Filmowe poniedziałki: „Effi Briest”

Filmowe poniedziałki: „Effi Briest”

Dzisiaj kolej na film „Effi Briest” z 2009 roku – ekranizację powieści Theodora Fontane (1819-1898) o tym samym tytule. Na studiach musiałam czytać tę powieść na trzecim roku. Już wtedy mi się spodobała, a teraz doceniam ją bardziej.

Opowiada o 17-letniej dziewczynie, Effi, która wychodzi za starszego o 17 lat barona Innstetten, który niegdyś ubiegał się o rękę jej matki. Effi zostaje namówiona do ślubu przez rodziców, którzy uważają barona za dobrą partię. Dla niego ważna jest kariera, zaniedbuje potrzeby Effi, która pragnie czułości, uwagi, poświęcenia jej czasu. Traktuje Effi jak dziecko, a ona czuje się jak więźniarka. Wdaje się w romans (z powieści nie wynika, czy został skonsumowany – w filmie tak się dzieje). Po kilku latach mąż Effi odkrywa listy przez nią przechowywane. Nie potrafi jej zrozumieć, wybaczyć, następuje rozwód, Effi nie ma prawa do widzenia się z córką (następuje to dopiero po jakimś czasie). Widzi wtedy jednak, że Anni jest wychowywana nie tak, jak ona tego chciała. Ze smutkiem stwierdza, że przypomina bardziej marionetkę niż radosne, energiczne dziecko.

Baron Innstetten jest człowiekiem honoru, kieruje się oczekiwaniami społecznymi. Po odkryciu listów czuje się zobowiązany do pojedynku, w którym zabija majora Crampasa. Nie liczą się dla niego uczucia, lecz zobowiązania narzucone przez innych.

Jak historia Effi się zakończyła? Zapraszam do obejrzenia filmu. W rolach głównych Julia Jentsch i Sebastian Koch. Tutaj zwiastun:

Effi Briest – zwiastun

W recenzjach filmu przejawiała się opinia, że jest on dobry jako sam film, ale nie jako ekranizacja powieści. Różnice rzeczywiście mogą razić, ale to już kwestia gustu.

Zdjęcie

„Die Bremer Stadtmusikanten” (Muzykanci z Bremy): baśń i słuchowisko

„Die Bremer Stadtmusikanten” (Muzykanci z Bremy): baśń i słuchowisko

Baśń „Die Bremer Stadtmusikanten” ukazała się w 1812 roku w I tomie zbioru baśni braci Grimm.

Tu możecie przeczytać baśń po niemiecku:

Die Bremer Stadtmusikanten

A tu posłuchać:

Die Bremer Stadtmusikanten (Hoerspiel)

Myślę, że możecie znać tę baśń, bo należy do tych popularniejszych. Bohaterami są cztery domowe zwierzęta (kogut, pies, kot, osioł), które ze względu na swój podeszły wiek są źle traktowane przez pana i wobec tego uciekają, aby zostać w Bremie muzykantami miejskimi. Nigdy tam jednak nie docierają, ponieważ nie są w stanie pokonać dystansu do Bremy w jeden dzień. Nocują w lesie, gdzie odkrywają dom zbójców, których przepędzają głośnym „śpiewem”. Po drodze zdobywają łup bandy zbójców, dom, w którym zamieszkują.

Przesłanie baśni jest oczywiście pozytywne i sugeruje możliwość rozwiązania problemu nawet w najgorszym położeniu.

Pierwsze ilustracje sporządził słynny angielski karykaturzysta George Cruikshank (1893, German Popular Stories):

A dlaczego „muzykanci” udają się akurat do Bremy? W Bremie już w średniowieczu muzycy byli zatrudniani przez władze miejskie. Istnieje udokumentowany dowód z 1339 roku o trębaczu radnego. Potem zatrudniano muzyków także w innych północnoniemieckich miastach. Około 1500 roku byli to dwaj trębacze, jeden puzonista oraz dwóch muzyków grających na piszczałce. Często towarzyszyli poselstwom, grali podczas przyjęć senatu czy na weselach. Na obrazach z XVII wieku pochodzących z Bremy widać także czterech muzyków grających na instrumentach dętych. W 1751 roku miejscy muzykanci zostali włączeni do miejskiego korpusu muzycznego. W XIX wieku miejski dyrektor muzyczny kontynuował tradycję, która prowadziła do dzisiejszych, subwencjonowanych przez miasto orkiestr.

Muzycy rady prowadzą orszak weselny. Fragment obrazu z 1618 roku znajdującego się w Focke-Museum w Bremie

I porcja słownictwa:

der Esel, – – osioł
dienen – służyć
zu Ende gehen – kończyć się
untauglich – nieprzydatny
fortlaufen – uciekać, czmychać
der Jagdhund – pies myśliwski
jappen – dyszeć, sapać (stary, dzisiaj bardzo rzadko używany czasownik)
die Laute – lutnia
die Pauken schlagen – grać na kotłach
jemandem in die Quere kommen – włazić komuś w paradę, natykać się na kogoś
stumpf – tępy
ersaufen – utonąć, topić
der Flüchtling – zbieg, uciekinier, uchodźca
aus Leibeskräften – na całe gardło
das Erbarmen – litość
der Vorschlag – propozycja
das Fünkchen – iskierka (od der Funke – iskra)
der Geselle – facet / czeladnik, w baśni chodzi o towarzysza
erleuchten – rozświetlać
der Räuber – rabuś, zbój, bandyta
die Herberge – schronisko
schimmern – migotać, połyskiwać, lśnić
krähen – piać
die Stube – izba
klirren – brzęczeć, dzwonić
entsetzlich – przerażający
der Hauptmann – kapitan, w baśni chodzi o przywódcę
der Mist – obornik
glühen – tlić się, palić, żarzyć się
feurig – ognisty
gräulich – wstrętny, obrzydliwy, paskudny, straszny
das Ungetüm – monstrum
die Holzkeule – drewniana maczuga 

Zdjęcie 1

Zdjęcie 2

Zdjęcie 3

Zdjęcie 4

Tekst

Frau Holle (Pani Zima): legenda, baśń i słuchowisko

Frau Holle (Pani Zima): legenda, baśń i słuchowisko

Być może ktoś z Was zna baśń „Frau Holle”. W Niemczech jest ona bardzo popularna, w Polsce chyba mniej. Istnieją dwa polskie tytuły: „Pani Zima” lub „Pani Zamieć”.

Frau Holle była otaczana czcią przede wszystkim w górskich terenach, np. w masywie górskim Hoher Meißner znajdującym się w północnej Hesji. W języku ludowym Frau Holle była odpowiedzialna za opady śniegu w zimie: im dokładniej trzepała swoje łóżka, tym więcej śniegu spadało na Ziemię.

Otto Ubbelohde: Frau Holle lässt es schneien 

Według innych legend błogosławi ona zieleniące się pola i niwy na wiosnę, krocząc przez pola i łąki. W ten sposób budzi się natura. To ona miała nauczyć ludzi np. przędzenia i tkania, jest patronką ludzi zajmujących się tymi rzemiosłami.

Czarny bez (po niemiecku Holunder) uchodzi za roślinę poświęconą Frau Holle. Być może nawet ta nazwa pochodzi od niej.

Szczególnie pomaga kobietom, czyniąc je zdrowymi i płodnymi. Zabiera ze sobą dusze zmarłych nieochrzczonych dzieci.

Pomiędzy 21/22 grudnia a 2/3 stycznia przybywa na Ziemię, aby zobaczyć, jak minął rok. Frau Holle sprawdza dusze ludzkie, odwiedzając pod postacią starej i bezradnej Muhme Maehlen ludzi, prosząc ich o pożywienie i dach nad głową. Ci, którzy pomogą, zostaną nagrodzeni. Złych ludzi spotka kara.

Baśń „Frau Holle” znajduje się w I tomie zbioru braci Grimm opublikowanym po raz pierwszy w 1812 roku. Tutaj możecie przeczytać ją po niemiecku:

Frau Holle

Ilustracja Hermanna Vogela przedstawiająca Goldmarie

Anne Anderson: Pani Zamieć i pasierbica 

Znaczki pocztowe obrazują treść baśni:


Die fleißige Stieftochter spinnt am Spinnrad 

Frau Holle schüttelt die Betten aus; es schneit

Die fleißige Stieftochter wird zum Lohn mit Gold überschüttet

Die arbeitsscheue Tochter wird mit Pech überschüttet

Przygotowałam dla Was słowniczek ze słówkami z baśni:

die Witwe, -n – wdowa
fleißig – pilny, pracowity
hässlich – brzydki
der Brunnen,-  – studnia
spinnen – spann – hat gesponnen – prząść
die Spule, -n – szpulka
das Blut – krew
blutig – krwawy
sich zutragen – zdarzyć się
sich bücken – schylać się
schelten – schalt – hat gescholten – złajać, zwymyślać
die Herzensangst – wielki strach
die Besinnung – zaduma, namysł, skupienie
die Wiese, -n – łąka
verbrennen – spalić się
ausgebacken – wypieczony, upieczony
der Brotschieber – łopata do wyjmowania chleba z pieca
die Feder, -n – pióro
das Bett ausschütteln – wytrzepywać łóżko
das Heimweh – tęsknota za domem
der Jammer – lament
treu – wierny
dienen – służyć
der Hof, die Höfe – dziedziniec, dziedzińce
der Hahn, die Hähne – kogut, koguty
der Reichtum – majątek, bogactwo
die Dornhecke – kolczaste zarośla
der Pfad, die Pfade – ścieżka, ścieżki
sich verdingen – sich verdingte / verdang – sich verdingt / verdungen – najmować się (do pracy)
sich gebühren – należeć się, przysługiwać
der Kessel, die Kessel – kociołek, kociołki
das Pech – smoła
die Belohnung – nagroda
A tu znajdziecie słuchowisko, polecam do posłuchania:

Źródło 1

Zdjęcie 1

Zdjęcie 2

Zdjęcie 3

Zdjęcie 4

Zdjęcie 5

Zdjęcie 6

„Loreley” – skała, legenda, wiersz i piosenka

„Loreley” – skała, legenda, wiersz i piosenka

Loreley to nazwa skały łupkowej przy Sankt Goarshausen w kraju związkowym Nadrenia-Palatynat (w którym mieszkam). Ma wysokość 132 metrów. Pochodzenie nazwy Loreley nie jest jasne. Być może wywodzi się z caltyckiego słowa Ley oznaczającego, którym określane były w regionie skały.

Widok z lewego brzegu Renu na skałę Loreley 

Legenda Loreley 

Lokalną legendę stworzył poeta Clemens Brentano. W ten sposób echo nad skałą Loreley znalazło wyjaśnienie. Powiązał skalne echo ze starożytnym mitem nimfy Echo, która ze smutku po stracie swojego ukochanego zastygła w skałę. Od tamtej pory ze skały rozbrzmiewał jej głos. W swojej powieści Godwi oder Das steinerne Bild der Mutter (1801-1802) zawarł balladę Lore Lay, opowiadała ona o kobiecie, która ze względu na swoją siłę działania na mężczyzn jest uważana za czarodziejkę i z powodu zawodu miłosnego zrzuca się ze skały o tej nazwie.

Carl Joseph Begas: Lurelei (1835)

Legenda o Loreley odpowiada obrazowi świata epoki romantyzmu. Poezja romantyzmu związana jest często z miejscami takimi jak zamglone leśne doliny, rzeki, ruiny, stare zamki, jaskinie i wnętrza gór.

Philipp Foltz: Die Loreley (1850)

Heinrich Heine i Lorelei

Najsłynniejszym dziełem o Loreley jest wiersz Heinego pt. „Die Lore-Ley” (lub „Lied von der Loreley„) z roku 1824. Heinrich Heine (1797-1856) był jednym z najsłynniejszych poetów, pisarzy i dziennikarzy XIX wieku. Ukształtował on postać Loreley jako nimfy wodnej, rusałki, która na podobieństwo syreny uwodzi poprzez swój śpiew i piękno szyperów na Renie, na skutek czego giną oni w niebezpiecznych prądach rzeki lub też gdy ich statki rozbijają się o rafy skalne.

Przygotowałam dla Was ten piękny wiersz Heinego wraz z polskim tłumaczeniem Aleksandra Kraushara:

Ich weiß nicht was soll es bedeuten,
Dass ich so traurig bin;
Ein Märchen aus alten Zeiten,
Das kommt mir nicht aus dem Sinn.

Nie wiem, dlaczego tak smutno mi,
Czemu tak serce mi porze?
Czarowna pieśń zamierzchłych dni
W mej duszy zniknąć nie może.

Die Luft ist kühl und es dunkelt,
Und ruhig fließt der Rhein;
Der Gipfel des Berges funkelt
Im Abendsonnenschein.

I szumi wiatr, zapada mrok
I cicho Renu mkną fale,
I widać gór urwistych szczyt
Odbity w rzeki krysztale.

Die schönste Jungfrau sitzet
Dort oben wunderbar;
Ihr goldnes Geschmeide blitzet,
Sie kämmt ihr goldenes Haar.

Królowa róż z gwiaździstych niw
Siedzi na górze uroczej,
Złoty jej strój z oddali lśni,
Lśni złoty zwój jej warkoczy.

Sie kämmt es mit goldenem Kamme
Und singt ein Lied dabei;
Das hat eine wundersame,
Gewaltige Melodei.

Grzebieniem z gwiazd czesze swój włos
I tęskną piosnkę zawodzi.
I dziwną moc ma pieśni dźwięk,
Jak dźwięk, co z niebios pochodzi.

Den Schiffer im kleinen Schiffe
Ergreift es mit wildem Weh;
Er schaut nicht die Felsenriffe,
Er schaut nur hinauf in die Höh.

Rybaka pierś tej pieśni ton
Dziwną tęsknotą przejmuje,
Nie baczy już na szczerby skał,
Tylko się w górę wpatruje.

Ich glaube, die Wellen verschlingen
Am Ende Schiffer und Kahn;
Und das hat mit ihrem Singen
Die Lore-Ley getan.

Ach! lękam się, by rzeki toń
Rybaka nie pochwyciła.
Nieraz to już wśród Renu fal
Pieśń Lorelei uczyniła.

Wiersz ten jest bardzo znany, także dzięki opracowaniu muzycznemu autorstwa Friedricha Silchera z roku 1837. Znalazłam dla Was dwa wykonania piosenki Loreley:

Yelena Dudochkin – Die Lorelei

Placido Domingo – Das Lorelei Lied

Źródła:

Tekst i zdjęcia

W 80 blogów dookoła świata: Bajki niemieckie razy dwa

W 80 blogów dookoła świata: Bajki niemieckie razy dwa

Oto więc po raz kolejny uczestniczę w blogowej akcji i już cieszę się na kolejne edycje 🙂 
 
Słowo „bajka” (die Fabel) oznacza krótki utwór literacki, zwykle wierszowany, zawierający morał. Bajka może być też pisana prozą. Bohaterami są najczęściej zwierzęta zachowujące się jak ludzie. Morałem jest ogólnie znana prawda, mądrość życiowa. Niemieckie słowo „Fabel” wywodzi się od łacińskiego „fabula” – opowiadanie, legenda. „Fabel” oznacza również „fabułę”. Jak widzimy, polskie słowo też wywodzi się z łaciny.
 
Jednym z najbardziej znanych niemieckich autorów bajek jest Gotthold Ephraim Lessing (1729-1781), poeta epoki oświecenia.  Lessing był zdania, że bajki powinny być krótkie, że powinny traktować o społecznych problemach oraz że ciągle powinny być opowiadane na nowo.
 
 
Tutaj zamieszczam jedną z jego bajek, „Der Adler und die Eule” – „Orzeł i sowa”:
Der Adler Jupiters und Pallas Eule stritten:
„Abscheulich Nachtgespenst!“
„Bescheidner, darf ich bitten!
Der Himmel heget mich und dich;
Was bist du also mehr als ich?“
Der Adler sprach: „Wahr ist’s im Himmel sind wir beide;
Doch mit dem Unterscheide:
Ich kam durch eignen Flug,
wohin dich deine Göttin trug!“
 
Znanym autorem bajek był również Novalis (właśc. Friedrich von Hardenberg, 1772-1801), wspaniały poeta wczesnego romantyzmu.
 
 
Tutaj krótka bajka jego autorstwa, „Der Fuchs„, czyli „Lis”:
 
„Hast du die Satire gelesen, die der Löwe auf dich gemacht hat?“, fragte der Wolf den Fuchs. „Antworte ihm, wie sich’s gebührt.“ „Gelesen hab ich sie, aber deinem Rate folg ich nicht“, sagte der Fuchs, „denn der Löwe könnte mir auf eine fürstliche Art antworten.“
 
Teraz przejdę do bajki w potocznym tego słowa znaczeniu, czyli do filmów animowanych. Przedstawię tutaj najbardziej popularne niemieckie filmy animowane.
 
der Zeichentrickfilm, -e – film animowany
die Zeichentrickserie, -n – serial animowany
die Staffel, -n – seria
die Folge, -n – odcinek
Bibi Blocksberg” to nazwa słuchowiska dla dzieci powstałego w 1980 roku. Główną postacią jest tytułowa Bibi, dziewczynka będąca równocześnie czarownicą. Na podstawie słuchowiska powstał serial animowany, który został sprzedany do 66 krajów. Bibi mieszka z ojcem Bernhardem i matką Barberą, a jej miotła nosi imię „Kartoffelbrei” – nazwę jej ulubionej potrawy. Odcinki możecie znaleźć na Youtube również po polsku. 
 
Serię „Benjamin Blümchen” zna chyba każdy. Jest to jeden z najbardziej znanych niemieckich filmów animowanych. Powstał na podstawie słuchowiska z 1977 roku. Bohaterami są słoń Benjamin i jego przyjaciel Otto.
 
 
 

 

 
Tort czekoladowo-truskawkowy z motywem Benjamina produkcji firmy Coppenrath & Wiese:
 
Może nie każdy wiedział, że „Biene Maja„, czyli „Pszczółka Maja” jest wytworem wyobraźni niemieckiego pisarza Waldemara Bonselsa (1880-1952). Znany serial animowany produkcji austriacko-japońsko-niemieckiej powstał w latach 1975-1980. Do dzisiaj pozostaje najbardziej znaną serią pokazywaną w niemieckiej telewizji ZDF. Niemiecka wersja piosenki, którą możemy usłyszeć w czołówce, była śpiewana przez Karela Gotta.
 
Niemiecka wersja piosenki z czołówki do posłuchania:
 

… In einem unbekannten Land, vor gar nicht allzulanger Zeit, war eine Biene sehr bekannt, von der sprach alles weit und breit.

Und diese Biene, die ich meine nennt sich Maja, kleine, freche, schlaue Biene Maja, Maja fliegt durch ihre Welt, zeigt uns das was ihr gefällt.

Wir treffen heute uns’re Freundin Biene Maja, diese kleine freche Biene Maja, Maja, alle lieben Maja, Maja, Maja, Maja, erzähle uns von dir.

Wenn ich an einem schönen Tag, durch eine Blumenwiese geh’, und kleine Bienen fliegen seh’,
denk ich an eine, die ich mag.

Und diese Biene, die ich meine nennt sich Maja, kleine, freche, schlaue Biene Maja, Maja fliegt durch ihre Welt, zeigt und das was ihr gefällt.

Wir treffen heute uns’re Freundin Biene Maja, diese kleine freche Biene Maja, Maja, alle lieben Maja, Maja, Maja, Maja, erzähle uns von dir.

Maja, alle lieben Maja, Maja, Maja, Maja, erzähle uns von dir …
Założę się, że znacie smoka Tabalugę oraz jego wroga bałwana Arktosa. Tabaluga również niemiecki „twór”. Został wymyślony przez niemieckiego piosenkarza rockowego Petera Maffaya, autora piosenek dla dzieci Rolfa Zuckowskiego oraz długoletniego autora tekstów piosenek Maffaya, Gregora Rottschalka na potrzeby albumu koncepcyjnego, który ukazał się w 1983 roku. Postać smoka zaprojektował autor i ilustrator książek dla dzieci Helme Heine. Serial animowany powstawał w latach 1997-2004.
 
 
 
 
Niemiecka wersja piosenki z czołówki do posłuchania:
Die Sendung mit der Maus” to jeden z najpopularniejszych programów dla dzieci. Jest produkowany od 1971 roku przez telewizję ARD i pokazywany w niedzielne przedpołudnia. Każdy półgodzinny odcinek składa się z krótkich filmów o charakterze rozrywkowym i edukacyjnym. Bardziej kompleksowe tematy rozdzielane są na kilka odcinków.
 

 

Tutaj możecie obejrzeć odcinek o zaćmieniu Słońca (Sonnenfinsternis – Sofi):
 
Sonnenfinsternis am 20.03.2015
 
 „W 80 blogów dookoła świata”…
 
…jest akcją blogerów językowych. Danego dnia każdego miesiąca na blogach osób biorących udział w akcji pojawiają się posty z myślą przewodnią. Akcja ta pozwala nie tylko na lepsze poznanie się blogerów, ale przede wszystkim daje czytelnikom możliwość poszerzenia wiedzy – przenosząc się na inne blogi, mogą porównać, jak to jest w poszczególnych krajach. 
 
Linki do postów innych bloggerów do znalezienia na naszym wspólnym blogu:
 
Twitter-Omi

Twitter-Omi

Nie jestem zwolenniczką portali społecznościowych w stylu Facebooka czy Instagramu. Nie mam tam konta i nie będę mieć, bo nie jest mi to do niczego potrzebne. Mam konto jedynie na Twitterze i śledzę tam m.in. Twitter-babcię, czyli Twitter-Omi (znaną też jako Online-Omi). Lubię Twittera ze względu na krótkie wiadomości, jakie można tam szybko przeczytać. 
Twitter-Omi nazywa się Renate Bergmann, za tym nazwiskiem możecie ją wyszukać na Twitterze. Wielu śledzących babcię sądzi, że ona naprawdę istnieje, ale jest to jedynie pseudonim. Kryje się za nim Torsten Rohde. Najpierw powstało konto babci na Twitterze, potem wydawnictwo poprosiło go o napisanie książki. Nosi ona tytuł „Ich bin nicht süß, ich hab bloß Zucker: Eine Online-Omi sagt, wie’s ist“. Niedawno ją kupiłam i właśnie zaczynam czytanie.


Dzięki swoim dowcipnym hasłom 82-letnia Twitter-Omi zyskała dużą popularność. Jeśli macie konto na Twitterze, to koniecznie śledźcie babcię. Gwarantuję, że jej przemyślenia poprawią Wam humor na początek dnia. Babcia opowiada np. o wycieczkach dla seniorów, o zajęciach w lokalnym klubie i komentuje codzienne wydarzenia. 
Oto, jak Torsten Rohde opowiada, skąd wziął się pomysł:
Weihnachten 2012 verbrachte ich umringt von Oma, Mutti Und Schwester. Ich bekam die typischen Sprüche zu hören: „Du kannst doch noch nicht satt sein!“, „Du sitzt so schief!“, „Soll ich dir eine Decke holen?“ Auf meinem eigenen Twitter-Account schrieb ich, womit mich meine Tante Renate so nervt – die war natürlich fiktiv, ich würde nie über echte Verwandte lästern. Und meine Kumpel sagten: Tante Renate bräuchte einen eigenen Twitter-Account, die klingt ja total lustig! Im Januar war ich dann 14 Tage krank, und aus lauter Langeweile legte ich den Account tatsächlich ein.

Boże Narodzenie 2012 spędziłem otoczony babcią, mamą i siostrą. Musiałem słuchać typowych haseł: „Nie możesz przecież być jeszcze syty!”, „Siedzisz tak krzywo!”, „Przynieść ci koc?” Na moim własnym koncie na Twitterze pisałem, czym moja ciocia Renate mnie denerwuje – ona była oczywiście fikcyjna, nigdy nie obgadywałbym prawdziwej krewnej. I moi kumple mówili: ciocia Renate potrzebuje swojego własnego konta na Twitterze, ona brzmi strasznie wesoło! W styczniu byłem przez 14 dni chory, tylko z nudy faktycznie założyłem konto.
A skąd Twitter-Omi bierze pomysły na swoje posty?
Ich halte einfach die Augen offen. Ich wohne auf dem Dorf, letztens sah ich auf einer Beerdigung lauter alte Damen und fragte meinen Kumpel, wer sie sind. Er antwortete: „Och, die kommen zu jeder Beerdigung, die kennen den Verstorbenen gar nicht. Die wollen nur mal raus, damit sie später was zu erzählen haben.“ Und dann sehe ich auch noch, dass die wirklich die Wurst vom Buffet in ihrer Handtasche verschwinden lassen!“ So etwas „renatisiere“ ich sofort und poste das.

Po prostu mam oczy otwarte. Mieszkam na wsi, ostatnio widziałem na pogrzebie tylko starsze panie i zapytałem mojego kumpla, kim one są. On odpowiedział: „Och, one przychodzą na każdy pogrzeb, wcale nie znają zmarłego. Chcą po prostu wyjść, żeby mieć potem co opowiadać.” I potem jeszcze widzę, jak kiełbaska z bufetu naprawdę znika w ich torebce!” Coś takiego „renatyzuję” natychmiast i wstawiam post.
Źródła:
Wypowiedzi Torstena Rohde pochodzą z wywiadu przeprowadzonego dla „Für sie” (21/2014).
„Der Vorleser” – o filmie i książce

„Der Vorleser” – o filmie i książce

Domyślam się, że każdy słyszał o słynnej książce Bernharda Schlinka „Der Vorleser” (1995), czyli w polskim tłumaczeniu „Lektor”. Książka ponownie rozpętała dyskusję na temat odpowiedzialności za zbrodnie popełniane przez młode kobiety w czasach II wojny światowej – chodzi tu przede wszystkim o strażniczki w obozach koncentracyjnych. Do tej pracy wybierano młode kobiety, które chciały dobrze zarobić i które na początku zwykle nie zdawały sobie sprawy z tego, na czym będzie polegała ich praca. Po zakończeniu wojny większość z nich stanęła przed sądami, broniąc się w ten sposób, że przecież wykonywały tylko rozkazy przełożonych i że chciały dobrze wykonywać swoją pracę.

Jeśli ktoś z Was nie zna tej problematyki, to polecam lekturę świetnego, bardzo ciekawego artykułu na portalu interia.pl pt. „Nazistowskie zbrodniarki wojenne: Jak stały się bestiami?”:

Nazistowskie zbrodniarki wojenne: Jak stały się bestiami?

 Historia jednej z takich kobiet opisana jest w książce „Der Vorleser”. Do fabuły dochodzi tu aspekt romansu dojrzałej kobiety z młodym chłopcem, tak właściwie jeszcze nie mężczyzną. Motyw takiego romansu znajduje się jeszcze np. w powieści „Die Entdeckung der Currywurst” Uwe Timma (która również została zekranizowana).

W powieści „Der Vorleser” aspekt romansu nie wysuwa się jednak na pierwszy plan. Najważniejszy zdaje się tu być motyw odpowiedzialności i kary za zbrodnię. O tym, że główna bohaterka, Hanna Schmitz, pojmuje wreszcie swój błąd, świadczy fakt, że po tym jak nauczyła się czytać, w więzieniu czyta książki o obozach koncentracyjnych i w końcu karze samą siebie za to, co zrobiła.

Zwiastun amerykańskiego filmu „The reader” (2008), ekranizacji książki (w reżyserii Stephena Daldry’ego):

The Reader

 I tu chciałabym krótko opisać, co myślę o tym filmie:

1. Hollywood zrobiło z książki Schlinka love story. W filmie zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan aspekt romansu, co jest oczywiście niesłuszne. Kiedy główna bohaterka popełnia w filmie samobójstwo, widzimy, że stoi na książkach, na których grzbietach czytamy m.in. słowo „love”. Stąd wniosek, że zabija się z powodu nieszczęśliwej miłości. A to zdecydowanie koliduje z powieścią. Znając Hollywood, nie dziwi mnie jednak, że powieść przerobiono na love story. Dziwi mnie jednak zgoda Schlinka na taką ekranizację i pozwala przypuszczać, że chodziło w tym wszystkim o pieniądze.

2. Głupie zdaje mi się to, że w filmie, który jest przecież po angielsku, aktorzy mówią z niemieckim akcentem. Po co? Nie rozumiem sensu tego zabiegu. Jeśli już reżyser chciał udowodnić, że akcja dzieje się w Niemczech, trzeba było nakręcić film po niemiecku.

3. Kate Winslet, która zagrała Hannę Schmitz, powinna była dostać Oscara za jedną z innych swoich dobrych kreacji, bo przecież tak wiele ich było, a nie za kiepską ekranizację. Zresztą w wywiadach, których  udzielała w ramach promocji filmu, sama przyznawała, że w ramach przygotowania do roli skupiała się na analfabetyzmie, a nie na zbrodniach nazistowskich. Być może nawet nie wiedziała, o co w tym wszystkim chodziło.

4. W poprzednim punkcie napisałam „kiepska ekranizacja” właśnie dlatego, że jest to kiepska ekranizacja, a nie kiepski film. Film byłby jak najbardziej w porządku, gdyby nie była to ekranizacja książki. Dlatego może on się podobać przede wszystkim tym widzom, którzy nie czytali powieści.

5. Trzeba oczywiście docenić jak zwykle świetną rolę Ralpha Fiennesa – jednego z moich ulubionych aktorów. Zagrał on m.in. w „Liście Schindlera” Stevena Spielberga, o której napiszę niedługo.

6. Na koniec mogę powiedzieć, że mimo wszystko polecam ten film. Najpierw należy jednak przeczytać książkę. Inaczej nie będziecie wiedzieć, o co tak naprawdę chodzi w powieści Bernharda Schlinka.