Jesień

Jesień

Jesień w Traben-Trarbach nastraja mnie jak zwykle bardzo wesoło. Jesień to moja ulubiona pora roku i cieszę się, kiedy pada. Zdecydowanie mogłabym mieszkać np. w Londynie. Nienawidzę słońca.

Dlaczego lubię jesień w moim mieście? Jest ku temu kilka powodów:

1. Jest mgliście. Mieszkam w dolinie między wzgórzami i mgła unosząca się nad nimi wygląda niemal mistycznie i bardzo tajemniczo. Czasami czuję się jak bohaterka powieści.

2. W październiku są zbiory winogron na produkcję wina. Praca w winnicach wrze. Mimo jesieni czuć życie. Wielu Polaków przyjeżdża wtedy do pracy sezonowej, co związane jest z tym, że z winnic spływają na dół polskie przekleństwa. Często je słyszę, niestety. Udaję wtedy, że nie rozumiem, bo co mi pozostaje?

3. Kończy się sezon turystyczny. Jest coraz mniej turystów, mniej ruchu w mieście i w końcu można normalnie przejść przez główne ulice i przez most. Nie jestem co chwilę zatrzymywana przez turystów pytających mnie o drogę, nie wchodzę ludziom w kadr zdjęć i mam święty spokój. Wiele lokali zamyka w październiku lub w listopadzie swoje podwoje na zimę. To wszystko sprawia, że jest jeszcze bardziej kameralnie.

4. Trudno to opisać, ale dzięki wzgórzom i rzece czuć w powietrzu atmosferę jesieni. Jest bardziej ciemno i moim zdaniem miasto wygląda wtedy ładniej, niż kiedy słońce intensywnie świeci.

5. Wczesną jesienią odbywają się tzw. Weinfest albo Straßenfest. Małe lub duże imprezy polegające na tym, że w pewnym punkcie miasta (który najlepiej się do tego nadaje) rozstawiane są stoiska z jedzeniem i piciem. Do picia oczywiście głównie wino (np. nowe wino – Federweißer), do jedzenia lokalne jesienne przysmaki (np. Zwiebelkuchen, Zwetschgenkuchen, Hirschgulasch mit Preiselbeeren), poza tym dużo muzyki. Na takie lokalne święta często przybywają orkiestry z całej Europy, najwięcej z Holandii i Anglii. Grają w piwnicach właścicieli winnic albo na ulicach, a ludzie tańczą i śpiewają. Szczególna atmosfera jest wieczorem. Takie święta odbywają się głównie pod koniec sierpnia i we wrześniu, czyli pod koniec lata. To miły początek jesieni. W październiku właściciele winnic organizują często własne małe święta (tzw. Hoffest). Świętują zakończenie zbiorów i zakończenie sezonu.

Królowa Sylwia

Królowa Sylwia

Dzisiaj chciałabym napisać o bardzo znanej Niemce, mianowicie o królowej Szwecji Sylwii. Nie wszyscy bowiem wiedzą, że żona króla Szwecji, Karola XVI Gustawa, jest Niemką. Podziwiam królową Sylwię za jej działalność charytatywną, za jej skromność i elegancję, dlatego chciałabym ją krótko przedstawić.

Zdjęcie: royalcourt.se

Zdjęcie: daserste.ndr.de

Zdjęcie: wikipedia.de

Królowa Sylwia urodziła się 23 grudnia 1943 roku w Heidelbergu jako Silvia Renate Sommerlath. Jej ojciec Walther był Niemcem, natomiast matka Alice pochodziła z Brazylii. W latach 1947-1957 rodzina mieszkała w Sao Paulo w Brazylii, następnie powróciła do Niemiec. W latach 1965-1969 Silvia uczęszczała do monachijskiego instytutu dla tłumaczy. Obok niemieckiego i szwedzkiego zna również francuski, hiszpański, portugalski, angielski oraz szwedzki język migowy.

Silvia Sommerlath spotkała następcę tronu Szwecji w 1972 roku podczas igrzysk olimpijskich w Monachium, gdzie była hostessą i tłumaczką oraz miała kontakt z VIP-ami, w tym ze szwedzkim księciem Karolem Gustawem. W tym czasie książę był następcą tronu – miał go objąć bezpośrednio po swoim dziadku (ojciec Karola Gustawa, książę Gustaw Adolf, zginął tragicznie w wypadku lotniczym, kiedy Karol Gustaw miał zaledwie dziewięć miesięcy). Król Gustaw VI Adolf, nie zgadzał się jednak na małżeństwo wnuka ze „zwykłą” kobietą. Był przeciwny wiązaniu się członków rodziny królewskiej ze zwykłymi śmiertelnikami i nawet nie rozważał takiej możliwości dla swojego wnuka – przyszłego króla Szwecji.

W 1973 roku Karol Gustaw został królem Szwecji. Gdyby poślubił osobę z innego stanu jako książę, to straciłby prawo do tronu. Jako król mógł poślubić, kogo chciał. Prawo dot. małżeństw nie obowiązywało rządzącego monarchy. Zaręczyny zostały ogłoszone 12 marca 1976 roku, natomiast ślub odbył się 19 czerwca tego samego roku. Tego dnia Sylwia stała się królową Szwecji.

Zdjęcie: daserste.ndr.de

W 1999 roku królowa założyła World Childhood Foundation, która pomaga niepełnosprawnym i pokrzywdzonym przez los dzieciom. Jest patronką 62 organizacji. W pobliżu zamku Drottningholm założyła „Silviahemmet” – dom opieki dla osób chorych na demencję. Poza tym królowa Sylwia wypełnia liczne obowiązki reprezentacyjne. W 2011 roku została odznaczona polskim Orderem Orła Białego.

Para królewska ma troje dzieci: księżniczkę korony Wiktorię, następczynię tronu, księcia Karola Filipa oraz księżniczkę Madeleine.

Rodzina królewska Szwecji: książę Carl Philip, księżniczka Madeleine, król Karol XVI Gustaw, królowa Sylwia, księżniczka korony Wiktoria, książę Daniel (mąż Wiktorii), Christopher O’Neill (mąż Madeleine)

W Niemczech królowa Sylwia jest bardzo lubiana. Stosunkowo często odwiedza Niemcy, poza tym bardzo często można zobaczyć ją tu na okładkach czasopism. Chyba nie ma nikogo, kto by jej nie kojarzył.

15 września król Karol XVI Gustaw świętował 40-lecie panowania:

Zdjęcia: daserste.ndr.de

Tu jeszcze krótki filmik z biografią królowej po niemiecku:

http://www.youtube.com/watch?v=riPwuepPuxg

Galeria zdjęć:

Bildergalerie

Traben-Trarbach. Cz. 5

Traben-Trarbach. Cz. 5

Dzisiaj ostatnia porcja zdjęć mojego miasteczka. Tak jak już wspominałam, bardzo je lubię. Jest tu kameralnie, bezpiecznie i czysto. Kameralnie nie jest może tylko w sezonie, kiedy jest dużo turystów. Wtedy nie jest łatwo przejść przez centrum miasta. Teraz trwa sezon i od razu to widać.

Nie lubię też wąskich uliczek. Najgorzej jest, kiedy ciężarówki przejeżdżają przez miasto. Wtedy od razu robi się swoistego rodzaju korek. Nie ma żadnego objazdu czy obwodnicy. Na szczęście na Mozeli jest budowany drugi most, żeby trochę odciążyć miasto. Będzie gotowy w 2016.

To, czego nie lubię, to również brak publicznych środków transportu. Jakieś tam autobusy są, ale rzadko jeżdżą. Osoba, która nie ma samochodu, zdana jest na własne nogi. Ja zawsze chodzę wszędzie na piechotę. Przez to wiele możliwości jest dla mnie zamkniętych. Ludzie zawsze się dziwią, jak żyję tutaj bez samochodu. No cóż, ja też się dziwię. Problem jest jednak taki, że nie mam prawa jazdy i nie mam czasu go zrobić. Teraz już nawet nie chcę, bo się przyzwyczaiłam. Kiedy prowadziłam kurs polskiego w mieście oddalonym o 22 km, to musiałam wyjść z mieszkania o 15:00, a kurs zaczynał się o 18:00. Musiałam jednak dojechać tam pociągiem z jedną przesiadką, a potem jeszcze dotrzeć autobusem do celu. Nie mówiąc już o tym, że byłam w domu bardzo późno. Nieraz czekałam na dworcach, kiedy pociągi się spóźniały. Dlatego zawsze mam przy sobie książkę, którą wtedy czytam. Pod względem przemieszczania się nie jest łatwo, ale przyzwyczaiłam się i nic mnie nie zatrzyma.

Gdy kiedyś miałam jeszcze czas, to lubiłam siedzieć nad rzeką i obserwować ptaki. Teraz już nie mam takiej możliwości, bo mam za dużo pracy. Tak właściwie mam kilka prac, więc nie zostaje mi ani minuta wolnego czasu.

Przyjechałam do tego miasta tylko na rok i nie spodziewałam się, że zostanę tutaj tak długo i że właśnie tu siebie odnajdę. Że osiągnę to, co było jednym z moich celów życiowych, czyli niezależność i możliwość decydowania o sobie. Mam taką osobowość, że muszę o wszystkim decydować sama. Nie dam sobie niczego narzucić. Ja decyduję, kiedy pracuję. Cieszę się, że ten stan osiągnęłam w wieku 27 lat. Cudowna jest świadomość, że już nic nie muszę. Robię tylko to, czego chcę. Nie muszę pracować od 8:00 do 16:00.

Nie wiem, ile jeszcze tu zostanę. Może pół roku, a może 5 lat, ale na pewno zawsze będę wspominać to miasteczko z wielkim sentymentem.

 

Traben-Trarbach. Cz. 4

Traben-Trarbach. Cz. 4

Już kiedyś pisałam, co lubię, a czego nie lubię w moim mieście. Tu tak naprawdę wszystko jest napisane:

Bez samochodu, ale z powodzią

Moje życie tutaj jest bardzo zabawne (na różne sposoby), szybkie i szalone. I pomyśleć, że zawsze byłam domatorką, która chciała zostać z rodzicami i nigdy nie planowała wyprowadzki z rodzinnego domu. Wszystko było takie nieoczekiwane, było tyle szczęśliwych przypadków.

Jestem straszną pracoholiczką. Jeszcze nigdy nie zrobiłam urlopu i nie mam takiego zamiaru. Nawet kiedy odwiedzam moją rodzinę, to pracuję. Nie umiem inaczej. Wiem, że to źle, ale kiedy mam godzinę wolną, to znajduję sobie coś do roboty. Zawsze coś się znajdzie, o to nietrudno.

Mam naprawdę dużo pracy. Oprócz mojej działalności zawodowej wykonuję również drugi zawód, którego uczę się od pół roku. Poza tym cały czas chcę się rozwijać. Dlatego uczę się francuskiego. Chciałabym robić wiele innych rzeczy, ale doba jest na to wszystko za krótka. Poza tym cały czas pomagam Polakom, którzy mnie znają. Są to osoby w większości wcale albo bardzo kiepsko znające niemiecki. Praktycznie codziennie idę z kimś do urzędu, do lekarza, wykonuję w czyimś imieniu telefony, załatwiam coś za kogoś albo tłumaczę. W większości nie dostaję za to pieniędzy, ale jeśli ktoś potrzebuje mojej pomocy, to nigdy nie odmawiam. Przykładowo dzisiaj: rano byłam w szkole oddać podręczniki syna moich znajomych, potem miałam u siebie w domu 2 lekcje, następnie zadzwoniłam dla znajomej do Caritasu, kolejno pobiegłam do Jobcenter, żeby tłumaczyć znajomej na spotkaniu z urzędnikiem. Potem oczywiście dalej praca. Nudów nie ma.

Oto widok na moje miasto ze wsi zwanej Starkenburg:

I kolejne zdjęcia:

Traben-Trarbach. Cz. 2

Traben-Trarbach. Cz. 2

Moje miasteczko leży w dolinie rzeki między wzgórzami. Jak już pisałam, widoki są bajkowe. Miasteczko ma niewiele ponad 5.000 mieszkańców. Największą mniejszością narodową są tu Polacy (często pracujący na winnicach), poza tym są również Turcy, Rosjanie, Włosi, Anglicy i Holendrzy. Anglicy i Holendrzy oczywiście nie przyjeżdżają tutaj do pracy. Kupują tu sobie domy i sprowadzają się najczęściej na emeryturę, gdyż podoba im się okolica.

W mieście jest bardzo dużo restauracji i hotelów, wszystko dla turystów. Wiele restauracji jest zamkniętych na okres zimowy. Turyści są tu ważnym źródłem utrzymania. W sezonie jest ich bardzo dużo, trudno jest przecisnąć się wtedy przez główne ulice. Na ulicy najczęściej słychać wtedy, oprócz niemieckiego, francuski, niderlandzki i angielski.

Region utrzymuje się z uprawy winorośli i produkcji wina. W moim mieście jest bardzo dużo winnic, ciągle widać napisy „Weingut”, „Weinkeller”, „Weinkellerei”, „Weinstube”,
„Weingeschäft”

itp. W sezonie dużo Polaków przyjeżdża na zbiory, dużo pracuje tutaj również na stałe. Właśnie produkcja wina jest również czynnikiem przyciągającym turystów. Winnice sprawiają, że widoki są tu takie piękne.

Położenie nad Mozelą również jest atrakcją turystyczną, gdyż turyści udają się na rejsy licznymi statkami. Kolejną atrakcją są szlaki wędrowne, z których rozciągają się śliczne widoki.

To, co mi się w moim mieście za bardzo nie podoba, to wąskie uliczki. Dużo ulic jest jednokierunkowych. Trudno jest się z kimś minąć. Żeby jeździć tu na rowerze, trzeba mieć wprawę.

Podoba mi się, że jest tu spokojnie, cicho i czysto.

Moje miasto ma liczne zabytki, przede wszystkim śliczne budynki w stylu secesyjnym oraz ruiny zamku. Wiele restauracji mieści się w zabytkowych piwnicach. W miejscowościach nad Mozelą jest wiele zamków (tzw. „Burgromantik”).

 

Traben-Trarbach. Pierwsza porcja

Traben-Trarbach. Pierwsza porcja

Dzisiaj przedstawiam pierwszą część zdjęć mojego miasteczka, w którym mieszkam od 3 lat (aż trudno w to uwierzyć!). Żeby je polubić, trzeba je dobrze poznać, bo jest bardzo specyficzne. Bardzo je lubię, ale równocześnie wiele rzeczy mnie denerwuje. Oczywiście napiszę na ten temat coś więcej. Gdybym tylko miała czas, to zrobiłabym to dzisiaj, ale jak zwykle mam robotę.

Traben-Trarbach leży w landzie Nadrenia-Palatynat (Rheinland-Pfalz), w pd.-wsch. Niemczech. Niedaleko mamy do Luksemburga i do Francji. Miasteczko położone jest nad Mozelą. Od rzeki wiele tu zależy. To ona dzieli miasto na pół – stąd nazwy Traben i Trarbach. Ja mieszkam w Trarbach.

Zdjęcia te zostały zrobione przeze mnie 2 lata temu. Od tamtego dnia nie miałam czasu zrobić nowych, ale niewiele się tu zmieniło. W oczy na pewno rzuca się ta bajkowa okolica, w jakiej mieszkam. Tak, czasem czuję się jak bohaterka powieści. Szanse, że kiedyś ukaże się jakaś powieść o mnie, są jednak nikłe, gdyż nie mam czasu na jej napisanie. Może po mojej śmierci ktoś odkryje jednak mój pamiętnik, no ale do tego czasu to jeszcze z 70 lat upłynie, bo zamierzam długo żyć, żeby się ze wszystkim wyrobić. Dobrze, do dzieła więc. Moje miasteczko jest bardzo ciekawe, kiedyś był tu nawet Goethe, o czym na pewno napiszę. Lubię obecną tu wszędzie naturę. Położenie w dolinie rzeki między wzgórzami jest cudowne. Nawet w centrum miasta słychać śpiew ptaków, wszędzie są drzewa, a wieczorem można zobaczyć na wzgórzach dziki, które wcale nie boją się ludzi (ale ludzie ich tak).

Na pewno opublikuję zdjęcia z ciekawych miejsc w Niemczech i w Luksemburgu, które odwiedziłam.

 

Am 12. Mai ist Muttertag

Am 12. Mai ist Muttertag

Dzisiaj przypada w Niemczech dzień matki. Jest tu więc inaczej niż w Polsce, gdzie jest stała data, czyli 26 maja. W Niemczech jest to zawsze druga niedziela maja. Z tej okazji kilka ładnych cytatów:

Mutterglück – das ist das, was eine Mutter empfindet, wenn die Kinder abends im Bett sind”.
(Robert Lembke)
Nur eine Mutter weiß allein, was Lieben heißt und Glücklichsein“.
      (A.  von Chamisso)
Wenn du noch eine Mutter hast, so danke Gott und sei zufrieden“.
(Wilhelm Kaulisch)
Meine Mutter hatte nichts als Liebe; das Beste in mir – ich habe es von ihr“.
(Peter Rosegger)
Keine Weisheit, die auf Erden gelehrt werden kann, kann uns das geben, was uns ein Wort und ein Blick der Mutter gibt“.
(Wilhelm Raabe) 
Dzień ojca przypada w Niemczech na dzień świąteczny – Christi Himmelfahrt, czyli wniebowstąpienie (40. dzień po Wielkanocy). W tym roku był to 9 maja. 
Świąteczny jarmark w Trewirze (Trier)

Świąteczny jarmark w Trewirze (Trier)

Uwielbiam Trier (po polsku Trewir). Jeżdżę tam, kiedy tylko mam okazję. To naprawdę śliczne miasto, jedno z najstarszych niemieckich miast. Zdecydowanie warto je odwiedzić, ale o tym już będą przekonywać zrobione przeze mnie zdjęcia, które w najbliższym czasie postaram się wrzucić. Trewir znajduje się w pd.-zach. Niemczech, w landzie Nadrenia-Palatynat (Rheinland-Pfalz).

Ostatnio niestety nie mogłam pojechać do Trier i w tym roku nie odwiedzę świątecznego jarmarku w tym pięknym mieście. Bardzo szkoda. Uwielbiam świąteczne targi, ale kto ich nie lubi? Odwiedziłam takie targi w Trier, w Bielefeld, w Münster  i w wielu małych miejscowościach.

Historia świątecznych jarmarków sięga późnego średniowiecza, kiedy to ludzie sprzedawali na targach jedzenie, np. mięso. Odbywały się one w zimie, gdyż ludzie chcieli uzupełnić swoje spiżarnie w zimowej porze i trwały najczęściej jeden dzień. W XIV wieku zaczęto sprzedawać nie tylko jedzenie, ale i zabawki, kosze, wyroby cukiernicze. Zaczęto wtedy przygotowywać stoiska dla sprzedawców, które ustawiane były na rynkach miast. Początkowo sprzedawano głównie drobnostki, które dzieci dostawały w prezencie na święta. Już wtedy były stoiska z orzechami, migdałami czy jadalnymi kasztanami. Od pierwszej połowy XX wieku te jarmarki stały się nieodłącznym elementem Adwentu i Bożego Narodzenia.

Następnym razem napiszę o nieodzownych tradycjach świątecznych jarmarków i będzie również trochę słownictwa do tematu. 

Zdjęcia, które zrobiłam w zeszłym roku na jarmarku świątecznym w Trier:

Wer ist ein Lehrer?

Wer ist ein Lehrer?

Dzisiaj chciałabym omówić znaczenie słowa „der Lehrer / die Lehrerin” oraz słów, które są używane zamiennie. Znaczenie jest niby oczywiste, ale nie do końca.

Kiedy studiowałam w Niemczech, rozmawiałam raz z jedną znajomą Niemką o różnicach pomiędzy studiami w Polsce i w Niemczech. Byłam wtedy po III roku studiów. W pewnym momencie powiedziałam zdanie w stylu: „Die meisten Lehrer an der Uni mag ich sehr”. Wtedy moja rozmówczyni zapytała: „Was meinst du eigentlich mit Lehrer?” Nie zrozumiała mnie, gdyż w Niemczech słowo „der Lehrer / die Lehrerin” oznacza nauczycieli w podstawówce, gimnazjum czy szkole realnej. W Polsce na nauczycieli akademickich mówi się po prostu „nauczyciel”, ale u nas to słowo oznacza nauczyciela każdego stopnia, podczas gdy w Niemczech absolutnie nie. Wykładowca akademicki to „der Dozent / die Dozentin”. Oczywiście poza tym używa się stopni naukowych, podobnie jak w Polsce, chociaż moim zdaniem w Polsce bardziej przywiązuje się do nich wagę w codziennych relacjach studentów z wykładowcami. W słowniku jest rzeczywiście napisane, że nauczyciela akademickiego określa się również jako „Lehrer”, ale na co dzień nikt tak nie mówi.

A czy wychowawca przedszkolny to nauczyciel? Osoby takie studiowały pedagogikę, czyli „Erziehungswissenschaft”. Dlatego one same (podobnie jak w Polsce – najczęściej kobiety) mówią o sobie „Ich arbeite als Erzieherin”, czyli jako wychowawczyni.

Podsumujmy:

1. „Der Lehrer / die Lehrerin” oznacza nauczyciela pracującego w szkole podstawowej, gimnazjum, szkole realnej itp.

Er ist ein erfahrener Lehrer. – On jest doświadczonym nauczycielem.
Sie arbeitet als Lehrerin in einer Fahrschule. – Ona pracuje jako nauczycielka w szkole nauki jazdy.

2. „Der Dozent / die Dozentin” to wykładowca na uniwersytecie, szkole wyższej, uniwersytecie ludowym.

Frau Kessel war die beste Dozentin an meiner Uni. – Pani Kessel była najlepszym wykładowcą na moim uniwersytecie.

3. „Der Erzieher / Erzieherin” to wychowawca przedszkolny, a także wychowawca w sensie ogólnym, np. w instytucjach dla młodzieży.

Sie ist zweifelsohne die geborene Erzieherin. – Ona jest bez wątpienia urodzoną wychowawczynią. 

Ciekawe polskie tradycje po niemiecku

Ciekawe polskie tradycje po niemiecku

Dzisiaj wstawiam skany prezentacji Power Point, jaką przygotowałam o ciekawych polskich tradycjach (dla moich niemieckich uczniów). Niektóre z nich są mało znane, ale myślę, że tę prezentację można z powodzeniem wykorzystać na lekcjach niemieckiego, żeby uczniowie nauczyli się po niemiecku opowiadać o Polsce. Słownictwo bardziej nadaje się dla poziomu zaawansowanego, ale z powodzeniem można za pomocą tych slajdów przedstawić również początkującym uczniom podstawowe słówka.

W najbliższym czasie wstawię prezentację o polskim weselu, a także prezentację z podstawowymi informacjami na temat Polski oraz quizem.

Jeśli ktoś ma takie życzenie, to chętnie prześlę prezentację Power Point na maila.

Am 12. Mai ist Muttertag

Najczęstsze niemieckie imiona

Podobnie jak w Polsce, tak i w Niemczech są imiona, które rodzice wyjątkowo często nadają swoim dzieciom. Listę znalazłam na następującej stronie:

http://www.beliebte-vornamen.de/jahrgang/j2011

Najpopularniejsze imiona żeńskie w 2011 roku:

  1. Mia
  2. Emma
  3. Hannah / Hanna
  4. Anna
  5. Lea / Leah
  6. Leonie / Leoni
  7. Lina
  8. Marie
  9. Sophia / Sofia
  10. Lena
  11. Emilie / Emily
  12. Lilli / Lilly / Lili
  13. Laura
  14. Sophie / Sofie
  15. Lara
  16. Amelie
  17. Emilia
  18. Nele / Neele
  19. Johanna
  20. Sarah / Sara
  21. Luisa / Louisa
  22. Maja / Maya
  23. Leni
  24. Clara / Klara
  25. Pia

Najpopularniejsze imiona męskie w 2011 roku:

  1. Ben
  2. Leon
  3. Lucas / Lukas
  4. Finn / Fynn
  5. Jonas
  6. Maximilian
  7. Luis / Louis
  8. Paul
  9. Felix
  10. Luca / Luka
  11. Noah
  12. Tim / Timm
  13. Elias
  14. Max
  15. Julian
  16. Philip / Philipp
  17. Moritz
  18. Niclas / Niklas
  19. Alexander
  20. Jan
  21. Jacob / Jakob
  22. Tom
  23. David
  24. Eric / Erik
  25. Fabian

A oto najpopularniejsze imiona dla dziewczynek w 1995 roku:

  1. Laura
  2. Anna
  3. Sarah / Sara
  4. Julia
  5. Lisa
  6. Lena
  7. Katharina
  8. Jana
  9. Annika
  10. Jennifer
  11. Alina
  12. Jessica / Jessika
  13. Marie
  14. Sophie / Sofie
  15. Vanessa
  16. Nina
  17. Jasmin / Yasmin
  18. Michelle
  19. Luisa / Louisa
  20. Kim
  21. Franziska
  22. Hannah / Hanna
  23. Johanna
  24. Ann
  25. Carolin / Caroline / Karoline
  26. Denise
  27. Jacqueline
  28. Pia
  29. Leonie / Leoni
  30. Aylin / Eileen / Aileen / Ayleen
  31. Janin / Janine
  32. Janina
  33. Lara
  34. Lea / Leah
  35. Josefine / Josephine

Oraz imiona dla chłopców:

  1. Jan
  2. Lucas / Lukas
  3. Niclas / Niklas
  4. Tim / Timm
  5. Philip / Philipp
  6. Daniel
  7. Alexander
  8. Florian
  9. Felix
  10. Kevin
  11. Tobias
  12. Maximilian
  13. Jannik / Yannik / Yannick / Yannic
  14. Nico / Niko
  15. Dennis
  16. Tom
  17. Marcel
  18. Marc / Mark
  19. Jonas
  20. Leon
  21. Marvin
  22. Fabian
  23. Finn / Fynn
  24. Sebastian
  25. Lennard / Lennart
  26. Dominic / Dominik
  27. Christopher
  28. Christian
  29. Patrick
  30. Timo
  31. Pascal
  32. Moritz
  33. David
  34. Julian
  35. Paul

Mi bardziej podobają się imiona z 1995 roku. A Wam?  Było wtedy dosyć dużo imion pochodzenia romańskiego. W zeszłym roku najpopularniejszym imieniem męskim był Ben, co mnie zdziwiło. Imię Mia też nie jest moim zdaniem ładne, ale to już kwestia gustu.