Ćwiczenia i słownictwo z serii „Filmy dla dzieci po niemiecku”: „Muffi lernt schwimmen”

Ćwiczenia i słownictwo z serii „Filmy dla dzieci po niemiecku”: „Muffi lernt schwimmen”

Dzisiaj rozpoczynam nową serię na blogu. Zaczęłam zajmować się przygotowywaniem zadań do filmów animowanych. Zrobiłam już trochę do Smerfów, teraz siedzę nad Muminkami 🙂

Zadanie jest przeznaczone dla uczniów na poziomach od A2. Mimo że trudno jest uczniom zrozumieć wypowiedzi bohaterów, to widzą, co się dzieje. Jeśli wiadomo, o co chodzi, to można zrobić i zadania 🙂

Zdjęcie
Tutaj znajduje się odcinek Smerfów pt. „Muffi lernt schwimmen”, do którego przygotowałam dydaktyzację:

Muffi lernt schwimmen

A tutaj można pobrać 2 pliki z zadaniami:

Muffi lernt schwimmen

Muffi lernt schwimmen pl

W pierwszym pliku znajdują się zdania, które należy połączyć z ich polskimi odpowiednikami w drugim pliku.

Kilka refleksji o uczeniu się języków obcych

Kilka refleksji o uczeniu się języków obcych

Na Facebooku znalazłam link do artykułu o uczeniu się języków obcych i postanowiłam się do niego odnieść. Polecam, bardzo ciekawy tekst:
Bardzo chciałabym kiedyś zostać hiperpoliglotką, to zapewne kwestia czasu. Na razie znam 5 języków obcych (3 płynnie, 2 na poziomie średnim i nadal się ich uczę). Artykuł ten zainteresował mnie i odnalazłam w nim wiele rzeczy, które mogłabym o sobie napisać. 
Często jestem pytana o to, jak się nauczyłam języków obcych i czy się mi nie mieszają, ale kiedy o tym pomyślę, to widzę, że pytają mnie o to ludzie, którzy znają tylko jeden język obcy lub żadnego. Mam wrażenie, że chcieliby usłyszeć ode mnie o jakiejś cudownej metodzie, której oczywiście nie ma. Uczenie się języków obcych sprawia mi wiele radości i jestem pewna, że w tej chwili znałabym przynajmniej 15, gdybym tylko miała więcej czasu na naukę, gdybym mogła się tylko na tym skupić.

Pisząc o swoich doświadczeniach, będę odnosić się do fragmentów tekstu. Zacznijmy od tego:

Arguelles, podobnie jak inni hiperpoligloci, podkreśla znaczenie systematycznej pracy w  samotności: czytania, studiowania i ćwiczenia gramatycznych struktur. Stosuje własną technikę, którą nazywa „shadowing”: ucząc się podczas spaceru, głośno wykrzykuje nowe wyrazy, które słyszy z walkmana. „Przez sześć lat, zanim się ożeniłem i miałem dzieci, uczyłem się po 16 godzin dziennie, przedzierałem się przez teksty po irlandzku, persku, napisane w  hindi, po turecku czy w suahili. Stopniowo we wszystkich tych językach zaczęły formować się znaczenia. I  coraz więcej dzieł literackich stawało przede mną otworem” – pisze Arguelles.


Tak, mogę to potwierdzić. Systematyczna praca jest oczywiście niezbędna. Trzeba siedzieć nad książką, analizować, porównywać. Metoda ze słuchaniem jest bardzo dobra. Mam wiele kursów na mp3 i kiedy jadę dokądś pociągiem, to zawsze słucham wybranych nagrań. Z biegiem czasu rzeczywiście dzieła literackie stają otworem. Można je czytać w oryginale. Dodatkowo ja zagłębiam się też w sztukę czy w muzykę. Znajomość języka obcego ułatwia ich zrozumienie, ponieważ kiedy uczymy się języka obcego, poznajemy również kulturę. Lepiej zrozumiem danego artystę, jeśli znam język, w jakim mówił / mówi. 


Im więcej języków znał, tym łatwiej przychodziła mu nauka kolejnych: w miarę nauki uczący uświadamia sobie istnienie struktur wspólnych dla wszystkich języków. Doświadczenie to zdaje się potwierdzać hipotezę wysuniętą w  latach 60. XX wieku przez Noama Chomsky’ego o istnieniu gramatyki uniwersalnej, leżącej u  podłoża wszystkich języków na Ziemi.


Tak, również z tym się zgodzę. Im więcej języków obcych się zna, tym łatwiej jest dalej. Mimo że obecnie uczę się języka fińskiego, który jest całkiem inny od języków, których uczyłam się wcześniej, to jest mi łatwiej. Słówka szybciej wchodzą do głowy, mimo że nie przypominają słówek z innych języków (np. kielioppi – gramatyka, puhelin – telefon, tietokone – komputer). Z biegiem czasu wszystko się układa, trzeba tylko mieć cierpliwość. Każdy język jest logiczny, każdy jest układanką i wcale nie trzeba być dobrym z matematyki, aby elementy układanki ułożyć w całość. 


Czy rzeczywiście wystarczy upór i mnisia praca, by opanowywać kolejne języki obce? Wielu badaczy sądzi, że u podłoża takiej pasji leży talent, a  może nawet wyjątkowa architektura struktur mózgowych. Że rzeczywiście coś takiego może istnieć, pokazuje przypadek Emila Krebsa, żyjącego na przełomie XIX i  XX wieku niemieckiego dyplomaty, znającego 68 języków. Krebs ofiarował nauce w spadku własny mózg. Badania przeprowadzone tuż po jego śmierci przez Oskara Vogta wykryły ponadprzeciętną gęstość neuronów w ośrodku Broki, parzystej, występującej w  obu półkulach mózgu strukturze odpowiadającej za funkcje językowe. Z  kolei badania przeprowadzone przed kilku laty przez naukowców z uniwersytetu w Düsseldorfie wykazały, że u Krebsa pewien fragment obszaru Broki był niezwykle rozrośnięty nie tylko w lewej półkuli (czego można się było spodziewać, skoro ta półkula odpowiada za zdolności lingwistyczne), ale także w prawej. W innym fragmencie obszaru Broki zanotowano niespotykaną asymetrię. Na razie naukowcy nie są w stanie zinterpretować tych wyników, ale sądzą, że wyjątkowość zbadanych obszarów mózgu Krebsa może być źródłem jego językowego talentu.


Tego oczywiście nie wiem, ale już dawno zdecydowałam, że po mojej śmierci moje ciało trafi do pewnej akademii medycznej, już dawno załatwiłam odpowiednie rozporządzenie – studenci medycyny muszą się w końcu z czegoś uczyć, także może odkryją coś ciekawego w moim mózgu 🙂 


Czy można przyjąć tezę, że ludzie o szczególnych uzdolnieniach językowych to rodzaj sawantów – osób, które niczym filmowy Rain Man są genialne tylko w jednej dziedzinie, a w innych obszarach życia nieporadne jak dzieci? Zdarzają się przypadki takich właśnie geniuszy językowych. Najbardziej spektakularnym przykładem jest Daniel Tammet, 33-letni Brytyjczyk, który ma nie tylko talent do języków, ale również do matematyki. Jest też mistrzem w  zapamiętywaniu i  rekordzistą Europy w recytowaniu cyfr po przecinku w liczbie Pi (zna ich 22514). Jednocześnie jest epileptykiem i cierpi na autyzm. Jego talenty językowe najlepiej ilustruje sposób, w jaki nauczył się islandzkiego, uważanego za jeden z trudniejszych języków. Nie znając go kompletnie, Tammet wybrał się na Islandię i po tygodniu intensywnego kursu wystąpił w  islandzkim programie telewizyjnym, swobodnie konwersując z prowadzącymi. 


Zgodziłabym się z tym po części. Ze mną rzeczywiście jest tak, że uczenie się języków obcych jest chyba moim jedynym talentem. Może mam inne, ale w tej chwili o tym nie wiem. Radzę sobie z codziennością, ale czasami nie mam pojęcia jak daję radę i jak to wszystko ogarniam. Gdybym mogła, to tylko bym się uczyła. 


Nowe języki zawsze będą jakby w oddzielnej przegródce (choć nie w oddzielnym obszarze mózgu). O ile więc hiperpoliglota jest w stanie opanować wiele języków, żadnego z nich nie będzie znał w takim stopniu jak ojczysty. Inna trudność w byciu hiperpoliglotą polega na tym, że języki to nie tylko słowa i struktury gramatyczne, ale także kontekst kulturowy, w którym występują. Opanowanie języka wymaga więc też ogromnej wiedzy, a nabycie jej wymaga czasu. Im więcej zna się języków, tym trudniej znaleźć emocjonalny kontakt ze wszystkimi kulturami, które te języki reprezentują.


Oczywiście tak, język ojczysty rządzi w naszym mózgu. Ja często myślę po niemiecku, ale wynika to z tego, że w tym języku mówię najwięcej. Często chcę coś przetłumaczyć z niemieckiego na polski. Wiem, co dane słowo oznacza, ale polski odpowiednik za nic nie przychodzi mi do głowy. Częściej używam słownika niemiecko-polskiego niż polsko-niemieckiego. Kontekst kulturowy oczywiście nie powinien być zaniedbywany w procesie nauki, bez niego nie nauczymy się języka obcego skutecznie. 

Na końcu artykułu znajdziecie garść praktycznych porad, ja o moich pisałam już wielokrotnie:

Przyszła mi do głowy metoda, o której jeszcze nie pisałam, a która jest bardzo ciekawa. Dla mnie zawsze była oczywista i myślałam, że wszyscy robią tak samo, ale okazało się, że wcale tak nie jest. Napiszę o niej niedługo. 
Językowe zalety pobytu w Niemczech

Językowe zalety pobytu w Niemczech

Kiedy zaczynałam moje studia germanistyczne, byłam pewna, że chcę spędzić przynajmniej pół roku w kraju niemieckojęzycznym. Sądziłam, że bez tego nigdy nie będę dobrą germanistką. Dzisiaj podpisuję się pod tym i przedstawię kilka argumentów za.

Myślę, że w Polsce każdy, kto studiuje język obcy, powinien mieć obowiązek półrocznego wyjazdu do kraju, w którym  mówi się w tym języku. Powinno się to odbywać w ramach studiów. W wielu krajach zachodniej Europy tak jest. Jakoś się to udaje, jakoś nikt nie ma nic przeciwko. Studentom stwarza się odpowiednie możliwości – jest wiele innych oprócz Erasmusa.

Już kiedy studiowałam w Niemczech w ramach programu Erasmus, zobaczyłam, jaki jest język mówiony. Inaczej nie wiedziałabym, jak mówi się na co dzień. Pewnych rzeczy po prostu nie ma w podręcznikach. Jeszcze inną kwestią jest mentalność. Nie da się poznać Niemców, czytając o nich. Nie da się poznać kraju, czytając o nim. Już na studiach mogłam się przekonać, jakie naprawdę są Niemcy i jak się tu żyje obcokrajowcowi. Oczywiście był to roczny pobyt i nie dowiedziałam się wszystkiego, ale bardzo dużo. Kiedy wróciłam do Polski obronić pracę magisterską, to wiedziałam, że zrobiłam, co mogłam, aby ukończyć studia jako dobra germanistka.

Tak jak już wspominałam, zaraz po obronie pracy mgr wyjechałam do Niemiec. Było to w sierpniu 2010 roku. Miał to być wyjazd na rok, przedłużył się do dzisiaj. Tak naprawdę ciągle się czegoś uczę. Wiem dokładnie, jak funkcjonuje ten kraj. Wiem oczywiście, że nie każdy może/chce wyjechać na kilka lat, ale pół roku wystarczy, aby dowiedzieć się sporo o obcym kraju. Oczywiście pod warunkiem, że robimy wszystko, aby podszkolić język i poznać obcy kraj.

Wiem teraz, że bez dłuższego pobytu w Niemczech nie byłabym w stanie przekazać moim uczniom wielu informacji. Nie mówię tu o języku, lecz o mentalności, dniu codziennym, kulturze. Poznanie niemieckiej perspektywy widzenia świata jest dla mnie bezcenne. Odkąd mieszkam w Niemczech, stwierdziłam, że wcześniej wiedziałam bardzo mało na ten temat. Wiadomo, że na studiach można się było wiele dowiedzieć, ale prawdą jest też, że wykładowcy zawsze „wypychali” nas do jakiegoś kraju niemieckojęzycznego, podając argumenty podobne do moich.

A Wy co myślicie na ten temat? Zgadzacie się ze mną? 

Językowe zalety pobytu w Niemczech

Poradnik Sprachcaffe „Jak nauczyć się języka obcego?”

[Wyprzedaż moich książek, podręczników, słowników i filmów z języka angielskiego będzie w piątek.]

Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o poradniku „Jak nauczyć się języka obcego?„, który jest inicjatywą portalu Sprachcaffe. Kiedy kilka miesięcy temu otrzymałam propozycję wzięcia udziału w projekcie, nie sądziłam, że wyjdzie z tego coś tak ciekawego. W celu swojej edukacji językowej możecie poczytać o metodach uczenia się, a także dowiedzieć się czegoś o blogerach, bo to własnie z osobami prowadzącymi blogi językowe zostały przeprowadzone wywiady. Warto poszukać w poradniku inspiracji i pomysłów do uczenia się np. gramatyki czy mówienia. Poradnik jest darmowy 🙂

Blogi o językach obcych są dzisiaj tak popularne, że tym bardziej warto było uwzględnić to w literaturze 🙂

Projekt podoba mi się przede wszystkim dlatego że nie jest to książka w tradycyjnym stylu, gdzie metody nauczania są przedstawione w długich opisach. To jest oczywiście dobre, ale nie każdy czas ma czytać książki o metodyce nauczania czy uczenia się języków obcych. W poradniku znajdziemy zwięzłe teksty, co dla wielu osób ma kluczowe znaczenie. Poza tym oczywiście uwzględnione są nowe metody nauczania.

Poradnik podzielony jest na kilka części:

1. Język angielski
2. Język francuski
3. Język hiszpański
4. Język niemiecki
5. Język włoski
6. Pozostałe języki (tutaj język rosyjski, japoński, szwedzki, holenderski)
7. Blogi wielojęzyczne
8. Firmy & portale

Przeglądając poradnik, znalazłam wiele blogów o językach obcych, których wcześniej nie znałam.

Wywiad ze mną znajdziecie na stronie 50 🙂

A tutaj znajdziecie poradnik:

„Jak nauczyć się języka obcego?”

Językowe zalety pobytu w Niemczech

Jak nauczyć się niemieckich przypadków? Cz. 2

Widzę, że temat uczenia się przypadków spotkał się z dużym zainteresowaniem. Dzisiaj polecę jeszcze kilka metod nauki, a potem podręczniki gramatyczne. Pod koniec przyszłego tygodnia pojawi się ciekawy wpis o pewnym etapie historii Niemiec. Następnie post o tym, jakie książki czytam po niemiecku. Jestem zadowolona, bo w jednej z moich prac mam 2 tygodnie wolnego. Szef wyjeżdża na urlop, a ponieważ pracuję tylko z nim, to też mam wolne. Oczywiście pozostają mi inne prace, ale mimo to będę mieć więcej czasu.

Dzisiejszy temat dotyczy przypadków na co dzień. Musimy sobie uświadomić, że mamy z nimi do czynienia non stop. Tak jak wspominałam ostatnio – nieznajomość przypadków czy też niedokładność w ich uczeniu się zawsze wyjdzie w którymś momencie nauki, chociażby przy rekcji czasownika. Myślę, że warto ćwiczyć przypadki nie tylko za pomocą ćwiczeń gramatycznych, ale także z pomocą różnych innych tekstów.

1. Czytanie tekstów. Jeśli ktoś jest na początkowym etapie nauki, to niech sięgnie do podręcznika, który już przerobił. Można poczytać teksty, które już się zna i zaznaczać sobie, gdzie mamy w nich Dativ czy też Akkusativ. Można znaleźć ciekawe teksty chociażby na Deutsche Welle lub czytać książki przygotowane dla uczących się języka. Czytajcie to, co Was interesuje. Na Deutsche Welle są teksty do wielu tematów.

2. Dobrą metodą jest pisanie tekstów odnoszących się do nas samych, np. opis dnia lub tekst o pracy. Pisząc takie teksty, możemy wpychać przypadki „na siłę” i w ten sposób fajnie je poćwiczyć. Ja robię tak po fińsku. Ten sposób bardzo pomógł mi w nauczeniu się przypadków. Pamiętam, że podobnie robiłam kiedyś z niemieckiego. Teksty dawałam do sprawdzenia nauczycielce.

3. Polecam także niemiecką muzykę. Jeśli macie ulubionego piosenkarza czy ulubioną piosenkarkę, to znajdźcie tekst jakiejś piosenki i spróbujcie odkryć w nim przypadki. Zdaję sobie sprawę, że niektórych może to zniechęcić, ale w końcu chodzi o to, żeby wiedzieli, że przypadki są wszędzie. Może przyjemniej będzie się uczyć, słuchając ulubionej muzyki.

4. Podobna metoda tyczy się filmów. Logiczne jest, że nie trzeba rozumieć każdego słowa. Podobnie jak w czytaniu – nie o to chodzi. Jednak: oglądając jakiś film po niemiecku, możemy wybrać sobie jedną scenę, spisać napisy do zeszytu i potem poszukać przypadków.

5. Zawsze polecałam, polecam i będę polecać tłumaczenie zdań. Z doświadczenia wiem, że moi uczniowie lubią takie ćwiczenia. Zawsze słyszę: „O super, tłumaczenie!” A dlaczego tak jest? To proste – na etapie początkowym czy nawet średnio-zaawansowanym większość osób tłumaczy z języka ojczystego. Ćwiczenia tłumaczeniowe pomagają uświadomić sobie różnice między językiem ojczystym a obcym. Pomagają nam wyrazić myśl w języku obcym, zrozumieć fakt, że musimy myśleć po niemiecku, a nie po polsku. Wtedy gołym okiem widoczne są różnice, również w przypadkach. Jest przecież trochę czasowników, które po niemiecku łączą się z innym przypadkiem niż po polsku. Wielu uczących się dostrzega w ten sposób również, jak należy tłumaczyć zaimki. Im wyższy poziom znajomości języka, tym bardziej tłumaczenie zanika. Uczeń zaczyna wyrażać myśli od razu w języku obcym, jednak ćwiczenia tłumaczeniowe na każdym etapie nauki są istotne i potrzebne. Wiem, że przez niektórych nauczycieli są one zaniedbywane, a szkoda. Ja doceniam je nie tylko na podstawie mojej wiedzy z dydaktyki i metodyki, ale przede wszystkim dzięki wieloletniemu doświadczeniu w nauczaniu.

Na koniec chciałabym jeszcze zaznaczyć, że zaznaczanie przypadków w tekstach różnego rodzaju związane jest z tym, że na pewno będziecie chcieli, żeby ktoś sprawdził, czy poprawnie rozpoznaliście przypadki. Jeżeli nie macie nauczyciela, który by to zrobił, to zawsze możecie napisać do mnie z problemowym zdaniem, Na pewno pomogę rozwiać wątpliwości.

Językowe zalety pobytu w Niemczech

Jak nauczyć się niemieckich przypadków? Cz. 1

Dziś zacznę przedstawiać moje wskazówki co do uczenia się niemieckich przypadków. Z doświadczenia wiem, że sprawiają one uczącym się problemy, także dlatego że niektóre czasowniki po niemiecku łączą się z innym przypadkiem niż po polsku. Do tego dochodzi kwestia przyimków łączących się z poszczególnymi przypadkami. Ważna jest jeszcze kwestia wyrażania polskich przypadków, których nie ma w niemieckim, przede wszystkim narzędnika.

Tutaj kilka moich uwag:

1. We wprowadzaniu przypadków powinna być zachowana właściwa kolejność. Od początku mamy mianownik (Nominativ), następnie powinien pojawić się biernik (Akkusativ), kolejno celownik (Dativ), na końcu dopełniacz (Genitiv). Jeśli chcemy poprawnie mówić po niemiecku, to musimy pamiętać także o kolejności przypadków w zdaniu. Zawsze byłam i będę przeciwko wprowadzaniu przypadków naraz. Chyba jeszcze nikomu nie wyszło to na dobre. Od uczących się niemieckiego w Niemczech na kursach w szkołach językowych często słyszę, że mieli wprowadzane przypadki naraz. Skutek jest taki, że nie potrafią poprawnie stosować żadnego z nich. Nie jestem pewna, ale wynika to chyba z tego, że niemieccy nauczyciele nie zdają sobie sprawy z trudności, jakie mają uczniowie. Uczą swojego języka ojczystego, to trudniej jest im wczuć się w sytuację ucznia. Coś o tym wiem, bo przecież uczę polskiego jako języka obcego.

2. Jak ja nauczyłam się przypadków? Pamiętam, chociaż było to w podstawówce. Przypadki miałam wprowadzane właśnie w kolejności wymienionej powyżej i myślę, że pomogło mi to, że robiliśmy masę ćwiczeń. Dużo, dużo, dużo ćwiczeń. Poza tym nauczycielka dawała nam dużo zdań do tłumaczenia z polskiego na niemiecki – wtedy wyraźniej można było zobaczyć różnice w zastosowaniu. Uświadomiła nam, że polskie przypadki wyraża się po niemiecku często inaczej. Szczególną uwagę zwróciła na narzędnik. Odpowiedź na pytanie „kim? czym?” musimy po niemiecku wyrazić w odpowiedni sposób:

Piszę długopisem. –> Ich schreibe mit dem Kuli.
Jadę samochodem. –> Ich fahre mit dem Auto.
Lecę samolotem. –> Ich fliege mit dem Flugzeug.
Podróżujesz często metrem? –> Reist du oft mit der U-Bahn?
Rzucam piłką. –> Ich werfe mit dem Ball.
Ubijam śmietanę trzepaczką. –> Ich schlage die Sahne mit dem Schneebesen.

To oczywiście podstawowe przykłady. Wyrażanie narzędnika jest bardziej rozbudowane. Tutaj pytanie: Czy chcecie, żebym bardzo dokładnie zajęła się tym tematem?

3. Po dokładnym nauczeniu się rodzajników określonych i nieokreślonych przychodzi kolej na przyimki. Najpierw te łączące się z biernikiem, potem z celownikiem, potem przyimki łączące się z oboma tymi przypadkami. Kiedyś pojawiają się przyimki łączące się z dopełniaczem. Do tego dochodzi rekcja czasownika.

Nauczyłam się tego również etapami. Kiedy już miałam świetnie opanowane rodzajniki, to nauczenie się przyimków przyszło mi z łatwością. Uczyłam się w zdaniach, np.:

Wir sind gegen das neue Verbot. –> Po nauczeniu się takiego zdania widzę od razu, że przyimek „gegen” łączy się z Akkusativem.

Na tej samej zasadzie uczyłam się rekcji czasownika.

Po nauczeniu się zdania: „Wir halten uns an das Thema„, widzę już, że czasownik „sich halten” łączy się z „an”, które w tym wypadku rządzi biernikiem.

Oczywiście uczenie się na tej zasadzie wymaga doskonałej znajomości rodzajników. Wiem, że dla niektórych może to być nieco skomplikowane, ale prawda jest taka, że bez rodzajników w jednym palcu nie zajdziemy w niemieckiej gramatyce daleko, bo ich nieznajomość zawsze w którymś momencie będzie przeszkadzać.

4. Ja musiałam wybrać dla siebie powyższą metodę, właśnie uczenie się z kontekstu, ponieważ nie jestem wzrokowcem ani słuchowcem. Każdego języka uczyłam się i uczę się w ten sposób. Nie ma przecież zdania bez sytuacji. Pomyślcie, jak często słyszycie zdanie: „Ale to jest wyrwane z kontekstu„. W kontekście jest łatwiej, prawda? Odnosi się to nie tylko do nauki języków obcych, ale ogólnie do nauki czegokolwiek. Pamiętam, jak w szkole okropnie nie lubiłam przedmiotów przyrodniczych. Miałam z nich jednak bardzo dobre oceny. Nigdy nie uczyłam się na pamięć. Zawsze starałam się wyobrazić sobie daną sytuację, w której mogłabym zastosować regułę czy jakąś abstrakcyjną definicję. Sytuacja zawsze się znajdzie. Tę metodę przekazałam mojej siostrze. Efekt jest taki, że wiele definicji z matematyki potrafi powtórzyć do dzisiaj, a przecież dawno skończyła szkołę 🙂

Kolejnym razem polecę kilka innych metod, potem pojawią się materiały, z jakich możecie skorzystać, ucząc się przypadków. Polecę sprawdzone podręczniki.

Językowe zalety pobytu w Niemczech

Ja nauczyć się mówić w języku obcym? Cz. 2

Dzisiaj skupię się na Deutsch als Fremdsprache – czyli niemieckim jako języku obcym w kraju innym niż niemieckojęzyczny.

Oczywistym jest, że najczęściej mamy okazję do mówienia w języku obcym na lekcji lub na kursie. Bywa tak, że tych okazji jest mało, bo na lekcji w klasie jest 30 osób, a robi się też inne rzeczy oprócz mówienia. Jak więc ćwiczyć mówienie?

1. Najwięcej osób wybiera w tym celu prywatne lekcje. Ja z żadnego języka obcego nigdy nie brałam korepetycji, kiedy byłam w szkole, ale wynika to z tego, że nie bałam się mówić i chciałam mówić na lekcjach jak najwięcej. Nie unikałam tego. Myślę, że wielu uczących się unika mówienia na lekcjach w szkole czy na prywatnych kursach, a przecież to doskonała możliwość, bo mamy kogoś, kto nas poprawi. Oczywiście wiele zależy też od podejścia nauczyciela.

2. Jeśli mamy w swoim otoczeniu kogoś, kto jest zmotywowany tak samo jak my, to możemy z taką osobą stworzyć tandem i spotykać się np. raz w tygodniu, żeby razem rozmawiać w języku obcym. Kiedy studiowałam niemiecki, to czasami rozmawiałam po niemiecku z przyjaciółką.

3. Można szukać możliwości w Internecie. Może na blogach, forach czy na stronach miłośników danego języka znajdziemy osoby, które chętnie porozmawiają z nami przez Skype?

4. Dla mnie dobrym sposobem na ćwiczenie mówienia zawsze było mówienie do siebie. Kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce, to często mówiłam do siebie po niemiecku. Teraz mówię do siebie najczęściej po hiszpańsku. Nie robię tego celowo, ale samo z siebie tak to wychodzi. Oczywiste, że to coś zupełnie innego od rozmowy z drugą osobą, ale mimo wszystko trochę można poćwiczyć mówienie.

Językowe zalety pobytu w Niemczech

Jak nauczyć się mówić w języku obcym? Cz. 1

Zanim wczytacie się w post o mówieniu, zaglądnijcie do wczorajszego 🙂

Ludzie uczący się języków obcych często pytają mnie: jak nauczyć się mówić? Myślę, że jest to największa trudność w procesie uczenia się. Często słyszę: „Ja wszystko rozumiem, ale umiem mało powiedzieć”. Cóż, to nic dziwnego, bo przecież to normalne, że więcej się rozumie, niż się umie powiedzieć.

Dziś przedstawię kilka swoich uwag na temat mówienia. Odnoszę się tutaj do Deutsch als Zweitsprache – czyli języka niemieckiego jako obcego w kraju niemieckojęzycznym. Pojawi się jeszcze post dot. Deutsch als Fremdsprache – czyli języka niemieckiego jako obcego w kraju ojczystym czy innym nie niemieckojęzycznym.

1. Zasadniczo sądzę, że wszystko związane jest z osobowością i charakterem. Znam tutaj ludzi, którzy mówią fatalnie po niemiecku (nazywam to: „ja jechać, być i iść na sklep”), ale gadają jak najęci. Nie boją się i mówią bez oporów. Z drugiej strony są osoby, które pilnie uczą się niemieckiego i mogłyby z Niemcami pięknie rozmawiać, ale nie mają odwagi. Ja należę do osób, które niczego się nie boją i jestem pewna, że w jakimkolwiek kraju bym nie była, to natychmiast odważyłabym się mówić w języku obcym. Zwlekanie zresztą nic tu nie daje. Wręcz przeciwnie – wraz z upływem czasu człowiek coraz bardziej boi się odezwać i zamyka się w sobie.

2. Warto mieć kogoś, z kim można rozmawiać w języku obcym. Tutaj w Niemczech znam wiele osób, które paradoksalnie w ogóle nie mają okazji do mówienia po niemiecku. Znajoma pracuje jako sprzątaczka. Ma klucze do domów swoich klientów. Idzie, sprząta, wychodzi. Potem zakupy w supermarkecie i do domu. Mieszka w bloku, a wiadomo, jak to jest – sąsiadów się nie zna. Może to i Niemcy, ale ona tego nie wie. Nie będzie przecież pukać do ich drzwi i prosić o rozmowę. Myślę, że w takiej sytuacji trzeba znaleźć kogoś, z kim można porozmawiać i zmotywować się do wspólnej pracy nad językiem. Nawet jeśli to będzie obcokrajowiec, to już jakaś bariera będzie pokonana. Oczywiście pojawia się tu zastrzeżenie, że wtedy nie ma nikogo, kto poprawiłby błędy, ale przecież Niemcy, z którymi rozmawiamy, też tego nie robią. Od osób uczących się niemieckiego często słyszę: „Nie wiem, dlaczego Niemcy nie poprawiają moich błędów. Przecież je słyszą. Chciałbym, żeby mnie poprawiali”. Ja wtedy odpowiadam: „A po co mają poprawiać, jeżeli rozumieją? Zwyczajnie im się nie chce”. Taka jest prawda. Znam Niemca, który nieźle mówi po polsku. Też go przecież nie poprawiam. Rozumiem, co do mnie mówi, to po co mam mu przerywać i wybijać go z rytmu???

3. Innym sposobem jest zmuszenie się do wyjścia do ludzi. Można pójść chociażby na dyskotekę. Mówię tu o małej dyskotece, jaka jest np. w moim mieście. Tam jest okazja do porozmawiania z innymi, zawsze ktoś zagadnie. Rodzice, którzy mają dzieci w niemieckich szkołach, też znajdą odpowiednią okazję, bo przecież dla dzieci są organizowane imprezy, na których rodzice mogą się udzielać. Z doświadczenia wiem, że wielu obcokrajowców niestety unika takich wydarzeń.

4. Kolejną sprawą jest wyjście do urzędu czy do lekarza. Można odważyć się załatwić coś samemu. Niemieccy urzędnicy są przecież świetnie przyzwyczajeni do obcokrajowców i wiedzą, że często mówią oni bardzo kiepsko. Wiadomo, że czasami się nie da, jeśli sprawa jest trudna, ale w wielu sytuacjach da się.

5. Już kiedyś pisałam o tym, że obcokrajowcy często nie zwracają uwagi na język obcy, który ich otacza. Szkoda, bo wystarczy trochę chęci. Wszyscy Polacy, których znam, mają polską telewizję. Nikt nie ogląda niemieckiej, a dlaczego? Przy oglądaniu telewizji można się bardzo dużo nauczyć. Można doskonale osłuchać się z językiem. Można oglądać na DVD czy w Internecie niemieckie filmy z polskimi napisami, a nie tylko amerykańską strzelaninę na Polsacie albo na TVN. Wystarczy trochę chęci. Czasami mam wrażenie, że polska telewizja to najważniejsza rzecz w mieszkaniu. Język obcy jest wszędzie – w pracy, na ulicy. Trzeba się tylko w niego wsłuchać, popatrzeć na niego. Już z szyldów na ulicach można się trochę nauczyć.

Językowe zalety pobytu w Niemczech

Jak ja uczę się języków obcych?

Na blogach czasami widzę teksty o metodach nauki. Każdy ma swoje, ja też. Ponieważ Czytelnicy często pytają o moje metody, to chciałabym właśnie o tym dziś napisać. Miałam napisać również o motywacji, ale nie wiem, czy to zrobię, bo uczę się języków obcych, gdyż to moje wielkie hobby. To moja jedyna motywacja. Chcę ich umieć jak najwięcej. Oczywiście człowiek uczy się przez całe życie i proces nauki języka obcego nigdy się nie kończy. Ciągle dochodzi coś nowego.

Obecnie uczę się intensywnie francuskiego i fińskiego.

Trafiają się takie dni, że mówię w kilku językach obcych. Zanim przestawię się na inny, mówię sobie „stop, teraz francuski” i wtedy jakoś automatycznie zaczynam myśleć po francusku. Przy okazji mogę zaznaczyć, że mam talent do uczenia się języków obcych. Rzuciło się to w oczy np. nauczycielom w szkole już kiedy byłam dzieckiem. Uczyłam się i uczę się języków z różnych grup językowych, ale z żadnym nie miałam trudności. Kiedy widzę np. jakiś fenomen gramatyczny, to tylko na to spojrzę, poczytam i rozumiem. Skomplikowane zagadnienia gramatyczne dają mi więcej motywacji, żeby iść do przodu.

Bardzo, bardzo, bardzo dużo osób pyta mnie o to, jak mogę znać kilka języków obcych, uczyć się kolejnych i to wszystko zapamiętywać. No cóż, ja mam kilka metod:

1. Skojarzenia. Dla mnie skojarzenia to podstawa. Mogą być bardzo głupie, ale najważniejsze, że w ten sposób zapamiętałam słówka. Podam tu może przykłady:

a) ucząc się kiedyś dni tygodnia po fińsku, trudno mi było zapamiętać, że „tiistai” to wtorek, a „torstai” czwartek. To takie podobne słowa. W końcu skojarzenie nadeszło. Patrzyłam na te słowa i ujrzałam:

tiistai
torstai

I jest w alfabecie przed o, a „tiistai” jest przed „torstai”. W ten sposób zapamiętałam te 2 słowa. Podobnie zapamiętałam „Samstag” i „Sonntag”, kiedy jeszcze w podstawówce uczyłam się niemieckiego.

b) „Juni” i „Juli”. Ucząc się dawno temu niemieckiego, myliły mi się te 2 słowa. W końcu zapamiętałam je tak, że pierwsze w alfabecie jest l, drugie n. Z miesiącami jest odwrotnie niż w alfabecie. Najpierw jest „Juni”, potem „Juli”.

c) myliły mi się 2 czasowniki francuskie – „se laver” (myć się) i „se lever” (wstawać). Pomogło mi tutaj skojarzenie z hiszpańskim. „Myć się” to po hiszpańsku „lavarse”.

Jak widać, skojarzenia mogą być najróżniejsze. Nie tylko w obrębie jednego języka obcego, ale i pomiędzy różnymi językami obcymi.

2. Budowanie własnych zdań. Aby zapamiętać słówka, jest to moim zdaniem niezawodna metoda. Skuteczna od początku nauki, od bardzo prostych zdań. Jeśli ułożymy zdanie odnoszące się do nas samych, do codzienności, to będzie nam o wiele łatwiej zapamiętać słówka. Warto nazywać przedmioty w otoczeniu w języku obcym lub też opisywać codzienne sytuacje. Zaobserwowałam u siebie, że ucząc się w ten sposób, w około 95% nie zapominam potem słownictwa. To samo można robić z gramatyką, kiedy np. trudno nam zapamiętać koniugację czasownika.

3. Nie jestem wzrokowcem, nie pomaga mi zaznaczanie słówek kolorami ani wieszanie karteczek na szafce czy na lodówce. Bardzo pomaga mi jednak oglądanie filmów czy seriali w języku obcym. Moje doświadczenia z tego zakresu są następujące:

a) wspomnę tu o angielskim. Był to mój pierwszy język obcy, mówię po angielsku często, ale mimo to brakowało mi tak dobrego rozumienia tekstów jak po niemiecku. Około 2 lata temu zaczęłam oglądać seriale po angielsku z angielskimi napisami. Już po kilku miesiącach zauważyłam, że rozpoznaję o wiele więcej słów w języku mówionym i że moja znajomość języka się poprawiła.

b) podobnie było u mnie z hiszpańskim. Kiedy byłam w podstawówce, to wielką popularnością cieszyły się w Polsce telenowele latynoskie. Pokazywano je na wszystkich ważnych kanałach w godzinach dużej oglądalności. Oglądałam wszystkie, jakie leciały na TVN czy na Polsacie. Po roku czy dwóch latach oglądania zauważyłam, że lektor nie tłumaczy każdego zdania albo że są to skrócone tłumaczenia. Resztę rozumiałam. Kiedy jakiś czas potem nadeszła era Internetu, zaczęłam oglądać w sieci telenowele w oryginale  bez napisów czy lektora i rozumiałam każde słowo. W ten właśnie sposób zaczęłam uczyć się hiszpańskiego. Oglądając, zawsze siedziałam z zeszytem i zapisywałam ciekawe słówka czy zwroty. Bohaterowie telenowel załatwiają różne rzeczy i rozmawiają o wielu sprawach, więc nauczyłam się słownictwa z wielu dziedzin. Równocześnie nauczyłam się mówić po hiszpańsku (mówiłam i mówię sama do siebie, gdyż nie mam z kim porozmawiać w tym języku).

4. Uczę się, gdzie mogę i kiedy mogę. Nie tracę ani chwili. Przykłady:

a) pociąg. Kiedy jadę gdzieś pociągiem albo autobusem, to zawsze mam przy sobie podręcznik. Ostatnio np. mój pociąg miał 50 minut opóźnienia, więc wykorzystałam ten czas na naukę.

b) jogging – biegając, słucham sobie audiokursów mp3. Warto moim zdaniem zaopatrzyć się w takie kursy i słuchać np. w samochodzie w drodze do pracy.

c) kiedy oglądam serial albo film (bardzo często). Metoda ta wymaga podzielnej uwagi. Ja robię zwykle kilka rzeczy naraz, także w moim przypadku świetnie to działa. Oglądam jakiś film lub serial, obok komputera leży np. podręcznik do fińskiego. Oglądając, zerkam sobie na słówka i zawsze coś zapamiętuję.

5. Słucham muzyki w językach, jakich się uczę. Tłumaczę sobie teksty ulubionych piosenek. W ten sposób zapamiętuję jeszcze więcej.

6. Czytam artykuły i książki w językach obcych. To oczywiście już metoda dla zaawansowanych. Lubię czytać książki w oryginale. Czasami podczas czytania podkreślam nieznane słowa i potem sprawdzam ich znaczenie. Nie robię tego często, bo nie trzeba rozumieć każdego słowa, aby zrozumieć tekst, ale czasami trafiają się słowa-klucze.

7. Cierpliwość. Nie wiem, czy to można nazwać metodą, ale jest to jedna z kluczowych rzeczy w nauce języka. Kiedy ktoś mówi mi zdanie w stylu: „chcę się nauczyć francuskiego płynnie w pół roku”, to niezmiennie mnie to dziwi, a czasami śmieszy. Na naukę języka potrzeba czasu, bo tak wiele przecież do niej należy. Rozwinięcie wszystkich sprawności językowych zajmuje sporo czasu. U jednych jest to mniej, u innych więcej. Nie wykluczam, że możliwe jest nauczenie się języka płynnie w pół roku, ale trzeba być talentem językowym albo zakuwać codziennie przez wiele godzin. Pewnym rzeczom trzeba poświęcić czas. Czasami na moich lekcjach słyszę od moich uczniów: „Znowu Perfekt dzisiaj?” Nie zdarzyło się jednak, żeby jakiś czas później ktoś mi nie powiedział: „Wiesz co, miałaś rację, że lepiej poćwiczyć coś dłużej, bo to naprawdę zostaje potem w głowie”. Można oczywiście pędzić z materiałem, ale po co? Lepiej poświęcić na coś więcej czasu i potem rzeczywiście to potrafić.

Czy ktoś z Was uczy się w ten sposób co ja? Czy macie podobne podejście do nauki języków obcych?

Językowe zalety pobytu w Niemczech

O gramatyce

Uczę niemieckiego już od wielu lat, niedługo minie 10. Obserwuję, że wiele osób chce mówić po niemiecku i nie zdaje sobie sprawy z tego, że szczypta gramatyki jest jednak potrzebna. Moim zdaniem nie można zaniedbywać gramatyki w nauczaniu języka obcego. Chciałam się wypowiedzieć na ten temat, gdyż dzisiaj widzę zbyt wiele kursów w rodzaju: „tylko komunikacja, zero gramatyki”. Moim zdaniem nie ma czegoś takiego, gdyż uczący prędzej czy później nie będzie wiedział, na jakiej zasadzie tak właściwie powstają zdania. Niedawno pewna osoba, która uczyła się niemieckiego ze słuchu zapytała mnie dlaczego w zdaniu np. „ich habe gemacht”, jest „habe”, skoro to znaczy „mam”. Nic dodać, nic ująć. Trzeba się nauczyć, że jest to czasownik posiłkowy i na jakiej zasadzie on tu funkcjonuje. Obserwuję, że obcokrajowcy uczący się niemieckiego ze słuchu prawie nigdy nie stosują czasowników posiłkowych, no ale skąd mają umieć je stosować?

Myślę, że oczywiście komunikacja powinna stać w centrum zainteresowania, ale i gramatykę trzeba tu mądrze wciskać, żeby uczeń nie mówił wykutymi na pamięć zdaniami, które są dobre na wyjazd turystyczny, a nie na egzamin czy do pracy. W takiej sytuacji ciągle będą wątpliwości co do kontekstu użycia danego słowa czy do połączenia ze sobą wyrazów.

Moim uczniom staram się uświadamiać powyższe fakty. Są lekcje, kiedy gramatyka stoi w centrum, ale stawiam nacisk na szybkie stosowanie poznanych struktur. Wtedy człowiek widzi, że to wszystko ma sens i że naprawdę jest potrzebne. Jak to powiedział mój znajomy Niemiec – probieren geht über studieren. Sama nauka nie wystarczy, trzeba jeszcze stosować.

Na pewno nie przestaną mnie denerwować reklamy szkół językowych, które oferują lekcje w stylu „zero wysiłku, zero zakuwania”. Tak uczą się chyba tylko dzieci. Bez pracy nie ma kołaczy.

Językowe zalety pobytu w Niemczech

Rzecz o językach obcych

Tutaj pisałam już o tym, jakich języków obcych się uczyłam i uczę:

Jak uczyć się języków obcych? Cz. 1. Moje doświadczenia

Postanowiłam sobie jakiś czas temu, że do 30-tego roku życia nauczę się pięciu języków obcych. Wiadomo, że zawsze były angielski i niemiecki. Potem hiszpański. Potem włoski i fiński, po drodze łacina. Cztery języki już wybrałam: niemiecki, angielski, hiszpański i francuski. Niedawno jednak, po ukończeniu 27 lat, musiałam się zdecydować na piąty język obcy, gdyż zostało już niewiele czasu. Zdecydowałam się na powrót do fińskiego, który zawsze mnie fascynował. Znalazłam odpowiedni indywidualny kurs i uczę się pilnie (kiedy pozwala mi na to czas, czyli niestety nieregularnie).

Czasami spotykam się z pytaniami albo opiniami: „jak ty możesz uczyć się tylu języków? Ja nie mogę dobrze opanować nawet jednego”, „Tyle języków ci się pomiesza”, „Lepiej skupić się na jednym języku obcym albo na dwóch, a nie uczyć się pięciu” itd.

Co ja na to? Tak naprawdę niemieckiego i angielskiego już się nie uczę, bo nie potrzebuję. Hiszpańskiego douczam się okazyjnie, chociaż powinnam bardziej intensywnie. Francuskiego ciągle się uczę, gdyż jest to jeden z najtrudniejszych języków, z jakim się spotkałam. Do fińskiego powróciłam niedawno z powodów czasowych. Jest to bardzo trudny język, ale to mnie motywuje, żeby się nie poddawać.

Czy możliwe jest nauczyć się kilku języków tak dobrze jak tego, który umie się najlepiej? Moim zdaniem jest to bardzo trudne, gdyż sądzę, że nieodzowne jest spędzenie dłuższego czasu w kraju, w którym mówi się tym językiem. Od kilku lat mieszkam w Niemczech, wcześniej studiowałam niemiecki, więc znam go doskonale. Raczej niemożliwe jest w obecnym momencie osiągnąć taką perfekcję w innych językach obcych, gdyż nie zamierzam na razie przeprowadzić się do Anglii czy do Finlandii. Mam jednak tę przewagę, że nic nie muszę. Uczę się języków obcych, bo tego chcę i sprawia mi to radość. Nie mam żadnego przymusu. Dodatkowo chętnie czytam o krajach, w których się nimi mówi, więc dowiaduję się czegoś też o kulturze, chociaż to nie to samo, co mieszkanie w obcym kraju. Zupełnie inaczej jest jednak uczyć się w wolnym czasie i nie zmuszać się do tego.

Nie chodzi mi o to, żeby każdy język znać perfekcyjnie. Mam jednak taki cel, żeby w każdym swobodnie się komunikować, umieć porozmawiać na różne tematy i umieć wszystko czytać. Tak mam np. w hiszpańskim: potrafię dużo powiedzieć i czytać wszystko (gazety, książki), poza tym rozumiem każde słowo w filmach czy piosenkach. We francuskim jest to nieco trudniejsze, ale nadal wgryzam się w ten język.

Mam ten cel, żeby kiedyś odwiedzić Anglię, Hiszpanię, Amerykę Płd., Finlandię i jeszcze raz Francję. Kiedyś byłam we Francji, ale wtedy nie umiałam ani słowa po francusku. W ogóle nie mam oporów przez próbowaniem swoich sił w języku obcym, więc nie będę się bała odezwać i przetestować mojej wiedzy. Kiedy odwiedzę te kraje? No cóż, to będzie mój cel po 30-tce. Obecnie nie jest to proste ze względów nie tylko czasowych, ale całkowicie prozaicznych, np. kiedy przypomnę sobie o tym, że niedawno zgubiłam sporą sumę pieniędzy. Ciągle szukam, ale chyba już przepadły. To cała moja wypłata za wrzesień, ale no cóż. Raczej ich już nie znajdę, biorąc pod uwagę również to, że grzebałam już nawet w koszach na śmieci przed domem. Nie było to łatwe po ciemku, z latarką, ale nie chciałam, żeby sąsiedzi widzieli. W takim małym mieście zna się każdego i rozniosłyby się plotki, że zubożałam albo że dojadam po sąsiadach itp.

Oglądanie filmów, seriali czy czytanie gazet jest często zaniedbywane nie tylko przez uczących się, ale i przez nauczycieli, co moim zdaniem jest dużym błędem. Tu pisałam trochę na ten temat:

Żywy język. Cz. 1

Żywy język. Cz. 2

Żywy język. Cz. 3

Do 30-tki zostało mi 2,5 roku. Trudno w to uwierzyć! Nie mam dużo czasu (o Boże, brzmi to, jakbym umierała…), ale staram się ze wszystkich sił. Dziecku mojej siostry (nie zamierzam mieć własnych) będę mogła kiedyś powiedzieć: bierz z cioci przykład 🙂

Na koniec wrzucam moją ulubioną piosenkę po fińsku:

Zen Cafe – Todella kaunis

Językowe zalety pobytu w Niemczech

Jak uczyć się języków obcych? Cz. 2. Moje metody

Każdy uczy się języka obcego na swój sposób, każdy musi odkryć swój sposób. Zależy, czy lepiej uczymy się słuchając, widząc czy analizując. W praktyce obszary te są łączone. Można wprawdzie powiedzieć, że ktoś lepiej uczy się wizualnie, ale nie jest tak, że uczy się tylko w ten sposób. Ja np. nie mam pamięci wzrokowej. Nie pamiętam, co widziałam, moja orientacja w terenie jest kiepska. Jeśli jestem w danym miejscu pierwszy raz, to często nie potrafię wrócić i pytam ludzi o drogę, bo kiedy wracam, to budynki są po odwrotnej stronie ulicy. Nie zapamiętuję twarzy. Bardzo, bardzo często zdarza mi się, że ktoś mnie zaczepia na ulicy, a ja nie wiem, kto to jest, bo spotkałam go tylko raz czy 2 razy. Dlatego np. naklejanie obcych słówek na przedmioty nigdy nie było metodą dla mnie, podobnie jak fiszki. Najlepiej uczę się poprzez dokładną analizę.

Moim sposobem na naukę słówek jest kontekst. Kiedy byłam młodsza, to potrafiłam uczyć się na pamięć. Teraz już nie umiem, teraz muszę coś rozumieć. Kiedy uczę się np. francuskiego, to układam zdania z nowymi słówkami, bo tylko w ten sposób nauczę się ich zastosowania. Poza tym często tworzę grupy tematyczne (np. owoce, warzywa, cechy charakteru). Nie wyobrażam sobie jednak nauki słówek bez zastosowania ich w kontekście. Dlatego kiedy uczę niemieckiego, to już od pierwszej lekcji moi uczniowie układają proste zdania. Na samym początku trzeba przezwyciężyć ten strach. Nowych słówek uczę się także poprzez wyobrażanie sobie sytuacji odnoszących się do mojego życia – w ten sposób łatwiej jest mi je zapamiętać.

Bardzo ważne jest dla mnie czytanie w języku obcym. Już na poziomie A1 można znaleźć ciekawe teksty w Internecie. Im wyższy poziom, tym większe możliwości. Kiedy czytamy książkę czy artykuł, to moim zdaniem lepiej jest nie sprawdzać każdego nieznanego słówka, dopóki rozumie się treść. To tylko spowalnia czytanie i może frustrować. Ja w trakcie czytania podkreślam nieznane słówka i ewentualnie je sprawdzam. Czytam książki tylko w oryginale, nie lubię tłumaczeń. Po niemiecku rozumiem każde słowo, w angielskim czy hiszpańskim muszę czasami jakieś sprawdzić. Teraz pracuję nad francuskim, żeby swobodnie czytać również w tym języku. Oczywiście nie trzeba oczywiście czytać książek, na początek wystarczą krótkie teksty.

Kolejnym ważnym aspektem jest dla mnie muzyka. Moje nauczycielki zarówno z podstawówki, jak i z gimnazjum i liceum zawsze włączały do lekcji niemieckiego muzykę. Szkoda, że przez wielu nauczycieli jest ona zaniedbywana, a to przecież sprawia uczniom tyle frajdy. Im więcej piosenek w języku obcym się słucha, tym więcej się z biegiem czasu rozumie. Jest tyle pięknych niemieckich piosenek: zarówno dydaktycznych, jak i z muzyki popularnej. Niedługo przedstawię moje propozycje, które można wykorzystać na lekcjach.

Odnajdywanie powiązań pomiędzy językami obcymi i porównywanie. Jeśli uczymy się pierwszego języka obcego, to w naszym mózgu powstaje system, w którym przechowywane są informacje. W trakcie nauki drugiego języka obcego nasz mózg łatwiej i szybciej przetwarza nowe informacje, bo zna już pewien system. Dlatego moim zdaniem duże znaczenie ma szukanie powiązań pomiędzy językami obcymi, a także odkrywanie różnic. Kiedy uświadomimy sobie, że w niemieckim jest tak, a we francuskim inaczej, to może łatwiej będzie zapamiętać nowe wiadomości.

Zachęcam do wykorzystywania ćwiczeń online. Internet oferuje mnóstwo wspaniałych stron, na których można sprawdzić swoją wiedzę kilkoma kliknięciami. Zbiór takich stron przygotowałam w dziale „Linki” znajdującym się u góry strony. Kiedyś nie doceniałam ćwiczeń online, a teraz wykorzystuję je na moich lekcjach. Wcześniej jednak zawsze sprawdzam, czy strona jest godna zaufania, bo na niektórych zdarzają się błędy.

Jednym z najlepszych sposobów są oczywiście rozmowy z rodzimymi użytkownikami języka, które moim zdaniem są godne polecenia zależnie od sytuacji. Takich sytuacji widzę kilka:

1. Jeśli ktoś zaczyna uczyć się języka obcego w ojczystym kraju, to na początku najbardziej logiczne są wyjaśnienia w języku ojczystym, zanim przejdzie się do rozmów w języku obcym. Lekcje z native speakerem mogą być elementem dodatkowym.

2. Rozmowy z rodzimymi użytkownikami języka mają moim zdaniem najwięcej sensu, kiedy znamy język w stopniu przynajmniej średnio zaawansowanym. Jeśli mamy z nimi kontakt w kraju ojczystym, to jest to sytuacja idealna.

3. Jeśli ktoś mieszka w obcym kraju i dopiero tam zaczyna się uczyć języka, to moim zdaniem powinien zacząć od kursu. Najlepiej jest połączyć taką „naukę” z kursem języka, na którym można wyjaśnić wątpliwości dotyczące zasłyszanych słów i zwrotów. Taka nauka jest najbardziej efektywna.

4. Sytuacja, w której ktoś mieszka w obcym kraju, a nie chodzi na kurs języka i nie ma takiego zamiaru, doprowadzi do tego, że osoba ta będzie robić poważne błędy. Znam ludzi, którzy mieszkają w Niemczech 20 lat i znają po niemiecku raptem kilka słów. Czy można nauczyć się języka obcego tylko i wyłącznie z codziennych kontaktów z rodzimymi użytkownikami? Nie sądzę, bo jeśli ktoś w ogóle nie zna tego języka, to bardzo często coś źle zrozumie, potem to powtarza i w rezultacie mówi źle. Można robić błędy, każdy w końcu je robi, ale im lepiej zna się język obcy, tym lepiej widzą nas jego rodzimi użytkownicy. Wiem to z doświadczenia – kiedy Niemcy orientują się, że doskonale mówię po niemiecku, to od razu mają do mnie lepsze nastawienie. Już nieraz ich pozytywnie zaskoczyłam użyciem idiomów czy gier słownych i było to bardzo miłe 🙂