – być ostrożnym, zwracać uwagę

sich ein Herz fas sen – zdobyć się na odwagę

einwilligen – zgadzać się

sich begeben – udawać się (dokądś)

die Feder – pióro

die Schneeflocke – płatek śniegu

gesotten (od czasownika sieden) – gorący, wrzący (w domyśle: coś ugotowanego)

das Heimweh – tęsknota za domem

das Verlangen – pragnienie, potrzeba

der Jammer – lament

die Meinigen – moi krewni

dienen – służyć

aufgetan – otwarty

die Dornenhecke – żywopłot kolczasty

faulenzen – leniuchować

wie es sich Gebührt – jak należy, jak wypada

der Kessel – kociołek

das Pech – smoła

die Belohnung – nagroda

Niemiecki w 5 minut: Okoliczniki czasu. Część 3

Niemiecki w 5 minut: Okoliczniki czasu. Część 3

W serii „Niemiecki w 5 minut” (wszystkie posty tutaj) czas na ostatni tekst o czasie – udała mi się gra słów 🙂 Jak stosować okoliczniki czasu?

Tym razem kilka słów o tym, jak stosować okoliczniki czasu bez przyimka.

Jeśli nie dodajemy przyimka, to okolicznik czasu stosujemy w bierniku (der Akkusativ). Stąd mówimy „jeden Tag” (Akkusativ).

Przykłady:

den ganzen Abend – cały wieczór

die ganze Woche – cały tydzień

das ganze Jahr – cały rok

jeden Abend – każdego wieczoru

jeden Monat – każdego miesiąca

jede Nacht – każdej nocy

jedes Jahr – każdego roku

diesen Monat – w tym miesiącu

diese Woche – w tym tygodniu

nächsten Monat – w następnym miesiącu

nächstes Jahr – w następnym roku

 

Przykłady:

Er lernt den ganzen Abend. – On uczy się przez cały wieczór.

Ich sehe ihn jeden Tag. – Widzę go każdego dnia.

Was planst du diesen Monat? – Co planujesz w tym miesiącu?

 

Tutaj możecie pobrać plik z powyższymi informacjami:

Niemiecki w 5 minut 21.05.2019

Jak najlepiej przygotować się do egzaminu? 5 wskazówek

Jak najlepiej przygotować się do egzaminu? 5 wskazówek

Jak najlepiej przygotować się do egzaminu z języka obcego? W serii „Egzaminy z niemieckiego”przygotowałam dla Was kilka praktycznych wskazówek 😊

  1. Należy rozwiązać jak najwięcej testów modelowych. Poza tym mieć jak najlepszy zasób słownictwa, opanować przydatne zwroty do części ustnej i pisemnej, aby nie było tak, że uczymy się ich w ostatniej chwili i potem nie stosujemy. O tym już pisałam tutaj. Niestety wiele osób uczy się zwrotów w ostatniej chwili – w takiej sytuacji szansa, że wykorzystają je na egzaminie, jest mała.
  2. Trzeba wiedzieć, z jakich materiałów się uczyć. Najlepiej zapytać nauczyciela czy osoby, które dany egzamin już zdawały. Nie ma sensu samemu błądzić w dżungli podręczników i materiałów. Lepiej korzystać ze sprawdzonych materiałów – nie każdy podręcznik z przykładowymi testami jest dobry.
  3. Na co uważać? Na pewno na podchwytliwe pytania. Często w tekście i w pytaniu padają te same słowa, ale to nie znaczy, że ta jest prawidłowa. Zwykle jest to podchwytliwe. Wiele osób zaznacza odpowiedź, kiedy widzi, że pojawiają się w niej takie same słowa jak w tekście, a to zwykle pułapka. Na egzamin ustny warto mieć gotowe zwroty, których zawsze można użyć. Na początku warto ustalić, czy jestem z drugą osobą na ty czy na pan/pani. Na egzamin pisemny też można przygotować zwroty.
  4. Warto oglądać na YouTube filmiki z przykładowymi egzaminami ustnymi. Można się z nich wiele nauczyć i zobaczyć, jak wygląda egzamin.
  5. Ćwicząc pisanie samemu, warto poszukać kogoś, kto sprawdzi tekst, idealnie byłoby, gdyby była to osoba będąca w stanie i potrafiąca sprawdzić tekst według standardów egzaminacyjnych.

 

Następnym razem w serii „Egzaminy z niemieckiego” przygotuję trochę zwrotów do pisemnej matury z niemieckiego.

Jak przetrwać dzień egzaminu?

Jak przetrwać dzień egzaminu?

W serii „Egzaminy z niemieckiego” (wszystkie posty tutaj) czas na tekst niby oczywisty, ale myślę, że jednak wiele osób zapomina o szczegółach. Co więc zrobić, aby dzień egzaminu poszedł po naszej myśli?

  1. Dzień wcześniej należy przygotować wszystko, co musimy mieć ze sobą na egzaminie, czyli przede wszystkim dokument tożsamości i długopis.
  2. Warto się wyspać. Uczenie się do późnych godzin nocnych niewiele da – wtedy nasz mózg nie przetwarza informacji tak, jakbyśmy chcieli. Zresztą nie ma wątpliwości co do tego, że w ostatnim momencie nie nauczymy się tego, czego nie nauczyliśmy się wcześniej.
  3. W dniu egzaminu nie ma sensu powtarzać słówek czy zwrotów co do ostatniej minuty, bo raczej ich nie zapamiętamy.
  4. Idealnie byłoby zachować spokój, ale egzamin to jednak sytuacja narażająca nas na stres. Mimo wszystko warto robić coś, co nas uspokaja – w drodze posłuchać muzyki, przed egzaminem napić się herbaty czy porozmawiać z pozostałymi zdającymi o czymś innym niż o egzaminie.
  5. Po wyjściu z egzaminu pisemnego nie warto rozmawiać z innymi o rozwiązaniach, jakie zaznaczyli. Kiedy myślę o swoich latach szkolnych, to wiem, że zawsze to robiłam. Nieraz okazywało się jednak, że dużo osób zaznaczyło jedną odpowiedź, która była błędna. Dlatego ma sensu stresować się porównywaniem odpowiedzi.

Refleksje o Meksyku. Część 4

Refleksje o Meksyku. Część 4

Nadszedł czas na ostatni już post z serii „Ja w Meksyku” (wszystkie znajdziecie tutaj).

Dzisiaj skupię się na mojej pracy dla VW w Puebli.

Na czym polegała moja praca? 

Uczenie niemieckiego na poziomach A1-C2 – mogłam wybrać, czy chcę podpisać umowę na 30, na 35 czy na 40 godzin tygodniowo. Wybrałam umowę na 35 godzin. Prowadziłam kursy dla „normalnych” grup (8-15 osób), dla małych grup (zwykle 3 osoby) oraz kursy indywidualne (dla osób na wysokich stanowiskach). Poza tym oczywiście przejmowałam zastępstwa, przeprowadzałam i oceniałam egzaminy, a w soboty pracowałam w szkołach VW na mieście (Zavaleta, San Manuel, Diagonal). Nie musiałam pracować w soboty, ale chciałam. Od poniedziałku do piątku pracowałam w głównej siedzibie VW, czyli tam, gdzie odbywała się produkcja samochodów.

Muszę przyznać, że była to najlepsza praca, jaką miałam w życiu. Pełna wyzwań, wszystkie nadgodziny uczciwie płacone, szkolenia (zarówno wewnętrzne, jak i poza VW), możliwość podglądnięcia od środka produkcji samochodów. Było więc bardzo ciekawie. Na początku było ciężko, bo musiałam przyzwyczaić się do pracy na pełen etat (wcześniej nigdy nie pracowałam nigdzie na pełen etat), ale okazało się, że to tylko kwestia przyzwyczajenia.

Miałam bardzo fajnych kolegów (niemieckiego uczyli przede wszystkim Niemcy, więc nadal miałam kontakt z niemieckim na co dzień). Poza tym super współpracowało mi się z Meksykanami i z Amerykanami. Kontakt ze wszystkimi był naprawdę wspaniały. Kiedy miałam pytanie czy potrzebowałam pomocy, to nikt mnie nie zbywał. Rzadko udaje się tak dobra współpraca w zespole.

Podobało mi się to, że każdy nauczyciel miał opracowany plan rozwoju, czyli plan szkoleń, w których powinien wziąć udział.

Miałam bardzo pomocnych, wyrozumiałych szefów (a to raczej rzadkość).

Pracując dla VW, przeprowadziłam na żywo kurs na Facebooku. Było to dla mnie mega stresujące, ale byłam dumna z siebie, że dałam radę. Zebrał on bardzo pozytywne opinie, ale ja sama nigdy nie odważyłam się go obejrzeć. Podobno dalej jest dostępny na FB. Ten kurs był pierwszym tego rodzaju zorganizowanym i nagranym przez VW, a ponieważ osiągnął duży sukces, to zdecydowano się na kolejne (na pewno do chińskiego był następny).

Bardzo miło wspominam szkolenie w Goethe-Institut w mieście Meksyk, na którym byłam w czerwcu 2017. Było to kilkudniowe szkolenie. Miasto Meksyk zawsze mnie przerażało, dlatego super było dla mnie to, że na szkoleniu byłam z kilkoma innymi nauczycielami niemieckiego. Dotyczyło ono mediów w nauczaniu i było dla mnie bardzo ciekawe, dużo się na nim nauczyłam.

W Meksyku oczywiście bardzo podciągnęłam swój hiszpański.

I teraz czas na podsumowanie:

Czy wyjechałabym jeszcze raz? Czy podjęłabym tę samą decyzję?

Odpowiedź będzie krótka – nie. Opuszczenie Niemiec uważam za swój ogromny życiowy błąd i życzę sobie teraz, żebym posłuchała osób, które prosiły mnie, żebym została, ale…

…moja motywacja wyjazdu do Meksyku była dobra – chciałam poznać świat, zdobyć nowe doświadczenia. Zawsze byłam bardzo ambitną osobą, więc nie mogłam nie wyjechać. Jednak…

…spoglądam na to wszystko mądrzejsza o nowe doświadczenia. Ponieważ później moje życie potoczyło się bardzo źle i „skończyłam” tam, gdzie nigdy nie chciałam, to żałuję. Gdyby potoczyło się inaczej, to na pewno bym nie żałowała.

No i w sumie to mogłam sobie pojechać na wycieczkę do Meksyku. No cóż – było mnie stać.

Nie żałuję tylko jednego – mojej wspaniałej córki.

Wspomnienia z Niemiec:

Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich wykorzystywanie. 

Co to jest test WiDaF Basic?

Co to jest test WiDaF Basic?

W prowadzonej przeze mnie grupie na FB „Egzaminy z niemieckiego” (tutaj) kilka razy pytano mnie o test WiDaF, więc dzisiaj zajmę się tym tematem. Zacznę od egzaminu WiDaF Basic (poziomy A1-B1). Sprawdza on język niemiecki w kontekście ogólnym oraz w środowisku pracy na poziomie podstawowym. Wyższe poziomy mierzy test WiDaF.

Struktura egzaminu

Test WiDaF Basic wypełniany jest ołówkiem na karcie odpowiedzi. Jest to test wyboru (tylko jedna prawidłowa odpowiedź). Składa się z 70 pytań i obejmuje szeroki zakres codziennych sytuacji w zróżnicowanym kontekście. Jest on podzielony na trzy części sprawdzające znajomość odpowiedniego słownictwa, umiejętność czytania ze zrozumieniem oraz rozumienia ze słuchu (teksty krótkie, opisy ilustracji, stwierdzenia ogólne, proste rozmowy telefoniczne itp.). Test trwa godzinę; dodatkowo dopełnienie formalności administracyjnych przed jego rozpoczęciem zajmuje około 15 minut.

Zdający otrzymują książeczkę testową i oddzielny arkusz odpowiedzi, na którym zaznaczają wybraną odpowiedź – jedno z pól (a), (b), (c) bądź (d).

Każda część testu wypełniana jest według innych wytycznych. Struktura i przebieg testu zostanie wyjaśniony przez jednego z administratorów WiDaF Basic®.

(link do tekstu)

Egzamin składa się z trzech części:

CZĘŚĆ 1: Słownictwo i struktury gramatyczne – 15 pytań do słownictwa i 15 do struktur gramatycznych. Ta część trwa 40 minut.

CZĘŚĆ 2: Czytanie ze zrozumieniem – 10 pytań – należy po przeczytaniu tekstu uzupełnić luki.

CZĘŚĆ 3: Rozumienie ze słuchu – 30 pytań – opis ilustracji (5 pytań), stwierdzenia ogólne (10 pytań), rozmowy (15 pytań).

Zakres materiału:

Praca biurowa: krótkie listy i teksty, e-maile, rozmowy telefoniczne i wiadomości, rozmowy w biurze, spotkania, szkolenia, zarządzanie, opisy produktów itp.

Codzienne sytuacje biznesowe: podróże, kolacje, rozmowy towarzyskie itp.

Poziom zadań testowy WiDaF Basic odpowiada poziomom od A1 do B1. Na poziomie A1 można zdobyć 125 punktów, na A2 do zdobycia jest 165 punktów, na B1 jest to 180 punktów. 

Grupy docelowe – komu potrzebny jest taki test?

  • zdającym, którzy przygotowują się do pracy lub ubiegają się o pracę na stanowisku wymagającym znajomości języka niemieckiego;
  • osobom, które chciałyby sprawdzić swoją znajomość niemieckiego jako języka używanego w pracy i w życiu codziennym;
  • firmom, które chciałyby podnieść kompetencje językowe swoich pracowników oraz wyznaczyć im określone cele w tej dziedzinie;
  • osobom uczącym się, które muszą oficjalnie potwierdzić własne kompetencje językowe za pomocą Certyfikatu.

link do tekstu

Dodatkowe informacje na temat egzaminu:

  • Test WiDaF Basic® opracowano specjalnie z myślą o firmach oraz instytucjach edukacyjnych i stanowi on obiektywny i ustandaryzowany sprawdzian znajomości języka niemieckiego.
  • Takie same na całym świecie znormalizowane procedury dotyczące przebiegu testu oraz jego oceny gwarantują, że osiągnięty wynik stanowić będzie wiarygodny i obiektywny sprawdzian kompetencji językowych.
  • Test zawiera pytania wielokrotnego wyboru dotyczące odpowiednich branż oraz sytuacji biznesowych.
  • Szczegółowe wyniki pozwalają na ustalenie poziomu zdającego oraz stanowią motywację do dalszych postępów w nauce.
  • Znajomość języka niemieckiego potwierdzona zewnętrznie za pomocą certyfikatu WiDaF Basic podnosi szanse na rynku pracy.
  • Test ten uznawany jest przez wiele firm za miarodajny sprawdzian podstawowej znajomości języka niemieckiego w biznesie.

link do tekstu

Gdzie można znaleźć przykładowe testy?

Link do testu 1

Więcej testów

(Należy kliknąć na Beispieltest i Kompletttest po lewej)

Kolejnym razem napiszę o egzaminie WiDaF (poziomy A2-C2). 

Refleksje o Meksyku. Część 3

Refleksje o Meksyku. Część 3

Nadszedł czas na jeszcze jeden post z serii „Ja w Meksyku” (tutaj). Dzisiaj jeszcze kilka refleksji 🙂

Meksyk jest oczywiście niebezpiecznym krajem. Nie czułam się tam bezpiecznie, także dlatego, że w pracy każdy ostrzegał mnie i mówił, żebym uważała. W czasie mojej pracy dla VW kilku nauczycieli zostało napadniętych. Jednemu ukradziono „tylko” dokumenty, innemu samochód. W czasie mojego pobytu w Puebli dokonano morderstwa córki jakiegoś polityka. Było to morderstwo w biały dzień, w centrum miasta. Więc oczywiście nigdzie nie wychodziłam po zmroku, bardzo uważałam, kiedy dzwonił dzwonek do drzwi, chodziłam czy jeździłam tylko w bezpieczne miejsca (jeśli takie w ogóle były).

Codziennym niebezpieczeństwem były psy. Należę do osób, które boją się psów, a w Meksyku jest ich pełno. W Puebli ciągle widziałam jakieś psy na ulicach. Myślę, że sporo było wśród nich bezpańskich psów.

Bardzo miło wspominam pobyt na hacjendzie La Chautla – piękne miejsce.

Jeszcze kilka zdjęć zrobionych przy innych okazjach:

Meksykanie to bardzo fajny naród: bardzo otwarci, pomocni ludzie. Z większością byłam na „ty”, bardzo dobrze rozmawiało mi się z ludźmi i jedyne, co mnie denerwowało, to bliskość fizyczna, czyli że np. na powitanie wszyscy całowali mnie w policzek. Ale może denerwowało mnie to, bo po latach życia w Niemczech byłam nauczona dystansu między ludźmi i zwracania się do większości osób na „pan/pani”.

Drażniło mnie nieco komentowanie moich spraw osobistych przez niektórych ludzi, ale wynikało to zapewne z serdeczności i dobrej woli. No cóż, potem żałowałam, że nie posłuchałam Meksykanów w kilku sprawach, bo okazało się, że lepiej wiedzieli i dobrze mi radzili.

Zdziwiło mnie to, jak dobrze Niemcy odnajdują się w Meksyku. W VW w Puebli pracuje bardzo dużo Niemców. Większość z nich pozakładała rodziny i zostali w Meksyku już na stałe. Niemcy i Meksykanie – trudno chyba o bardziej odmienne narody, a jednak miałam wrażenie, że „porządni” Niemcy świetnie odnajdują się w Meksyku – kraju, w którym ciągle słyszy się, że coś będzie zrobione „ahorita”, czyli zaraz, dosłownie za chwilę, a nie wiadomo, kiedy „ahorita” nastąpi. Niemcy, których poznałam w pracy, od lat byli zachwyceni Meksykiem i zdecydowali się zostać tam na stałe. Były to nie tylko osoby, które założyły rodzinę, ale również single.

Chciałam napisać jeszcze o mojej pracy dla VW w Meksyku, ale zostawię to na następny raz 🙂

Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie. 

Refleksje o Meksyku. Część 2

Refleksje o Meksyku. Część 2

Trochę pisałam już o moim pobycie w Meksyku i pracy tam, ale ostatni post z tej serii (tutaj) pojawił się prawie dwa lata temu, więc najwyższy czas na kolejny. Zresztą może dobrze jest podsumować pewne wydarzenia po dłuższym upływie czasu – wtedy ma się więcej dystansu i pewne rzeczy rozumie się lepiej.

Z perspektywy czasu wiem, że do tego pobytu byłam bardzo źle przygotowana. Być może zabrakło mi czasu na zrobienie konkretnych planów, być może za dużo czasu potrzebowałam na domknięcie spraw w Niemczech, być może za dużo czasu zajęło mi podjęcie decyzji: Lecę czy nie lecę?

Na pewno nie wiedziałam, jaka pogoda jest tam, gdzie jadę. W Puebli zaskoczyło mnie to, jak zimno jest rano i wieczorem. Ponieważ nie miałam w mieszkaniu ogrzewania (tak jak większość ludzi), to strasznie marzłam i wypijałam ogromne ilości gorącej herbaty.

W Niemczech długo mieszkałam w małym mieście i miałam duże problemy z transportem. Wyobrażałam sobie, że w dużym mieście, jakim jest Puebla (2,5 mln mieszkańców), moje problemy znikną. Było jednak dokładnie odwrotnie – dojazd gdziekolwiek zajmował dużo czasu, często się gubiłam i ogólnie nie mogłam się odnaleźć. To nie udało mi się do końca pobytu i chociaż opuściłam Meksyk z konieczności, to z ulgą wyprowadziłam się z tak ogromnego miasta.

Te wielkie odległości były dla mnie problemem także dlatego, że co niedzielę chodzę do kościoła. Wydawało mi się, że w katolickim kraju, jakim jest Meksyk, jest więcej kościołów, ale do jakiegokolwiek kościoła też miałam bardzo daleko. Cały czas tęskniłam za czasami, kiedy w Niemczech spacerowałam sobie do kościoła 7-8 minut. W Meksyku musiałam w tym celu wsiadać do autobusu albo zamawiać taksówkę.

Do Meksyku wyjechałam 14 listopada 2016, a z powodu wielu formalności pracę dla VW zaczęłam od stycznia 2017. Zaskoczyło mnie to, jak dużo formalności jest w Meksyku, ale zaletą było to, że załatwiła je za mnie firma, chociaż oczywiście musiałam pojawiać się w urzędach. Na pozwolenie na pracę musiałam jednak czekać 1,5 miesiąca. Święta Bożego Narodzenia 2016 spędziłam samotnie w mieszkaniu, co na pewno było błędem. Zamiast użalać się nad sobą, powinnam była pojechać do Cancun albo do Acapulco i nie żałować na to pieniędzy (no cóż, taka już jestem – dokładnie zastanawiam się nad każdym wydatkiem i odmawiam sobie wielu rzeczy nawet, jeśli nie muszę).

Niestety w czasie pobytu w Meksyku nie zobaczyłam słynnych miast Majów i Azteków, słynnych piramid, czego bardzo żałuję, bo to było moją dużą motywacją do wyjazdu. Najpierw żałowałam pieniędzy, potem nie miałam czasu, następnie zaszłam w ciążę, którą kiepsko znosiłam, więc o wyjazdach nie było już mowy. Zobaczyłam jednak trochę ciekawych miejsc, więc lepiej to niż nic.

Bardzo podobała mi się tamtejsza architektura i kolorowe domy.

Kulturowo Meksyk jest zachwycającym krajem, przepięknym, dlatego szkoda, że mimo swoich bogactw jest tak biedny i ludziom źle się powodzi. Zaskoczyło mnie to, ilu jest sprzedawców na ulicach, także to, że kiedy samochody zatrzymują się na czerwonych światłach, to chodzą między nimi ludzie (dzieci również) i próbują coś sprzedać kierowcom.

Ogólnie smutne jest to, że w krajach takich jak Meksyk wiele dzieci pracuje, ale nauczyłam się tego nie oceniać. Kiedy powiedziałam to pewnemu Meksykanowi, to odpowiedział: „Tak, ja wiem, że to smutne, ale się zastanów. Czy nie lepiej, żeby te dzieci po szkole pomagały rodzicom sprzedawać jedzenie niż żeby robiły po szkole nie wiadomo co i wdały się w złe towarzystwo?” Nie pozostało mi nic innego niż się z nim zgodzić.

Bardzo smakowało mi meksykańskie jedzenie i bardzo za nim tęsknię. Cemitas, quesadillas, tacos – pychota. Wielu rzeczy spróbowałam i muszę w końcu spróbować coś odtworzyć. Jeśli ktoś z Was będzie w Meksyku, to radzę uważać na sosy, które są bardzo ostre i dodawać do jedzenia tylko odrobinkę, bo można potem zionąć ogniem.

Zaskoczyła mnie fatalna jakość chleba. Wszyscy Niemcy narzekali na meksykański chleb – nic dziwnego, skoro w Niemczech pieczywo ma doskonałą jakość. Faktycznie, jedynym pieczywem akceptowalnym dla mnie były białe bułki, których wcześniej nie jadłam. Chleb jednak odpadał, bo był jak gąbka. Kiedy dotknęłam takiego „bochenka”, miałam wrażenie, że to poduszka.

Zaskoczyła mnie pora deszczowa. No, może nie do końca zaskoczyła, ale naprawdę dziwne jest, kiedy od października do maja nie spada ani kropla wody, a od maja tak zaczyna lać, że i parasol niewiele pomoże.

Z serii „Ja w Meksyku” ukaże się jeszcze jeden post.

Wszystkie zdjęcia są moją własnością.

Andrzej o życiu w Szwajcarii i o nauce niemieckiego

Andrzej o życiu w Szwajcarii i o nauce niemieckiego

Mieszkający od 6 lat w Zurychu Andrzej podzielił się ze mną swoimi doświadczeniami z nauki niemieckiego oraz z przygotowań do certyfikatu B1. Do egzaminu zamierza podejść w tym roku.

Andrzej pracuje w swoim zawodzie – jako informatyk.

Pozostałe posty z serii „Case studies” znajdziecie tutaj. Natomiast tutaj znajdują się wszystkie teksty z serii „Egzaminy z niemieckiego”.

  1. Czy masz jakiś certyfikat potwierdzający znajomość niemieckiego?

Nie mam oficjalnego certyfikatu. Mam kilka dyplomów uczestnictwa w kursach wydawanych przez szkoły językowe.

  1. Kiedy i dlaczego zacząłeś uczyć się niemieckiego?

Tak na poważnie niemieckiego zacząłem uczyć się po przyjeździe do Szwajcarii 5 lat temu. Niestety przez te 5 lat miałem zbyt wiele przerw, więc mój niemiecki cały czas oscylował na poziomie A2. Wszystko się zmieniło, odkąd postawiłem sobie cel zdania egzaminu na poziomie B1. Zapisałem się na kurs w polowie A1, potem A2 i zrobiłem do końca B1. Od kilku miesięcy z braku czasu i chęci uczestnictwa w B2 bez wcześniejszego zdania B1 zacząłem lekcje przez Skype przygotowujące do TELC B1.

  1. Czy możesz opowiedzieć coś o swojej pracy i wykształceniu?

Z wykształcenia jestem informatykiem i pracuję w zawodzie. Problemem jest, że w pracy używam tylko języka angielskiego, więc mam utrudniony dostęp do mówionego niemieckiego w godzinach pracy.

 

  1. Dlaczego Szwajcaria? Dlaczego zdecydowałeś się wyemigrować właśnie do tego kraju?

Myślę, że głównym czynnikiem byl poziom zarobków, na drugim miejscu organizacja kraju, panujacy porządek. Brak wojen od stuleci wydaje się dobrym argumentem przemawiającym za tym, że ten kraj jest bezpieczny wewnętrznie i zewnętrznie. Do tego przyroda i centralne położenie w Europie czyni z tego kraju świetną bazę do wypadów turystycznych do pozostałych krajów europejskich.

  1. Co dał Ci językowo pobyt we Szwajcarii? Jaką widzisz różnicę w stosunku do czasu sprzed wyjazdu?

Myślałem, że będzie dużo lepiej i że otoczony językiem nie będę musiał wkładać tak dużo energii w jego naukę. Oczywiście życie weryfikuje oczekiwania i jak zwykle samo do głowy nie wejdzie. Słówka trzeba zapamiętać i nie ma drogi na skróty, żeby nauczyć się gramatyki. Natomiast dialekt szwajcarski jest przeszkodą, nawet Niemcy mają na początku problem ze zrozumieniem lokalnych. Gdybym chciał to przenieść na grunt śląski, mógłbym porównać z gwarą śląską.

 

  1. Co lubisz we Szwajcarii i Szwajcarach, a czego nie?

Umiłowanie porządku, niewtrącanie się do spraw innych ludzi. Czego nie lubię? Bardziej jest tak, że czegoś mi brakuje z polskich klimatów. Nie lubię tego, że nikt w autobusie do nikogo się nie odzywa, small talk nie istnieje, każdy ma swoje sprawy. Jest dużo formalizmu, fakt, że ludzie są ubrani na szaro i czarno pokazuje, że nikt nie chce pokazaż, że odbiega od normy.

  1. Co da Ci telc B1? Dlaczego chcesz go mieć?

Motywacja przede wszystkim, możliwość wpisania umiejętności w CV bez stresu, że formalny poziom odbiega od rzeczywistego. Do tego możliwość ubiegania się o permit C. Jest duża różnica między Ausweis B (mam go teraz, dostaje się go na 5 lat). Po 5 latach muszę pójść do odpowiedniego urzędu, pokazać umowę o pracę i następnym razem otrzymam Ausweis B na kolejne 5 lat. Mając ten dokument, nie mogę brać udziału w wyborach, kupić domu czy otrzymać szwajcarskiego paszportu. Aby dostać obywatelstwo, trzeba mieszkać w Szwajcarii 10 lat i mieć Ausweis C. Można wtedy ubiegać się o obywatelstwo. Tak jest według mojej wiedzy.

Istnieje możliwość ubiegania się o Ausweis C, mając Ausweis B, jeśli zda się egzamin B1 i spełnia się pewne warunki.

 

  1. Jak przygotowujesz się do egzaminu? Samodzielnie czy chodzisz na kurs?

Uczestniczę w zajeciach przez Skype, które są dopasowane pod moje braki, umiejętności i szybkość nauki. Do tego nie tracę czasu na dojazd do szkoły, a jeśli od czasu do czasu się zdarzy, że nie mogę uczestniczyć w zajęciach, to nic nie tracę, bo termin się przesuwa, a wszystko idzie moim tempem.

 

  1. Jak oceniasz swoje sprawności językowe: czytanie, słuchanie, pisanie i mówienie?

Myślę, że jako  umysł ścisły mam naturalną tendencję do lepszego rozumienia reguł gramatycznych niż do mówienia. Wydaje mi się, że lepiej idzie mi rozwiązywanie testów i zadań gramatycznych niż złapanie bieglości w komunikacji.

 

  1. Co umiesz najlepiej, a w czym nie czujesz się jeszcze pewnie?

Nauka reguł gramatycznych idzie mi znacznie lepiej niż nauka słownictwa i umiejętność biegłego nim operowania.

 

Mój komentarz: Na początek bardzo dziękuję Ci za odpowiedzi na pytania. Ciekawe są Twoje spostrzeżenia o umyśle ścisłym. Ja mam umysł humanistyczny i faktycznie mogę powiedzieć, że szybko uczę się mówić w języku obcym. Mam nadzieję, że z biegiem czasu coraz częściej będziesz miał okazję do mówienia po niemiecku. Ćwiczenie czyni mistrza, więc sądzę, że Twoja umiejętność komunikacji poprawiłaby się, gdybyś częściej mógł mówić.

Ciekawe są również Twoje słowa o Szwajcarach. Już wcześniej słyszałam opinię, że są to zamknięci w sobie ludzie i że nikt nie lubi się tam „wybijać”.

Lekcje indywidualne są rzeczywiście dla wielu osób wspaniałą alternatywą ze względu na te czynniki, o których wspomniałeś, czyli dopasowanie tempa, indywidualnie dobrane ćwiczenia oraz po prostu wygoda.

Podsumowanie 2018 i plany na 2019

Podsumowanie 2018 i plany na 2019

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moim podsumowaniem 2018 roku oraz planami, które chciałabym zrealizować w nowym roku.

Co udało mi się zrobić w 2018 roku?

Myślę, że całkiem dużo, biorąc pod uwagę to, że na początku marca zostałam mamą zdrowej, ślicznej córeczki. Teraz czasu dla siebie nie mam w ogóle, ale takie jest macierzyństwo. Starałam się jednak rozwijać „Niemiecki po ludzku” i sporo rzeczy osiągnęłam. Myślę, że udało się to dlatego, że jestem jako matka bardzo szczęśliwa. Z małą istotką u boku chce się żyć i chce się działać. 

Przede wszystkim udało mi się rozwinąć fanpage „Niemiecki po ludzku” na Facebooku. Prawie codziennie zamieszczałam infografiki, które cieszyły się dużą popularnością i bardzo często były udostępniane. Infografiki podzieliłam na kilka grup: „Zagadki językowe”, „Pułapki językowe”, „Gramatyka”, „Powiedzenia” oraz „Słownictwo”. Tutaj kilka przykładów:

Do tej pory ukazało się 315 grafik. Na palcach jednej ręki mogę policzyć dni, kiedy nic nie opublikowałam, a były dni, kiedy publikowałam dwie grafiki. Zyskały one dużą popularność i dostaję wiele pozytywnych wiadomości z nimi związanych.

Dodatkowo od kwietnia działa na Facebooku grupa „Egzaminy z niemieckiego”. Dołącza do niej coraz więcej osób i coraz więcej klika w polecane przeze mnie linki, co uważam za sukces, bo wiem, jak trudno jest zaktywizować grupę na Facebooku.

Niezwykle ważne jest dla mnie logo „Niemiecki po ludzku”, które nareszcie mam dzięki mojej wspaniałej koleżance M.

Ostatnio logo przeszło małą modyfikację dzięki Kasi z Calm design, która opracowała graficznie mojego e-booka.

Bardzo dziękuję Wam obu. Przesyłam wielkie uściski!!!

Zaczęłam się intensywnie zajmować tematem egzaminów, co przejawia się w regularnie przeze mnie publikowanych wpisach z serii „Egzaminy z niemieckiego”, które znajdziecie tutaj.

Bardzo zaangażowałam się w temat metod nauki, gdyż uważam go za bardzo zaniedbywany. Na stronie pojawiały się wpisy z serii „Metody nauki” – tutaj. Zapisując się na newsletter, otrzymacie darmowy e-book „Skuteczna nauka niemieckiego”.

Na stronie znajduje się zakładka „Poradź się”. Od czytelników dostawałam sporo maili oraz wiadomości na Facebooku. Pytaliście mnie o życie w Niemczech, o naukę niemieckiego, o materiały do nauki. Starałam się odpowiadać na maile jak najszybciej, chociaż nie zawsze dawałam radę, bo w zeszłym roku były również trudne momenty. Tę działalność zamierzam kontynuować.

Kilka miesięcy temu zaoferowano mi współpracę przy nowym magazynie dla germanistów i dla nauczycieli niemieckiego. Chodzi o „Horyzonty germanistyki” – informacje tutaj. Pierwszy artykuł już napisałam i bardzo się on spodobał wydawnictwu. Nie mogę się już doczekać, kiedy zobaczę go w wersji drukowanej, a to już za niecałe dwa miesiące.

27 grudnia na portalu Woofla – Świat Języków Obcych został opublikowany mój tekst pt. „Jak osiągnąć poziom biegłości (C2) w języku niemieckim?” Przeczytacie go tutaj.

Nadal szkoliłam się jako nauczyciel, m.in. kontynuując bardzo obszerny kurs Goethe-Institut pod nazwą „Deutsch lehren lernen”. O szkoleniach, jakie zrobiłam i robię, aby poszerzyć swoje nauczycielskie kompetencje, jeszcze napiszę.

Co mi się nie udało?

Przede wszystkim rozwinięcie profilu „Niemiecki po ludzku” na Instagramie. Często zamieszczałam tam zdjęcia, a pod nimi zawsze niemieckie słówka i zwroty, ale celem na kolejny rok jest na pewno zdobycie większej ilości aktywnych followersów i popularyzacja profilu.

Nie udało mi się również opublikować kolejnego podręcznika pod tytułem „Niemieckie przyimki”. Szkoda, bo jest prawie gotowy. Zostało mi tylko sprawdzenie całości. Jest część teoretyczna, jest praktyczna, są rozwiązania, więc mam nadzieję, że do marca dam radę poskładać to w całość. Przyimki to temat „gryzący” wiele osób i tak dokładnych wyjaśnień jak w moim podręczniku, nie ma w żadnym innym dostępnym na polskim rynku.

Co planuję na 2019 rok?

Publikację dwóch podręczników: „Niemieckie przyimki” oraz „Naucz się języka obcego efektywnie i proaktywnie” (możliwa lekka zmiana tytułu).

Kilka tygodni temu zostałam zaproszona jako prelegentka na konferencję do Warszawy. Już się stresuję, na dniach muszę zacząć przygotowywać wystąpienie. Więcej informacji na krótko przed konferencją. Co tu dużo mówić: publiczne wystąpienia nie należą do moich mocnych stron i unikam ich jak ognia (chociaż w swojej karierze prowadziłam kurs online na żywo oglądany przez dużą ilość osób). Muszę i chcę dać radę!

Nadal zamierzam szkolić się jako nauczyciel.

Na Instagramie pojawi się seria „Zdanie w języku niemieckim” – od lutego lub od marca.

Chcę wskrzesić lubiane serie na blogu, szczególnie na sercu leżą mi „Vitamin C” oraz „Komunikacja”.

W planach jest również prowadzenie live na Facebooku. Zacznę, kiedy tylko ogarnę to pod względem technicznym.

Chcę reaktywować grupę na Facebooku „Deutsch mit Magdalena”, w której członkowie pisali tylko po niemiecku. Dostałam sygnały, że taka grupa jest potrzebna.

 

Egzaminy z mojej perspektywy nauczyciela

Egzaminy z mojej perspektywy nauczyciela

W serii „Egzaminy z niemieckiego” (wszystkie teksty znajdziecie tutaj) przyszedł czas na moją perspektywę nauczyciela. Posiadam licencje Goethe-Institut dla poziomów od A1 co C1. Przygotowywałam do egzaminów wiele osób, a najwięcej doświadczeń zebrałam, pracując w Centro de idiomas (Centrum języków) firmy Volkswagen w Meksyku. Centro de idiomas jest oficjalnym partnerem Goethe-Institut i dlatego osoby uczące się tam zdawały egzaminy właśnie Goethe-Institut.

Tutaj znajdziecie oficjalną stronę Centro de idiomas.

Pracowałam w największej filii VW na świecie (w mieście Puebla), tam, gdzie odbywała się produkcja samochodów. Było więc tak, że uczniowie przychodzili na zajęcia do centrum językowego w trakcie pracy, po niej lub przed nią. Pracowałam na pełen etat, więc o przygotowaniu do egzaminów dowiedziałam się całkiem sporo. Poza tym w soboty przejmowałam zastępstwa w szkołach VW w mieście (Zavaleta, San Manuel, Diagonal).

W tym tekście odniosę się jednak do wszystkich moich doświadczeń zebranych w nauczycielskiej karierze.

Zacznę od moich błędów, na których bardzo dużo się nauczyłam. Na początku mojej drogi jako nauczycielka niemieckiego nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ważne jest planowanie. Wychodziłam z założenia, że skoro na lekcji prawie nigdy nie realizuje się tego, co jest zaplanowane, to nie warto planować. To było oczywiście błędne założenie i szybko się go pozbyłam. Dlaczego myślałam w ten sposób? Lekcje zawsze miałam zaplanowane, ale w ich trakcie zauważałam, że mało kiedy plan był zrealizowany, bo uczniowie zadawali dużo pytań, bo czegoś nie rozumieli, bo musiałam wracać do starych zagadnień. A przecież program musiał być zrealizowany, więc szybko zrozumiałam, że owszem – powinnam odpowiadać, wyjaśniać, ale tak, aby nie rozwalało to początkowej koncepcji.

W przygotowaniu do egzaminów planowanie jest niezwykle ważne, wielokrotnie o tym pisałam. Oczywiście inaczej jest, kiedy lekcje są indywidualne, a inaczej, kiedy nauczyciel pracuje w szkole publicznej czy prywatnej. Nie zmienia się to, że należy zaplanować czas na ćwiczenie wszystkich sprawności językowych oraz na symulację egzaminu.

Drugim błędem było zbyt rzadkie rozmawianie z uczniami o strategiach egzaminacyjnych. Czasem wyglądało to tak, że uczeń, który wcześniej oblał dany egzamin i jeszcze raz się do niego przygotowywał, potrafił udzielić więcej wskazówek niż ja.

Te doświadczenia doprowadziły do tego, że zaczęłam przywiązywać wagę do metod uczenia się oraz że zrozumiałam, jak ważna jest pozytywna motywacja. UWAGA! Pozytywna motywacja. Istnieje również motywacja negatywna, która też ma swoje zalety, ale oczywiście lepiej mieć pozytywną. Od kilku lat intensywnie zajmuję się metodami oraz strategiami uczenia się. Szkoda, że we współczesnej szkole nadal tak mało się o nich mówi. 

Zrozumiałam, że uczenie się na pamięć do niczego nie prowadzi. Zrozumiałam, że szkoła w dużej mierze zniszczyła moją młodość. Właśnie dlatego że nauczyciele kazali się uczyć (i chwała im za to!), ale nikt mi nie mówił, jak mam się uczyć. W rezultacie spędzałam nad książkami tyle godzin, że teraz żal mi siebie samej. Czasu już nie cofnę, ale chcę pomagać innym. Ktoś mógłby powiedzieć: „Trzeba było się tyle nie uczyć”. Oczywiście, ale mimo wszystko nie żałuję, że się tyle uczyłam, bo przecież nie wszystkiego uczyłam się na pamięć. Wiele rzeczy rozumiałam, wiele zapamiętałam i pamiętam do dziś. Oczywiście trzeba trenować pamięć, ale nie uczeniem się na pamięć. 

Cieszę się, że teraz, jako nauczycielka, jestem tego świadoma i że będę mogła pomóc mojej córce. Bo daję słowo, że jeśli kiedyś ktokolwiek powie do niej: „Naucz się tego na pamięć”, to nóż otworzy mi się w kieszeni. Chcę, żeby wiedziała wiele rzeczy, żeby uczyła się efektywnie, a nie żeby godzinami, całymi dniami siedziała nad książkami.

Dlaczego to piszę? Aby uświadomić Wam, drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy, że uczenie się na pamięć naprawdę do niczego nie prowadzi i że w ten sposób nie zdacie egzaminu (no chyba że będziecie mieć szczęście) i że w dłuższej perspektywie nie przysłuży się to komunikacji w języku obcym.

Na początku mojej drogi rzeczywiście nie mówiłam uczniom, jak mają się uczyć. Na szczęście potem wiele rzeczy zrozumiałam i już nie popełniałam tego wielkiego błędu. 

Z perspektywy nauczyciela egzaminy to mnóstwo roboty papierkowej, wypełnianie dokumentów, sprawdzanie, czy wszystko się zgadza oraz oczywiście ocenianie. Goethe-Institut dokładnie określa normy (zresztą inne centra zapewne też), jednak nie bez powodu na egzaminach obecni są dwaj nauczyciele. Jeśli nie zgadzają się w ocenie, to muszą dojść do porozumienia i zawrzeć kompromis. Tak samo jest na egzaminach pisemnych: jeden nauczyciel ocenia, potem drugi i ponownie – jeśli ocenili inaczej, to muszą dojść do porozumienia. Tylko na czytaniu i słuchaniu nie ma tych problemów, gdyż te części egzaminu składają się z zadań zamkniętych.