Co słychać w Meksyku?

Co słychać w Meksyku?

Ten wpis powstaje ze specjalną dedykacją dla M. O. – mojej wspaniałej koleżanki z Traben-Trarbach.

Kto śledzi mnie na Facebooku, wie, że zdecydowałam się na pozostanie w Meksyku. Na jak długo? Zobaczymy, może na 2-3 lata (taki był mój pierwotny plan), może na dłużej. Wszystko pokaże czas.

Dlaczego podjęłam tę decyzję? Przede wszystkim ze względów zawodowych. Praca dla Volkswagena bardzo mi odpowiada, bardzo mi się podoba, więc już po tygodniu pracy nie miałam wątpliwości. Mam bardzo dużo wyzwań, a to zawsze napędzało mnie do działania i motywowało. Poza tym mogę też podnosić swoje kwalifikacje i zajmować się też innymi ciekawymi rzeczami oprócz uczenia.

Jeśli ktoś zapyta mnie, co podoba mi się w Meksyku, to odpowiem, że tak naprawdę wszystko, ale i w Niemczech tak było. Po prostu obcy kraj zawsze jest całkiem inny i zawsze jest wiele do odkrycia. Oczywiście tutaj jest zupełnie inna kultura, ale ja odkąd pamiętam, zawsze marzyłam o spędzeniu dłuższego okresu czasu w Ameryce Środkowej lub Południowej. Czekałam tylko na dobrą okazję i jak to bywa w życiu, trafiła się ona zupełnie nieoczekiwanie.

Wiele osób pyta mnie, czy nie boję się tu mieszkac, bo to niebezpieczny kraj. To wszystko zależy od tego, gdzie się mieszka. Puebla na szczęście jest miastem dosyć bezpiecznym – inaczej nie zdecydowałabym się na wyjazd, chociaż z drugiej strony i w Europie jest niebezpiecznie, a myślę, że będzie tylko gorzej. Czy nie boję się tak długo lecieć samolotem? Nie – nie ma czego, a turbulencje się zdarzają. Bardziej niebezpieczna jest jazda samochodem albo autobusem. Ostatnio zaś miałam nieciekawy wypadek, będąc w drodze na rowerze. Czy nie boję się mieszkać w pobliżu aktywnego wulkanu? Nie – bardziej mnie to fascynuje, gdyż ta aktywność jest bardzo widoczna.

Oczywiście chciałabym, żeby bilety lotnicze były tańsze, ale niestety tylko rzadko będę mogła odwiedzać moją rodzinę. Ostatnie kilka dni spędziłam w Niemczech, żeby ostatecznie pozamykać tam wszystkie moje sprawy i na bilet musiałam wydać bardzo dużo pieniędzy – w okresie wielkanocnym to nic dziwnego. Nie miałam jednak wyjścia, gdyż to właśnie Wielki Tydzień mieliśmy wolny w pracy. Zamknięcie spraw udało się w 80%, ale dla mnie to dobry wynik, tym bardziej, że na wszystko miałam tylko 4 dni. Wypełnione one były bieganiną od rana do wieczora, ale przynajmniej mogę spać spokojnie.

Na koniec wrzucam dla Was kilka zdjęć z Meksyku, piękne widoki ze wzgórza Chalchihuapan o wysokości 2210 m, znajdującego się 16 km od Puebli (Cerro de Chalchihuapan). Na wzgórzu znajduje się uroczy kościół.

Siebie nie zaliczam do pieknych widokow 🙂

Studia germanistyczne. Część 2

Studia germanistyczne. Część 2

Dziś nadszedł czas na drugą część postu o studiach germanistycznych. Zaplanowałam już dla Was dwa kolejne posty: następny będzie o tym, czy moim zdaniem warto studiować germanistykę. Potem napiszę o moich wrażeniach z pobytu i z pracy w Meksyku, bo wiem, że wiele osób to interesuje. Widziałam piękne rzeczy i na pewno podzielę się tymi przeżyciami.

 

IV rok – rok akademicki 

VII semestr

  1. Gramatyka kontrastywna – 30 godzin wykładów i 30 godzin ćwiczeń. Chodziło o porównywanie gramatyki niemieckiej z polską.
  2. Historia literatury niemieckiej – 15 godzin wykładów i 30 godzin ćwiczeń. Zajmowaliśmy się literaturą XX wieku.
  3. Kultura niemieckiego obszaru językowego – 15 godzin wykładów i 30 godzin ćwiczeń.
  4. Praktyczna nauka języka niemieckiego – 90 godzin ćwiczeń. zajęcia te odbywały się chyba pięć razy w tygodniu, każdy aspekt z innym wykładowcą. Miałam zajęcia np. ze słownictwa, z czytania czy z gramatyki. Zajęcia oczywiście bardzo potrzebne.
  5. Seminarium magisterskie – 30 godzin, przygotowywanie się do pisania pracy magisterskiej.
  6. Praktyka pedagogiczna w gimnazjum – 35 godzin (15 godzin hospitacji, 20 godzin prowadzenia lekcji).

VIII semestr 

  1. Historia literatury niemieckiej – 15 godzin wykładów i 30 godzin ćwiczeń.
  2. Praktyczna nauka języka niemieckiego – jw.
  3. Seminarium magisterskie – jw.
  4. Zajęcia specjalizacyjne – przygotowywanie się do zdobycia specjalizacji nauczycielskiej.
  5. Metodyka nauczania języka niemieckiego – 15 godzin ćwiczeń. Dalsza nauka planowania, przeprowadzania i ewaluacji lekcji.

Jak już Wam wspominałam, czwarty rok studiów spędziłam na stypendium Erasmusa. Tu możecie o tym poczytać:

Serial „Magda w Niemczech”. Część 1

V rok – rok akademicki 2009/2010

IX semestr 

  1. Praktyczna nauka języka niemieckiego – 30 godzin ćwiczeń.
  2. Seminarium magisterskie – jw.
  3. Zajęcia specjalizacyjne – 30 godzin ćwiczeń.
  4. Praktyka pedagogiczna w szkole średniej – 75 godzin. 35 godzin hospitacji i 40 godzin prowadzenia lekcji. Robiłam praktykę w liceum ogólnokształcącym, które skończyłam kilka lat wcześniej.

X semestr 

  1. Praktyczna nauka języka niemieckiego – 60 godzin ćwiczeń.
  2. Seminarium magisterskie – jw.
  3. Zajęcia specjalizacyjne – 30 godzin ćwiczeń.

15 czerwca 2010 roku obroniłam moją pracę magisterską, której temat brzmiał: „Romantyczna baśń artystyczna na przykładzie wybranych baśni E.T.A. Hoffmanna i Wilhelma Hauffa”

Studia germanistyczne. Część 2

Studia germanistyczne. Część 1

Już kilka razy byłam proszona o wpis na temat studiów germanistycznych. Dzisiaj nadszedł na niego czas. Pisałam już o tym, dlaczego zdecydowałam się zostać nauczycielką niemieckiego. Nie miałam żadnych wątpliwości co do wyboru kierunku studiów. Byłam jeszcze na 5-letnich jednolitych studiach magisterskich. Od jakiegoś czasu jest podział na studia licencjackie i magisterskie, ale program studiów na większości uczelni pozostał podobny, zmienił się rozkład materiału.

Bardzo lubiłam moje studia. Oczywiście w każdym semestrze były jakieś zajęcia, za którymi nie przepadałam, ale tak to już jest. Oto, czego uczyłam się na studiach:

I rok – rok akademicki 2005/2006 

I semestr 

  1. Historia filozofii (wykłady) – bardzo lubiłam, swego czasu nawet chciałam studiować filozofię (może jeszcze kiedyś).
  2. Język łaciński (ćwiczenia) – bardzo lubiłam, niezwykle potrzebne zajęcia. Łacina bardzo poszerza horyzonty i zdecydowanie jest bardzo ważnym przedmiotem dla filologa.
  3. Wychowanie fizyczne – nie lubiłam, tak jak wcześniej w szkole.
  4. Gramatyka opisowa języka niemieckiego (wykłady i ćwiczenia) – jak sama nazwa wskazuje, chodzi o opisywanie gramatyki po niemiecku, zagłębianie się w zagadnienia gramatyczne. Na początku te zajęcia były dla mnie przerażające, ale potem je polubiłam. Były bardzo potrzebne, dla mnie niezbędne w pracy nauczyciela.
  5. Praktyczna nauka języka niemieckiego (ćwiczenia) – zajęcia te odbywały się chyba pięć razy w tygodniu, każdy aspekt z innym wykładowcą. Miałam zajęcia np. ze słownictwa, z czytania czy z gramatyki. Zajęcia oczywiście bardzo potrzebne.
  6. Informatyka (ćwiczenia) – nie lubiłam.

II semestr 

Wszystko to samo oprócz informatyki, poza tym doszły następujące zajęcia:

  1. Pedagogika (ćwiczenia i wykłady) – lubiłam, mieliśmy dobrego wykładowcę.
  2. Psychologia (wykłady) – też lubiłam, wykłady były bardzo ciekawe.
  3. Emisja głosu (ćwiczenia) – nie lubiłam, nie nauczyłam się na tych zajęciach pracować przeponą i do tej pory tego nie potrafię.

II rok – rok akademicki 2006/2007 

III semestr 

  1. Gramatyka opisowa języka niemieckiego (wykłady i ćwiczenia) – na drugim roku mieliśmy te zajęcia z innym wykładowcą. Oprócz teorii pojawiło się dużo praktyki i super, bo dzisiaj ta wiedza jest mi na co dzień potrzebna.
  2. Historia literatury niemieckiej (wykłady i ćwiczenia) – czasami nie lubiłam, czasami lubiłam. Uwielbiałam jednak czytać utwory literackie z XVIII wieku, analizować je. Na drugim roku zaczęliśmy właśnie od tego okresu. Oczywiście czytanie takich tekstów wymagało sporej ilości czasu, bo trzeba było siedzieć ze słownikiem i szukać, co znaczą archaizmy. Zawsze byłam dobra w interpretacji literatury, dlatego nie miałam problemu na egzaminach. Wiedza z tego zakresu do dzisiaj mi się przydaje.
  3. Historia niemieckiego obszaru językowego (wykłady) – lubiłam, bo zawsze interesowała mnie historia.
  4. Lektorat języka angielskiego (ćwiczenia) – lubiłam, angielski zawsze jest potrzebny.
  5. Praktyczna nauka języka niemieckiego (ćwiczenia) – jw.
  6. Psychologia (wykłady i ćwiczenia) – jw.
  7. Wstęp do językoznawstwa (wykłady) – średnio lubiłam, bo językoznawstwo nigdy nie należało do moich zainteresowań, wiedza jednak bez wątpienia potrzebna.
  8. Wstęp do literaturoznawstwa (wykłady) – lubiłam, pojęcia z zakresu literatury zawsze są potrzebne.

IV semestr 

  1. Historia literatury niemieckiej (wykłady i ćwiczenia) – jw., tylko dalsza historia.
  2. Gramatyka opisowa języka niemieckiego (wykłady i ćwiczenia) – jw.
  3. Praktyczna nauka języka niemieckiego (ćwiczenia) – jw.
  4. Historia niemieckiego obszaru językowego (wykłady) – jw.
  5. Lektorat języka angielskiego (ćwiczenia) – jw.
  6. Metodyka nauczania języka niemieckiego (wykłady i ćwiczenia) – tutaj zaczęło się przygotowanie do uczenia niemieckiego: stare i nowe metody nauczania, przygotowywanie konspektów, planowanie lekcji, liczne przykłady.

III rok – rok akademicki 2007/2008

V semestr 

  1. Historia literatury niemieckiej (wykłady i ćwiczenia) – jw.
  2. Historia języka niemieckiego (wykłady i ćwiczenia) – wtedy średnio lubiłam te zajęcia, ale teraz bardzo cieszę się z tego, że je miałam. Uczyliśmy się tam, skąd tak właściwie wziął się język niemiecki, o zjawiskach, które sprawiły, że wygląda on dzisiaj właśnie tak, a nie inaczej. Były to trudne zajęcia, wiele rzeczy wydawało się wtedy nie do pojęcia. Dzisiaj jednak cieszę z tego, że uczyłam się tego wszystkiego, bo ta wiedza bardzo mi się przydała i ciągle się przydaje. Jeśli ktoś z Was chce poczytać, o co chodzi w historii języka, to znajdziecie ciekawe rzeczy na moim drugim blogu:

Sprachgeschichte

3. Praktyczna nauka języka niemieckiego (ćwiczenia) – jw.

4. Metodyka nauczania języka niemieckiego (wykłady i ćwiczenia) – jw.

5. Praktyka pedagogiczna (szkoła podstawowa) – 35 godzin. Chyba było 15 godzin hospitacji i 20 godzin prowadzenia lekcji. Znalazłam podstawówkę w pobliskiej wsi, w której niemiecki bardzo się liczył. Praktyka była dla mnie super, to wtedy ostatecznie utwierdziłam się w tym, że podjęłam dobrą decyzję.

VI semestr 

  1. Historia literatury niemieckiej (wykłady i ćwiczenia) – jw.
  2. Kultura niemieckiego obszaru językowego (wykłady i ćwiczenia) – jak sama nazwa wskazuje, uczyliśmy się np. o ważnych miejscach, o znaczących osobistościach, o istotnych wydarzeniach.
  3. Praktyczna nauka języka niemieckiego (ćwiczenia) – jw.
  4. Lektorat języka angielskiego (ćwiczenia) – jw.
  5. Metodyka nauczania języka niemieckiego (wykłady i ćwiczenia) – jw.
  6. Historia i kultura regionu (ćwiczenia) – bardzo ciekawe zajęcia, opowiadaliśmy tu po niemiecku o miastach i wioskach naszego pochodzenia, przygotowaliśmy prezentacje. Pamiętam, jak robiłam zdjęcia mojego rodzinnego miasteczka – Głogowa Małopolskiego.

O ostatnich dwóch latach nauki napiszę Wam kolejnym razem 🙂

Drugie zdjęcie pochodzi z zakuwania do egzaminu z literatury, z 2007 roku. Sama się sobie dziwię, że mam odwagę je opublikować, ale dzisiaj jestem już ładna i stylowa 🙂

 

Studia germanistyczne. Część 2

O pracy nauczyciela (2)

Tak jak obiecałam, w kolejnym poście z serii piszę Wam kilka słów o moich początkach w pracy nauczyciela.

Kto czyta mojego bloga, ten wie, że nigdy nie uczyłam w Polsce. Zaraz po skończeniu studiów wyjechałam do Niemiec w ramach programu UE Comenius. Jak to się stało, możecie przeczytać tu:

Serial „Magda w Niemczech”. Część 3

Po rocznej asystenturze dostałam umowę o pracę na następny rok szkolny i w gimnazjum w Traben-Trarbach uczyłam przez dwa lata.

Jak wyglądały moje początki w zawodzie nauczyciela?

Muszę powiedzieć, że początek był dla mnie szokiem i że pomyślałam sobie: „Boże kochany, więc tak to wygląda?” Teraz widzę, że na początku popełniłam błędy, których już dzisiaj nie popełniam. Pamiętam też, że szybko zrozumiałam moje błędy. Nie było o to trudno.

Lekcje prowadziłam samodzielnie, chociaż teoretycznie asystent Comeniusa powinien prowadzić je pod okiem doświadczonego nauczyciela. Samodzielna praca była jednak możliwa, ponieważ prowadziłam nie „normalne” lekcje, lecz dodatkowe lekcje niemieckiego (które dla uczniów szkoły całodziennej były obowiązkowe). W praktyce moje nauczanie nie różniło się od zwykłych lekcji.

Na mojej pierwszej lekcji w karierze nauczyciela trafiłam na bardzo trudną klasę, w której było sporo łobuzów. Było bardzo, bardzo ciężko, ale musiałam dać radę.

Czego nauczyłam się na podstawie moich pierwszych doświadczeń?

  1. Że muszę być konsekwentna. Nie mogę zmieniać zdania i mówić najpierw „tak”, a potem „nie”.
  2. Że powinnam chwalić moich uczniów, ale też z tym nie przesadzać, żeby nikt nie spoczął na laurach.
  3. Że uczniowie doceniają dobrą wolę nauczyciela. Zwykle nawet największy łobuz potrafi ją docenić.
  4. Że wielu uczniów próbuje w szkole zwrócić na siebie uwagę, gdyż w domu jej nie otrzymuje. Trzeba nauczyć się sobie z tym radzić.
  5. Że muszę być przygotowana na nieoczekiwane zastępstwa, zawsze mieć ze sobą dodatkowe materiały, które mogłabym wykorzystać.
  6. Że uczniowie bardzo lubią wychodzenie poza konwencje, czyli np. zabawy dydaktyczne albo filmy. Zawsze się na to cieszą.
  7. Że muszę dotrzymywać danego słowa.
  8. Że muszę być otwartą osobą. Dla mnie było to bardzo trudne, ponieważ należę do osób bardzo zamkniętych w sobie i niechętnie nawiązujących kontakty.
  9. Że muszę współpracować z innymi nauczycielami.
  10. Że muszę współpracować oczywiście także z dyrekcją szkoły.

Na koniec dodam, że pierwsze negatywne doświadczenia mnie nie zniechęciły. Tak jak ostatnio wspominałam, zawsze wiedziałam, że chcę pracować jako nauczycielka. Potrzebowałam czasu na zrozumienie pewnych rzeczy. Dzisiaj jestem pewna siebie, znam swoją wartość i kiedy niecałe dwa tygodnie temu zaczęłam uczyć w VW w Meksyku, w ogóle nie czułam stresu. Cieszyłam się na lekcje, a poza tym po tych wszystkich latach potrafię obsłużyć każdą kserokopiarkę 🙂

Studia germanistyczne. Część 2

O pracy nauczyciela (1)

Tym wpisem zaczynam cykl o pracy nauczyciela – oczywiście z mojej perspektywy.

Dlaczego zdecydowałam się na ten zawód?

Tak właściwie sądzę, że nigdy nie zastanawiałam się, co mogłabym robić w życiu. Mam poczucie, że od zawsze wiedziałam, że chcę zostać nauczycielem. Myślę, że miałam wielkie szczęście, ponieważ ludzie często nie wiedzą, co chcą robić. Niektórzy interesują się wieloma rzeczami, ale niczym tak bardzo, żeby się temu poświęcić.

Myślę, że wpłynęły na mnie następujące czynniki:

1. Od początku edukacji miałam do czynienia ze wspaniałymi nauczycielami. Bardzo podziwiałam ich wiedzę, imponowali mi, miałam i mam wśród nich autorytety. Chciałam być taka jak oni.

2. Moja pierwsza nauczycielka niemieckiego bardzo na mnie wpłynęła. Dlaczego? Mogę tu podać kilka powodów:
a) potrafiła zainteresować uczniów językiem niemieckim. Przekazywała wiedzę w bardzo otwarty sposób. Sprawiła, że pozbyłam się niektórych stereotypów
b) organizowała inicjatywy pozalekcyjne, zachęcała do udziału w nich
c) chwaliła swoich uczniów, nie była obojętna na sukcesy
d) dała się nam poznać nie tylko jako nauczyciel, ale też jako człowiek

Dzięki niej wiedziałam, że w liceum chcę uczyć się niemieckiego na poziomie rozszerzonym, a ona utwierdziła mnie w tej decyzji.

3. Lekcje języka niemieckiego w liceum były tak samo dobre. Myślę, że wielką sztuką jest sprawić, aby uczniowie lubili niemiecki, mimo że nie dla wszystkich był to ukochany przedmiot. Moja nauczycielka niemieckiego, z którą mam kontakt do dzisiaj, nie ograniczała się tylko do materiału z podręcznika i myślę, że taki sposób nauczania to świetna decyzja. Fajnie od czasu do czasu posłuchać piosenki albo obejrzeć film.

4. Decyzja o studiach germanistycznych była oczywistością. W ciągu lat spędzonych w liceum nie zmieniłam zdania. Co prawda składałam papiery na coś tam jeszcze, ale w grę i tak wchodziła tylko filologia germańska. Czy na studiach nie zniechęciłam się?

Były co prawda przedmioty, których nie lubiłam albo zdarzało się, że przedmiot, który bardzo lubiłam, był z wykładowcą, który nie potrafił uczyć. Tak to jednak bywa i wiedziałam, że muszę przez to przejść.
Oprócz praktycznej nauki języka niemieckiego najbardziej lubiłam literaturę, z którą wiążę jeszcze pewne plany na przyszłość.

5. Na studiach musiałam zrobić praktyki nauczycielskie w szkole podstawowej, w gimnazjum i w liceum. Znowu miałam to szczęście, że trafiłam niechcący albo z wyboru na mądrych nauczycieli. Już podczas praktyk bardzo spodobało mi się uczenie w szkole.

Następnym razem napiszę o moich początkach w pracy nauczyciela.

Studia germanistyczne. Część 2

Im Jahre 2016

Na dzisiaj przygotowałam dla Was krótkie podsumowanie tego, co działo się na blogu w 2016 roku. Muszę powiedzieć, że mniej więcej w 75% zrealizowałam plany, więc myślę, że to całkiem niezły wynik. Chciałam zrobić więcej, ale z powodu ciężkich osobistych przeżyć nie byłam w stanie. Trudno skupić się na czymś innym, kiedy bardzo bliskie osoby umierają, w tym ta jedna najbliższa. Ja jednak muszę żyć dalej – nie mam wyjścia – i na świętach sformułowałam konkretne plany na 2017 rok.

Co mi się udało?

  1. Seria „Rok z językiem niemieckim” – co prawda nie było postów w każdym miesiącu, jak na początku planowałam, ale myślę, że wyszło całkiem dobrze.

Rok z językiem niemieckim

2. Napisanie dwóch e-booków, które możecie bezpłatnie pobrać:

Moje e-booki

3. Napisanie podręcznika z ćwiczeniami gramatycznymi. Nosi tytuł „Niemiecki. Ćwiczenia gramatyczne” i ukaże się w styczniu lub w lutym jako e-book. Na pewno dam Wam znać, gdzie będzie można go kupić. Obecnie skończyłam robić drobne, estetyczne poprawki.

4. Napisanie sporej ilości postów z kategorii „Gramatyka”:

Gramatyka

5. Rozpoczęcie serii postów „Magda w Niemczech”

O mnie i mojej pracy

6. Jestem bardzo zadowolona z tego, że udawało mi się regularnie pisać.

7. Również na profilu „Niemiecki po ludzku” na Facebooku byłam aktywna. Zamieszczałam nie tylko informacje o nowych postach, lecz także ciekawe linki, cytaty czy informacje.

 

Co mi się nie udało?

  1. Napisanie podręcznika o słowotwórstwie, jego zarys właśnie powstaje.

 

Teraz kolej na bardziej osobiste wyznania, w odniesieniu do mojej pracy oczywiście 🙂

Co mi się udało?

  1. Zdobycie nowych, ciekawych doświadczeń zawodowych: dalsza praca z uchodźcami w szkole w Wittlich była dla mnie bardzo ważna. Zaczęłam pracę z nimi w październiku 2015 i muszę powiedzieć, że dopiero po jakimś czasie ich zrozumiałam, zapewne nie całkowicie, ale zdecydowanie lepiej. Kiedy w listopadzie tego roku odchodziłam ze szkoły i musiałam się pożegnać z moimi uczniami, było to dla mnie niesamowicie trudne. Chciało mi się płakać, ale rozpłakałam się dopiero, kiedy ostatniego dnia wyszłam ze szkoły. Szczególnie polubiłam jedną grupę i do tej pory za nią tęsknię.

2. Kolejnym ciekawym doświadczeniem zawodowym było przeprowadzenie letniego kursu niemieckiego w drugiej połowie sierpnia. Brali w nim udział uchodźcy. Był to kurs niemieckiego połączony z orientacją zawodową. Do południa prowadziłam kurs niemieckiego, popołudniu odbywały się „wycieczki”, na których codziennie byłam opiekunem. Dla mnie było to bardzo ciekawe, ponieważ miałam okazję zobaczyć rzeczy, których inaczej bym nie zobaczyła (m.in. podczas zwiedzania szpitala czy różnych firm – zajmujących się np. przetwarzaniem metalu albo produkcją okien). Zobaczenie wszystkiego od środka, zza kulis, było dla mnie oczywiście czymś nowym.

3. Zapisanie się na kurs „Deutsch lehren lernen”. Zdecydowałam się na to, aby pogłębić swoją wiedzę. Kurs zaczął się w lipcu i skończy się dla mnie w grudniu 2017. Robię go oczywiście online.

4. Zawarcie nowych kontaktów zawodowych. Mam nadzieję, że niedługo mi się opłacą 🙂

5. Za mój sukces zawodowy mogę uznać również opracowanie podręcznika, o którym wspomniałam.

6. Otrzymanie pracy w VW w Meksyku. Jak pisałam, mieszkam teraz w Puebla. Zacznę pracę od stycznia. Wiem już, jakie kursy będę prowadzić (od A2 do C1). Wiem też, że na szczęście w jednym miejscu – w głównej siedzibie VW (poza tym VW ma jeszcze dwie szkoły na terenie miasta). Samo dostanie tej pracy uznaję za sukces, ale czas pokaże, czy to będzie właśnie TO. Na razie muszę przyznać, że niesamowicie tęsknię za TT. Byłam pewna tego, że Traben-Trarbach to moje miejsce na Ziemi. Zostawiam sobie jeszcze czas na decyzję.

7. Zapomniałabym o zapisaniu się na drugi kurs podnoszący kwalifikacje, ale zacznie się on w kwietniu 2017.

Co mi się nie udało? 

  1. Chciałabym być dalej w zadaniach z kursu „Deutsch lehren lernen”. Jestem w tej chwili trochę za połową.

Życzę Wam na koniec dobrych ostatnich dni roku 2016. Dla mnie nowy rok nie musi być lepszy, oby tylko nie był gorszy. Na koniec ładna piosenka: 

Sarah Connor – Anorak

 

Jak znalazłam się w Meksyku?

Jak znalazłam się w Meksyku?

Dzisiaj na blogu witam Was z innego kontynentu. Od poniedziałku jestem w Meksyku, w mieście Puebla. Jak się tu znalazłam? Napiszę o tym kilka słów, bo może dla kogoś będzie to ciekawe.

W lipcu zastanawiałam się, co zrobić dalej z moim życiem. Może jakiś wpływ na to miały 30-ste urodziny, chociaż nigdy nie świętuję urodzin i nie przywiązuję do nich żadnej wagi. Byłam jednak pewna tego, że chcę odejść z pracy z firmy. Co do szkoły, to zakładałam, że będą pieniądze na następny rok szkolny, chociaż 100% pewności nie było. Jest jednak zapotrzebowanie, więc nie obawiałam się, że się nie uda, było to bardzo mało prawdopodobne. Mimo to szukałam pracy. (Pieniądze na następny rok szkolny rzeczywiście były, wypowiedziałam umowę po dwóch miesiącach pracy, 2 dni przed lotem do Meksyku, ale oczywiście szefowa wcześniej wiedziała, że musi kogoś szukać).

Nie zrozumcie mnie źle – ja należę do osób bardzo wdzięcznych losowi i wiem, że mam w życiu bardzo, bardzo dużo szczęścia. Gdyby zostało tak, jak było, też byłoby super. W końcu spójrzmy prawdzie w oczy: wiele osób po studiach sprząta w Niemczech albo w Anglii, a ja pracowałam w moim zawodzie nauczyciela. Był co prawda czas, kiedy miałam pecha, ale potem wszystko się odwróciło. Skoro jednak otworzyły się przede mną nowe drzwi, to wchodzę 🙂

Od początku lipca wysyłałam CV, byłam na rozmowach kwalifikacyjnych. Wszystko na luzie, bo nie mam już takiego parcia na szkło jak kiedyś. Może dlatego to wszystko samo się toczy. Przeszukując oferty pracy dla nauczycieli niemieckiego w Internecie, trafiłam na ogłoszenie z Meksyku. Do tej pory nie wiedziałam, że w Puebla jest największa na świecie filia Volkswagena i że jest tu takie zapotrzebowanie na niemiecki. Wysłałam CV, potem wypowiedziałam umowę w firmie, przepracowałam tam ostatnie 2 tygodnie. Była połowa sierpnia, przeprowadziłam 2-tygodniowy kurs niemieckiego, potem zaczął się rok szkolny.

CV na stanowisko nauczycielki niemieckiego w VW wysłałam właśnie na początku lipca i zapomniałam o tym. Jeszcze tego samego dnia dostałam odpowiedź: „Odezwiemy się do pani”. Oczywiście na to nie liczyłam, bo jak zawsze jestem sceptyczna i nie sądziłam, że taka firma jak VW chciałaby mnie zatrudnić. Następnie poproszono mnie o rozmowę telefoniczną, co było trudne, gdyż ja wtedy chodziłam do pracy w firmie na 15:00 albo na 16:00, a w Meksyku jest 7 godzin wcześniej. W końcu udało się ustalić termin pewnego dnia, kiedy cudem miałam wolne. Rozmowa się odbyła, ja byłam jak zwykle na luzie. Cały czas myślałam: „Przecież i tak nikt nie zwróci uwagi na moje CV” (tak mi zostało z dawnych czasów).

Po 1,5 tygodnia dostałam ofertę pracy: wróciłam po całym weekendzie w pracy do mieszkania. Otwieram pocztę i widzę maila z Meksyku z tytułem „Arbeitsangebot” (oferta pracy). Zastanawiałam się całą noc, co by tu zrobić, co odpowiedzieć. Czy przewrócić swoje życie o 180 stopni czy też nie? Jednak przeważył argument taki, że zawsze chciałam poznać świat. Nigdy nie chciałam spędzić całego życia w jednym miejscu. Czy mogła się trafić lepsza okazja? Rano wstałam i pomyślałam: „WTF, czemu by nie?”

Potem już wszystko potoczyło się (prawie) samo. Paszport, formalności związane z wizą, potem bilet i lot. Wyleciałam w poniedziałek rano, z Frankfurtu do miasta Meksyk. Oczywiście na lotnisku we Frankfurcie musiał się zdarzyć incydent (kto mnie zna, ten wie, że u mnie zawsze tak jest). Przy kontroli bagażu podręcznego zapomniałam o jednym płynie. Pracownik kontroli wywalił z walizki cały mój bagaż (nawet pudełko z różańcem otworzył), ha ha. A chodziło tylko o podkład w płynie, to o nim zapomniałam 🙂

Lot był o 13:30, w mieście Meksyk samolot wylądował o 19:00 lokalnego czasu. Mnie i innych pracowników VW odebrał firmowy kierowca. Byłam strasznie zmęczona, bo w Puebla byłam jakoś o 5:00 europejskiego czasu, tu było około 22:00. Było więc tak, jakbym w ogóle nie spała, ale dałam radę. Zaskoczyło mnie to, że są tu inne gniazdka. Kiedyś czytałam o tym, że gniazdka elektryczne nie są takie same na całym świecie, ale nie pomyślałam o tym. Na szczęście w recepcji hotelu mają „podłączniki” dla nieogarniętych Europejczyków 🙂

Teraz mieszkam w hotelu, który opłaca firma (VW opłacił też mój lot i koszty uzyskania wizy pozwalającej na wjazd do Meksyku). Skupiam się na szukaniu mieszkania, już kilka widziałam, ale znalezienie właściwego zajmie jeszcze trochę czasu. Puebla to ogromne miasto, prawie 2,5 mln ludzi tu mieszka. To szok wyprowadzić się ze wsi do takiej metropolii. Szukam mieszkania blisko głównej siedziby VW, bo tam będę pracować. Inaczej mogłabym ze 2 godziny jechać do pracy, a tego nie chcę. Zobaczymy, kiedy uda mi się coś znaleźć. Faktem jest jednak, że właściciele mieszkań często podnoszą ceny, gdy widzą Europejczyka.

Muszę jednak powiedzieć, że sama nie ogarnęłabym, co i jak. Na szczęście jest tu jeszcze inny nowy nauczyciel. Przyleciał 3 tygodnie przede mną i bardzo mi pomógł. Inaczej bardziej bym się kłopotała z pewnymi rzeczami. Sama już trochę ogarnęłam, ale to jeszcze o wiele za mało. Teraz bardzo cieszę się z tego, że kiedyś uczyłam się hiszpańskiego. Jak dobrze znać języki obce! Warto się ich uczyć, bo nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą.

Następnym razem opowiem o moich perypetiach przeżytych w pierwszym tygodniu w Meksyku.

Kilka zdjęć (pewnie nie są zbyt dobre, ale taki już ze mnie talent):

20161116_123140

20161116_123238

20161116_123404

20161116_123511

20161116_123934

20161116_124026

20161116_124805

20161116_125937

20161116_134833

20161116_141156

20161116_155544

20161116_160045

20161117_174757

Zajęcia z uchodźcami. Część 3

Zajęcia z uchodźcami. Część 3

Dzisiaj chciałabym Wam napisać, jak obecnie wyglądają moje zajęcia z uchodźcami. Podobnie jak w zeszłym roku szkolnym, mam dwie grupy:

  1. Grupa 1 – prowadzę tu kurs alfabetyzacji. Muszę powiedzieć, że alfabetyzacja dorosłych ludzi jest bardzo trudnym zadaniem. Są uczniowie, którzy znają alfabet, ale łączenie liter w wyrazy jest dla nich bardzo trudne. Niektórzy są w Niemczech już od ponad roku, a czytanie wygląda dalej tak jak na początku.

Jeden z moich uczniów, pochodzący z Syrii, ma ten problem. Wynika zapewne po części z tego, że nigdy nie nauczył się czytać czy pisać, w żadnym języku. Mówi po arabsku i to by było na tyle. Jakiś czas temu szefowa powiedziała do mnie: „X całkiem nieźle mówi po niemiecku, można z nim bez problemu porozmawiać. Pewnie ma już A2”. Odpowiedziałam: „Nie, proszę pani, on jest poniżej A1. W ogóle nie umie czytać ani pisać”. I taka jest prawda. Mówić – mówi, to nie jest przecież takie trudne. Tak, bez ładu i składu, ale w wielu sytuacjach wiadomo, o co mu chodzi.

Nie tylko na moim kursie alfabetyzacji był. Przez pewien czas sądziłam, że może to ja robię coś źle. Potem jednak zrozumiałam, że raczej nie, skoro nie tylko u mnie nie nauczył się czytać ani pisać. Zaznaczam, że próbowałam już wszystkich znanych mi sposobów. Ale co tu zrobić? Widzi wyraz na „E”, to to musi być „essen”. Widzi „ich komme”, to dalej musi być „ich komme aus Deutschland” itd. Zaznaczam, że on nie czyta, lecz zapamiętuje, jak niektóre wyrazy wyglądają.

Ostatnio do grupy dołączyła dziewczyna z Nigerii. Powiedziano mi: „Ona zna angielski, to może pani jej tłumaczyć po angielsku”. Byłam jak zawsze sceptyczna i słusznie. Angielski w Nigerii jest inny niż ten, którego uczymy się tutaj. Nie mogę się z nią dogadać, bo ma zupełnie inną wymowę i nie wiem, o co jej chodzi. Ta jej znajomość angielskiego też nie jest świetna, bo widzę, że pisze z błędami.

Inny uczeń w tamtym roku nie przykładał się zbytnio do nauki, powtarza klasę. Teraz zapaliło mu się nagle światełko (lepiej późno niż wcale), bo zawsze przychodzi na lekcje i chce się nauczyć porządnie czytać i pisać. Teraz bardzo miło się z nim pracuje.

  1. Grupa 2 – jest bardziej liczna. Poziom na szczęście w miarę wyrównany. Tylko jeden chłopak jest na samym początku nauki, to pracuję z nim indywidualnie, kiedy inni robią ćwiczenia.

Bardzo miło mi się pracuje z tą grupą. Uczniowie pochodzą z Syrii, Iraku, Afganistanu, Somalii i Sudanu. Większość chce się uczyć. Jak wszędzie są wyjątki, ale tak już jest. Łatwo nie jest, bo oczywiście wszystko muszę tłumaczyć po niemiecku, ale już mam w tym wprawę. Jest tak, że najczęściej jeden uczeń zna dane słowo, więc mówi innym, jak to jest np. w perskim.

Pracuję z nimi na poziomie A2. Każda lekcja jest zaskakująca, kiedy np. odkrywamy kolejne różnice kulturowe i kiedy oni próbują mi opowiedzieć, jak to jest w ich krajach. Mam na lekcjach dyscyplinę, bo skoro jeszcze nie znają dobrze języka, to nie umieją się pokłócić 🙂 Nikt nie jest wobec mnie chamski. Zresztą po kilku latach w zawodzie bardzo dbam o swój autorytet i nie popełniam błędów, jakie popełniałam na początku. Na lekcjach zawsze jest sympatycznie.

Przyzwyczaiłam się już do niełączenia liter. Nie piszę wyrazów, łącząc litery, bo wtedy nie umieją w 100% oddzielić liter. Łapię się na tym, że czasami na co dzień tak piszę 🙂

Bardzo miłe jest dla mnie to, że na koniec lekcji uczniowie zawsze mi dziękują i życzą miłego popołudnia 🙂

14877746_326756491016216_651593869_n

Studia germanistyczne. Część 2

Serial „Magda w Niemczech”. Część 3

W ostatnim poście z tej serii napisałam o tym, jak udało mi się wyjechać na Asystenturę Comeniusa:

Serial „Magda w Niemczech”. Część 2

Dzisiaj przeczytacie o tym, czym zajmowałam się podczas tego roku.

Prowadziłam obowiązkowe dla wszystkich uczniów lekcje wspomagające z j. niemieckiego. W praktyce te lekcje wyglądały tak jak normalne lekcje j. niemieckiego. Czyli zajmowałam się z uczniami ortografią, gramatyką, starając się wyjaśnić im zasady ich własnego języka. Było również pisanie wypracowań czy oglądanie filmów. Przygotowując się na te lekcje, powtórzyłam wszystko, czego nauczyłam się na studiach germanistycznych. Nauczyłam się również nowych rzeczy. Korzystałam ze specjalistycznych książek do j. niemieckiego – przy okazji dowiedziałam się kilku nowych rzeczy na temat gramatyki niemieckiej, a także ciekawych reguł ortograficznych.

Dużo nowych rzeczy nauczyłam się także podczas przygotowań do polskiego kółka. Chodzi tu przede wszystkim o niektóre tradycje, o których istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia, gdyż nie są obchodzone w regionie Polski, w którym mieszkam.

dscn2282

p1000549

Lekcje wspomagające z j. niemieckiego były dodatkiem do zwykłych lekcji j. niemieckiego. Zwykle ustalałam z nauczycielami, czym będę się zajmować. Na moich lekcjach uczniowie mieli okazję poćwiczyć to, na co często brakowało czasu na lekcjach niemieckiego. Chodzi np. o ortografię, o aspekty gramatyki czy o pisanie wypracowań. Najczęściej jednak omawiałam z uczniami reguły ortograficzne, gdyż to z nimi mieli największe problemy. Najpierw omawialiśmy zasady (uczniowie do tych zasad dochodzili sami, analizując z moją pomocą przykłady) i robiliśmy przygotowane przeze mnie ćwiczenia, a jakiś czas później uczniowie pisali wypracowanie, ponieważ chciałam dowiedzieć się, czego się nauczyli. I rzeczywiście, wielu uczniów nie robiło już tych samych błędów. Inni uczniowie będą musieli się jeszcze douczyć.

Poza tym prowadziłam również czas uczenia się, czyli lekcje, podczas których uczniowie szkoły całodziennej mieli robić zadania domowe. Musiałam im pomagać, a więc wyjaśniać nie tylko zadania z niemieckiego, ale także z matematyki czy z angielskiego. Na tych lekcjach uczniowie z moją pomocą powtarzali treści omówione na innych przedmiotach.

Pierwszy semestr:

– prowadzenie lekcji wspomagających z j. niemieckiego w klasach 5, 6 i 8

– opieka nad czasem do uczenia się

– prowadzenie polskiego kółka 2 razy w tygodniu – dla klas 5 i 6

– wspólne z inną nauczycielką nadzorowanie prac uczniów klas 5 nad szkolną gazetką

– hospitacja lekcji niemieckiego w klasie 11

– hospitacja lekcji angielskiego w klasie 12

– hospitacja lekcji angielskiego w klasie 5

 

Drugi semestr:

– prowadzenie wspomagających lekcji z j. niemieckiego w klasach 5, 6 i 8

– opieka nad czasem do uczenia się

– prowadzenie polskiego kółka 3 razy w tygodniu dla uczniów klas 5 i 6

– hospitacja lekcji matematyki w klasie 10

– hospitacja lekcji fizyki w klasie 7

– hospitacja lekcji geografii w klasie 5

– hospitacja lekcji angielskiego w klasie 5

 

Poza tym:

– przeprowadzenie projektu „Es macht Spaß, Briefe zu schreiben” („Pisanie listów sprawia radość”) we współpracy z Zespołem Szkół w Widełce (woj. podkarpackie).

– przeprowadzenie projektu „Wir und unsere Schulen” („My i nasze szkoły”) we współpracy z I Gimnazjum we Wrocławiu

– przeprowadzenie projektu „Meine tolle Stadt” („Moje wspaniałe miasto”) we współpracy z I Gimnazjum we Wrocławiu

– tłumaczenie korespondencji dla dyrekcji szkoły (z niemieckiego na polski i z polskiego na niemiecki)

– pomaganie we współpracy Gymnasium Traben-Trarbach ze szkołami partnerskimi z Polski

– zainicjowanie współpracy Gymnasium Traben-Trarbach z III Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie, która przerodzi się w partnerstwo szkół

– organizowanie spotkań dla uczniów, np. „Noc polskiej kultury” oraz „Polskiego dnia”. Na organizację tego drugiego spotkania udało mi się pozyskać pieniądze z fundacji Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży (Deutsch-Polnisches Jugendwerk)

– udział w projekcie Klippert dla klasy 11 (uczniowie w ciągu kilku dni uczyli się, jak przygotowywać i wygłaszać prezentacje i referaty)

– opieka nad uczniami w czasie szkolnych dyskotek.

Pomagałam we współpracy Gymnasium Traben-Trarbach z polskimi szkołami partnerskimi w Olkuszu i Zakopanem – tłumaczyłam korespondencję, pomagałam w projektach. Poza tym zainicjowałam współpracę Gymnasium Traben-Trarbach z III Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie. Odbyły się wzajemne wizyty, a w kolejnym roku szkolnym zostanie zawarte partnerstwo szkół.

 

Realizując ideę współpracy na płaszczyźnie europejskiej, która od wielu lat jest szczególnie bliska mojej szkole, samodzielnie przygotowałam i prowadziłam 2 projekty we współpracy z polskimi szkołami. Były to:

  1. a) „Es macht Spaß, Briefe zu schreiben” („Pisanie listów sprawia radość”) we współpracy z Zespołem Szkół w Widełce (woj. podkarpackie)
  2. b) „Wir und unsere Schulen” („My i nasze szkoły”) we współpracy z I Gimnazjum we Wrocławiu
  3. c) „Meine tolle Stadt” („Moje wspaniałe miasto”) również we współpracy z I Gimnazjum we Wrocławiu

p1000548

Studia germanistyczne. Część 2

Serial „Magda w Niemczech”. Część 2

Teraz nastał dla mnie czas powrotu do pewnych projektów, tak jak ta seria. Czasami nie byłam w stanie kontynuować czegoś tak, jak planowałam, ale żadnego pomysłu nie zarzuciłam i mam nadzieję, że teraz nic mi nie przeszkodzi w realizacji.

W pierwszej części pisałam o moich studiach w Niemczech w ramach programu Erasmus. Dzisiaj kolej na to, jak wyjechałam do Niemiec i już tutaj zostałam.

Był chyba październik 2009 roku. Byłam na ostatnim roku studiów germanistycznych. Oczywiście zaczęłam się zastanawiać, co dalej. Byłam pewna tego, że chcę uczyć niemieckiego, pracować w zawodzie. W Polsce nie było na to realnej szansy, ale zdarzyło się, że ja dostałam inną szansę. Pewnego dnia zobaczyłam na uczelni ogłoszenie o Asystenturze Comeniusa. Jest to program polegający na uczeniu w zagranicznej szkole. Co musiałam zrobić, aby dostać to stypendium?

  1. Musiałam oczywiście złożyć odpowiedni wniosek do Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji.
  2. Musiałam mieć list polecający od dziekana.
  3. Coś jeszcze musiałam zrobić, ale niestety nie pamiętam w tym momencie 🙁

Dzisiaj program funkcjonuje pod nazwą „Erasmus plus”, tu możecie znaleźć informacje:

Erasmus plus

Jesienią 2009 roku musiałam złożyć wniosek. Jakoś specjalnie się do tego nie przygotowywałam. Zaznaczam, że bardzo trudno jest dostać to stypendium (mniej więcej 80 osób z całej Polski je otrzymuje), więc założyłam, że mi się nie uda. Cały czas miałam na uwadze to, że chcę złożyć ten wniosek. Miałam wymagane dokumenty, ale nie wypełniłam samego wniosku, co trzeba było zrobić elektronicznie. Został jeden dzień. Zdarzyło się akurat, że w domu mieliśmy awarię Internetu. Strasznie się zdenerwowałam, ale no cóż, bywa. Pojechałam więc do biblioteki uniwersyteckiej, aby wypełnić wniosek. Był on bardzo długi, wypełniałam bardzo szybko, ale może to właśnie zauroczyło komisję, że nie wymyślałam nie wiadomo czego i napisałam tak, jak myślałam? Spontanicznie i prawdziwie.

Kilka miesięcy później otrzymałam informację, że dostałam stypendium. We wniosku trzeba było zaznaczyć, jakie kraje się preferuje. Na pierwszym miejscu wpisałam oczywiście Niemcy. Mniej więcej w czerwcu 2010 roku dowiedziałam się, dokąd pojadę i że będę uczyć w gimnazjum w Traben-Trarbach. Zobaczyłam tylko, gdzie to jest i jak tam dojechać. Potem, po obronie pracy magisterskiej, delektowałam się już wakacjami.

Aha, stypendium dostałam na dwa semestry – od 01.08.2010 do 24.07.2011.

Jeśli chodzi o metody i techniki nauczania oraz o przygotowanie językowe, to wiedzę z tego zakresu zdobyłam na studiach germanistycznych ze specjalizacją nauczycielską.
Na temat programu Comenius dużo czytałam na polskiej stronie programu, a także na stronie internetowej PAD (niemiecka organizacja zajmująca się m.in. Asystenturą Comeniusa).
Jeśli chodzi o planowanie polskiego kółka (które zamierzałam prowadzić), to zabrałam ze sobą foldery w j. niemieckim, które otrzymałam na spotkaniu wprowadzającym w Warszawie. Zabrałam ze sobą również trochę autentycznych materiałów, np. bilety, ulotki, mapy miast, nieaktualne banknoty. Większość z tych materiałów wykorzystałam potem na lekcjach. Przygotowałam własnoręcznie również kilka gier, np. domino czy zagadki.
Kontakt ze szkołą goszczącą nawiązałam od razu, gdy otrzymałam dane. Szybko dostałam odpowiedź i wymiana e-maili dobrze się udawała. Moje pytania nie pozostawały bez odpowiedzi. Jednak dopiero po przybyciu do Niemiec dowiedziałam się, jak będą wyglądały moje obowiązki. Później przekonałam się, że w niemieckich szkołach wcześniejsze planowanie jest niemożliwe, gdyż dyrekcja krótko przed rozpoczęciem roku szkolnego dowiaduje się, którzy nauczyciele odejdą i czy nowi nauczyciele dołączą do grona pedagogicznego.
Uczestniczyłam w spotkaniu wprowadzającym zorganizowanym w Warszawie przez Narodową Agencję. Spotkanie to wyjaśniło wiele moich wątpliwości. Moim zdaniem przedstawione informacje były wystarczające. Dowiedziałam się wszystkiego na temat Asystentury Comeniusa, a prezentacje byłych asystentów były dla mnie pomocne w moich własnych przygotowaniach.

Mój czas trwania asystentury był maksymalny. Zdecydowałam się na to, gdyż krótko przed jej rozpoczęciem skończyłam studia magisterskie i chciałam zdobyć jak najwięcej doświadczenia w wyuczonym zawodzie nauczyciela. W Gymnasium Traben-Trarbach uczyłam od samego początku do samego końca roku szkolnego. Było to moim celem, gdyż stwierdziłam, że tylko w ten sposób dobrze poznam szkołę. Chciałam uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach w ciągu roku szkolnego. Uczestniczyłam w spotkaniach i konferencjach dla nauczycieli, nadzorowałam uczniów w trakcie dyskotek szkolnych, sama organizowałam dla nich spotkania, a także widziałam, jak wygląda przejście z pierwszego do drugiego semestru.

Studia germanistyczne. Część 2

W 80 blogów dookoła świata: 10 porad dla turysty

Dzisiaj w ramach akcji „W 80 blogów dookoła świata” przygotowałam dla Was wpis z dziesięcioma radami / wskazówkami dla turysty.

No cóż, mieszkam w regionie tak turystycznym, że w sezonie mam dość 🙂 Nie tylko ja zresztą. W sezonie, który trwa pełną parą, trudno jest poruszać się po mieście, bo turyści często zachowują się tak, jakby nie obowiązywały ich zasady. Poza tym często muszę zatrzymywać się w drodze, żeby nie wejść w kadr zdjęcia (no w sumie nie muszę, ale zatrzymuję się, żeby nie zepsuć komuś zdjęcia).

  1. Nie zdziw się, jeśli ktoś powita Cię mówiąc: „Mahlzeit!” Tutaj to zwyczajowe powitanie, mające tyle wspólnego z posiłkiem, że początkowo witano się tak w porze obiadowej. Obecnie znacznie wcześniej.
  2. Nad Mozelą jest bardzo dużo zamków i ruin zamków. Są specjalne trasy dla turystów z naciskiem na zwiedzanie zamków. Wiele miejscowości ma w nazwie „Burg.” W moim mieście, czyli Traben-Trarbach, są ruiny zamku Grevenburg. Tak jak większość zamków, znajduje się on na wzgórzu, skąd można podziwiać panoramę doliny.
  3. Jeśli chcesz spróbować lokalnych specjałów, to nie idź do zwykłych restauracji, lecz raczej do knajp prowadzonych przez właścicieli winnic. Mają one niepowtarzalną atmosferę, można tam oczywiście spróbować lokalnego wina, a poza tym dobrze pojeść. Będąc nad Mozelą, nie można nie spróbować tutejszego wina. Ja najbardziej lubię „lieblich”.
  4. Wybierz się na rejs statkiem. Ja co prawda nigdy nie płynęłam statkiem, ale każdy poleca 🙂
  5. Nad Mozelą jest wiele ścieżek rowerowych i tras wędrówkowych. Dużo turystów przyjeżdża tu tylko po to, żeby wędrować albo jeździć na rowerze.
  6. Będąc nad Mozelą, nie można nie pochodzić po winnicach.
  7. W wielu miejscowościach nad Mozelą, w tym także w Traben-Trarbach, jest prawdziwy podziemny świat z długimi trasami podziemnymi. Można pozwiedzać piwnice na wino.
  8. Przygotuj się na ekstremalną zmienność pogody. Nawet jeśli jest pięknie i niebo jest jaśniutkie, bez jednej chmurki, zabierz ze sobą parasol. Za minutę niebo może być całkowicie ciemne i może rozpocząć się nawałnica. Wtedy co prawda parasol na niewiele się zda, ale dobrze wziąć ubranie przeciwdeszczowe. Ja jestem ciągle mobilna na rowerze i nie ma ani JEDNEGO dnia, w którym nie mam ze sobą ubrania na zmianę.
  9. Nie denerwuj się na turystów z Holandii i Belgii – oni po prostu tacy są 🙂 Zawsze kiedy mówię: „sorry za spóźnienie, jechałam za turystą z Holandii”, to każdy kiwa głową ze zrozumieniem 🙂 Ja oczywiście śmigam rowerkiem, to się nie zmienia. Czasami nie ma niestety jak pojechać po chodniku. Najwięcej turystów jest tu właśnie z Belgii i Holandii, potem z Francji, Luksemburga i Wielkiej Brytanii, ze Szwecji i Norwegii także.
  10. Przyjedź w sezonie, który trwa od kwietnia do października. W porze zimowej wiele restauracji i atrakcji turystycznych jest zamkniętych.

 

Ruine Grevenburg

Die Traben-Trarbacher Unterwelt

 

Kilka zdjęć mojego autorstwa:

DSCN3724

DSCN3732

DSCN3749

DSCN3757

DSCN3772

DSCN3784

DSCN3811

DSCN3835

DSCN3849

Obraz 028

Obraz 029

Obraz 030

Obraz 046

Obraz 399

Obraz 896

Obraz 907

Dzisiejszy wpis jest częścią akcji „W 80 blogów dookoła świata”

80blogow

Co miesiąc blogerzy językowo-kulturowi przygotowują dla Was posty na wybrany temat. To wspaniała inicjatywa umożliwiająca wymianę doświadczeń i opinii, a także oczywiście naukę języka. Zachęcam do odwiedzin na innych blogach:

Chiny:

Biały Mały Tajfun – 10 porad – http://baixiaotai.blogspot.com/2016/07/10-porad.html

 

Finlandia:

Suomika – 10 porad dla turysty w Finlandii

http://suomika.pl/10-porad-dla-turysty-finlandii/

 

Francja:

Madou en France – Francuski poradnik turysty w pigułce http://www.madou.pl/2016/07/Francja-poradnik-turysty.html

 

Francuskie i inne notatki Niki – Pierwszy raz w Paryżu czy we Francji? Dekalog porad

http://notatkiniki.blogspot.com/2016/07/pierwszy-raz-w-paryzu-czy-we-francji.html

 

Gruzja:

Gruzja okiem nieobiektywnym:  Pierwszy raz w Gruzji- 10 grzechów głównych

http://innagruzja.blogspot.com/2016/07/pierwszy-raz-w-gruzji-10-grzechow.html

 

Hiszpania:

Hiszpański na luzie – Jak połączyć urlop w Hiszpanii z turystyką językową. 10 porad

http://www.hiszpanskinaluzie.pl/2016/07/urlop-w-hiszpanii-rady.html

 

 

Japonia:

Japonia-info.pl – Porady dla wyjeżdżających do Japonii – http://japonia-info.pl/porady-dla-wyjezdzajacych-japonii/

 

Kirgistan:

 

Enesaj.pl – Pierwsza podróż do Kirgistanu

http://enesaj.pl/2016/07/pierwsza-podroz-do-kirgistanu/

 

Litwa:
Na Litwie – 10 porad dla turysty jadącego pierwszy raz na Litwę
http://nalitwie.wordpress.com/2016/07/25/10-porad-dla-turysty-jadacego-pierwszy-raz-na-litwe

 

Niemcy:

Nauka Niemieckiego w Domu : 10 porad dla turysty w Niemczech: http://niemieckiwdomu.pl/10-porad-dla-turysty-niemczech/

 

Niemiecki po ludzku: 10 porad dla turysty

http://niemieckipoludzku.pl/?p=2021

 

Norwegia:

Norwegolożka: Pierwszy raz w Norwegii – co warto wiedzieć? https://norwegolozka.wordpress.com/2016/07/25/pierwszy-raz-w-norwegii-co-warto-wiedziec

 

Pat i Norway – 10 porad dla turysty w Bergen

http://patinorway.blogspot.com/2016/07/235-10-porad-dla-turysty-w-bergen.html

Szwajcaria:

Między Francją a Szwajcarią – Szwajcaria: Praktyczne informacje dla turystów

http://www.miedzy-francja-a-szwajcaria.pl/2016/07/szwajcaria-praktyczne-informacje.html

 

Wielka Brytania:

Angielski dla każdego – 10 porad dla turysty jadącego pierwszy raz do Anglii http://angdlakazdego.blogspot.com/2016/07/10-porad-dla-turysty-jadacego-pierwszy.html

 

English Tea time – 10 wskazówek jak zaplanować wyjazd do Londynu http://www.english-tea-time.com/603-10-wskaz%C3%B3wek-jak-zaplanowa%C4%87-wyjazd-do-londynu.html

 

Language Bay-  10 porad dla turysty jadącego pierwszy raz do Londynu- „W 80 blogów dookoła świata #28”

http://language-bay.blogspot.com/2016/07/10-porad-dla-turysty-jadacego-pierwszy.html

 

Włochy:

Italia nel cuore – Nasz “pierwszy raz” we Włoszech…10 praktycznych porad
https://italianelcuoreblog.wordpress.com/2016/07/25/nasz-pierwszy-raz-we-wloszech-10-praktycznych-porad/

 

Studia germanistyczne. Część 2

Serial „Magda w Niemczech”. Część 1

Tak jak zapowiedziałam, rusza mały serial. Miało to być w kwietniu, lecz dopiero teraz czasowo było dla mnie możliwe rozpoczęcie realizacji pomysłu.

Po raz pierwszy ujrzałam Niemcy w 2008 roku.  Była to wycieczka studencka zorganizowana przez jednego z moich wykładowców, dofinansowana przez DAAD. Pojechaliśmy wtedy do Berlina i do Lipska. Nie pamiętam już wszystkiego dokładnie, dlatego nie będę się teraz na tym skupiać.

Przejdę do mojego (prawie nieprzerwanego) pobytu w Niemczech. Czwarty rok studiów spędziłam w Niemczech, studiując na uniwersytecie Bielefeld w ramach programu Erasmus.

Dlaczego się na to zdecydowałam? Wiedziałam, że nie będę dobrą germanistką, jeśli nie spędzę dłuższego okresu czasu w jednym z krajów niemieckojęzycznych. Nie zamierzałam wtedy emigrować, bardzo chciałam zostać i pracować w Polsce. Program Erasmus jest świetną okazją do nauki (ok, dla niektórych do zabawy). Nienawidzę imprez i nigdy na nie nie chodziłam i nadal nie chodzę. Wolę spotkania w małym gronie, dlatego też mój pobyt miał cele wyłącznie naukowe.

Na uniwersytecie Bielefeld studiowałam dwa semestry – od października 2008 do lipca 2009. Może przedstawię najważniejsze aspekty:

  1. Na początku studenci Erasmusa mieli tydzień wprowadzający do życia uniwersyteckiego. W skrócie – „know how”. Było to bardzo dobre, ponieważ mieliśmy pomoc w odnalezieniu się na uczelni i w załatwieniu spraw formalnych. Wzięliśmy również udział w tygodniowym kursie niemieckiego (podział na 3 grupy, ja trafiłam do zaawansowanej).
  2. Po miesiącu musiałam zmienić mieszkanie, gdyż w pierwszym było dla mnie zdecydowanie za głośno, a ja należę do osób, które muszą mieć idealną ciszę, żeby zasnąć. Drugie mieszkanie było świetne – ogromne – 8 pokoi, 8 osób, 2 łazienki, duża kuchnia. Mieszkałam więc w klasycznej WG (Wohngemeinschaft). Można by sądzić, że były imprezy itd. Nic z tych rzeczy – trafiłam na bardzo spokojnych ludzi (poza mną dwie dziewczyny z Polski, dwoje Niemców, dziewczyna z Finlandii, chłopak z Pakistanu i już nie pamiętam). Mieszkało się tam super. Wtedy też dowiedziałam się co nieco o wynajmowaniu mieszkania w Niemczech.
  3. Starałam się chodzić na jak największą liczbę zajęć. Wybierałam je z kierunków „Deutsch als Fremdsprache” i „Germanistik”. Na „DaF” było dużo obcokrajowców, na germanistyce większość Niemców. Wykładowcy byli bardzo uprzejmi, większość to bardzo otwarte osoby i pod tym względem nie mogę powiedzieć nic złego. Nauka nie sprawiała mi trudności, gdyż byłam w swoim żywiole. Dowiedziałam się, jak wygląda system studiów w Niemczech: wybieranie zajęć, zbieranie punktów ECTS, przerwa pomiędzy semestrami itd.
  4. Pobyt w Bielefeld wykorzystałam na zbieranie materiałów do pracy magisterskiej. Dużo czasu spędzałam w uniwersyteckiej bibliotece i dużo pieniędzy wydawałam na kserowanie.
  5. Jak wiadomo, studenci z Polski nie dostają z Erasmusa dużo pieniędzy. W pierwszym semestrze było dobrze, ale potem zobaczyłam, że nie dam rady, jeśli nie będę pracować. Zazdrościłam studentom np. z Finlandii, którzy dostawali prawie 1.000 euro miesięcznie. Podróżowali po Niemczech, chodzili do kina, a ja nie mogłam sobie na to pozwolić. Zaraz po zakończeniu pierwszego semestru zaczęłam sprzątać w klinice dentystycznej. Łatwo nie było, ponieważ musiałam tam chodzić prawie codziennie wieczorem. Byłam padnięta po całym dniu, a tu jeszcze trzeba było pracować fizycznie. Byłam jednak dumna z siebie, że poradziłam sobie ze wszystkim. Potem jeszcze przywiozłam trochę pieniędzy do Polski.
  6. Uniwersytet Bielefeld ma bardzo szeroką ofertę zajęć z języków obcych. Oczywiście nie mogłam z tego nie skorzystać i właśnie wtedy zaczęłam uczyć się fińskiego. Kurs prowadziła rodowita Finka i robiła to wspaniale. Nie tylko uczyła języka, ale i bardzo dużo opowiadała o Finlandii.
  7. Dla studentów Erasmusa organizowane były wycieczki. Pamiętam, że dzięki temu odwiedziłam Münster.
  8. Każdy student Erasmusa miał swojego mentora. Ja z moją mentorką spotykałam się od czasu do czasu.

 

ZALETY POBYTU:

  1. Nauczyłam się samodzielności (podstawy gotowania, prasowanie, praca, ogólnie – ogarnęłam się). Zobaczyłam, że poradzę sobie bez względu na trudności.
  2. Zebrałam materiały do pracy magisterskiej.
  3. Poznałam, jak wygląda system studiów w Niemczech. Dowiedziałam się wiele o kraju (np. co Niemcy chętnie jedzą, jak wygląda jarmark świąteczny, jak rozmawiać z Niemcami). Na pewno poszerzyłam swoje horyzonty.
  4. Nie mogę nie wspomnieć oczywiście o podciągnięciu znajomości niemieckiego. To wtedy utwierdziłam się w tym, że tylko w kraju docelowym mogę opanować język perfekcyjnie.
  5. Nauczyłam się załatwiać sprawy urzędowe w Niemczech.

WADY:

Dla mnie ich nie było. Rzeknę to, co jest jedną z moich dewiz – „Jeder ist seines Glückes Schmied” (Każdy jest kowalem własnego losu). Aha, i może druga dewiza: „Man muss alles nehmen, wie es ist und das Beste daraus machen” 🙂 Aha, i słowa Tolkiena: „My decydujemy tylko o tym, jak wykorzystać dany nam czas”. Ja wiem, że czas spędzony w Bielefeldzie wykorzystałam bardzo dobrze i nie żałuję niczego 🙂