Zagadki językowe: wohin + Akkusativ

Wczoraj zamieściłam na Facebooku następującą zagadkę językową:

Dzisiaj pojawiła się odpowiedź:

Odpowiedź „auf das Bett” jest prawidłowa, ponieważ na pytanie „wohin?” odpowiada biernik (Akkusativ). Dodatkowo biernik związany jest z ruchem. Kiedy coś dokądś kładę, to wykonuję ruch.

Przypominam odmianę rodzajników określonych i nieokreślonych w bierniku:

M – den / einen

F – die / eine

N – das / ein

PL – die / –

Odpowiadając na pytanie „wohin?”, które jest związane z ruchem, używamy biernika. Dla uczniów często jest to trudne, bo często nasuwa się pytanie „Gdzie idziesz?”, „Gdzie siadamy?”, „Gdzie mam to postawić?” (mylące, ponieważ na pytanie „gdzie?” w języku niemieckim odpowiada celownik).  Jednak czasowniki „iść”, „siadać”, „postawić” są związane z ruchem i musimy się tu przestawić na myślenie po niemiecku, na odpowiadanie na pytanie „dokąd?”

Przygotowałam dla Was trochę przykladów:

Kannst du ans Telefon gehen? – Możesz podejść do telefonu? (an das Telefon)

Setzen wir uns an den Tisch! – Usiądźmy do stołu!

Gehst du auf das Fest? – Idziemy na uroczystość?

Fahren wir aufs Land! – Pojedźmy na wieś! (auf das Land)

Stell den Koffer hinter das Sofa! – Postaw walizkę za sofę!

Das Buch ist hinter das Regal gefallen. – Książka wpadła za regał.

Bald fahre ich ins Ausland. – Wkrótce jadę zagranicę. (in das Ausland)

Er stellt den Schrank neben das Sofa. – On stawia szafę obok sofy.

Ich hänge die Lampe über den Tisch. – Wieszam lampę nad stół.

Der Hund hat sich unter den Tisch gelegt. – Pies położył się pod stół.

Der Tisch kommt vor das Sofa. – Stół stanie przed sofą.

Setz dich zwischen mich und meinen Bruder! – Usiądź między mną a moim bratem!

Akkusativ zaznaczyłam pogrubioną czcionką.

Dodam jeszcze, że przyimki, które pojawiły się w powyższych zdaniach (an, auf, hinter, in, neben, über, unter, vor, zwischen) to tzw. Wechselpräpositionen, które w zależności od zadanego pytania łączą się zarówno z celownikiem („wo?”), jak i z biernikiem („wohin?”).

Magdalena Surowiec

Magdalena Surowiec

Germanistka z wykształcenia i z zamiłowania. W Niemczech mieszkałam ponad 7 lat (Północna Nadrenia-Westfalia i Nadrenia-Palatynat). Język niemiecki jest dla mnie jak drugi język ojczysty. Uczę, tłumaczę, piszę podręczniki, dokształcam się. Moje zainteresowania to języki obce, muzyka klasyczna, antyczny Egipt, literatura, dydaktyka, metodyka i przede wszystkim moja córka.

Sprawdź także...

17 komentarzy

  1. "TM" napisał(a):

    Reguła owa jest wręcz bardzo prosta (bo prosta to viel zu wenig gesagt). Soweit ich mich erinnern kann przekazywana ona już jest na jednych z pierwszych szkolnych lekcji tego języka. Jest ona zarazem jedną z tych konstrukcji gramatycznych, których właśnie mi brakuje w języku polskim (o czym tu niedawno wspominałem). Zresztą ja sam stosuję ją także w języku polskim. Dla przykładu nie mówię „gdzie idziesz?” Lecz właśnie z niemiecka „dokąd idziesz”. Przy okazji owo „wohin gehst du” da się jak wiadomo ładnie i rzec można już bardziej po polsku wymienić na „wo gehst du hin?”

    PS. „Dla uczniów często jest to trudne”. Serio? Ehrlich gesagt kompletnie nie pojmuję co tu może być trudnego. Jeśli ta w sumie nie tylko prosta ale bardzo naturalna w sensie precyzji myśl konstrukcja jest dla nich trudna, to ciekawe jak by sobie poradzili z gramatyką łacińską (nb. jedną z najpiękniejszych rzeczy na tym świecie; jej ongisiejsze poznawanie to dla mnie jedno z dosłownie kilku najmilszych wspomnień mego życia).

    • Magdalena Surowiec Magdalena Surowiec napisał(a):

      Tak, nieważne kogo uczyłam – czy Polaków, czy uchodźców w Niemczech, czy Meksykanów – to zawsze większość osób miała problemy z celownikiem i biernikiem, z pytaniami „wo” i „wohin”. To dla uczniów na pewno jedna z najtrudniejszych rzeczy na poziomie podstawowym.

      • "TM" napisał(a):

        kaum zu glauben gar keine ahnung was hier überhaupt zu begreifen sein kann besonders wenn „wohin” klingt in dieser lage (diciamo così) so selbstverständlich jedenfalls nach meinem gefühl.

  2. "TM" napisał(a):

    Dla sporej części uczących się języka gramatyka to coś w rodzaju czarnej magii. Na dodatek w ich odczuciu zwykle zbędnej. Tak to w każdym razie wynika z mych w tym zakresie obserwacji. A dotyczy każdego języka włącznie ze swym własnym. Znam na przykład ludzi twierdzących z całą powagą, iż mówią danych językiem lecz „niegramatycznie” (kompletnie nie pojmuję jak to możliwe). Ja oczywiście może trochę z tym przesadzam. Jestem bowiem swoistym fanem gramatyk (każdego języka). Wprost uwielbiam je poznawać. Gdybym miał możliwość przepędziłbym na tym pewnie całe życie. Niestety przynosi to też czasami ujemne skutki. Mianowicie poniekąd odbywa bądź może odbywać się kosztem pewnego zubożenia samego słownictwa. Gramatyka to moim skromnym tutaj zdaniem nic innego jak po prostu myślenie. I być może stąd owa do niej niechęć u wielu uczących się języka (come già detto na czele ze swym własnym). Przy okazji. Miałem kiedyś do czynienia z redaktorkami, zatem osobami, które powinny mieć do perfekcji opanowany język (jednak w praktyce bardzo często jest to zaledwie średnia krajowa). Dla jednej z nich, z formalnego wykształcenia polonistki, pracującej w wydawnictwie książkowym, przypadek czwarty, czyli KOGO-co, bywał na ogół tożsamy z przypadkiem pierwszym, czyli z KTO-co. Ta druga zaś, z kolei (niedoszła) romanistka, w wydawnictwie tym razem prasowym, kompletnie już nie odróżniała owego kogo-CO (4) od kogo-CZEGO (2). Gdyby wspomniane osoby znały język niemiecki, być może nie miałyby z tym kłopotu (niestety poza polskim nie znały w gruncie rzeczy żadnego, co nawiasem mówiąc u samych polonistów bywa dość typowe). Tak że reasumując nic chyba jednak specjalnie dziwnego w trudnościach z niemieckimi „wo” i „wohin” (mimo ich wręcz banalnej prostoty).

  3. "TM" napisał(a):

    Sorry za powódź komentarzy, ale skoro mowa o gramatyce, podstawie języka, to może jeszcze tylko jedno. Otóż mnie osobiście podoba się gramatyka węgierska. W szczególności zaś jeden jej element, mianowicie owe jak wiadomo charakterystyczne dla tego języka doklejanie afiksów. Dla przykładu. „Miasto” to po węgiersku oczywiście „város” („a város” z czymś na kształt rodzajnika). Natomiast odpowiednik naszego „w” to „ban”. Jeśli więc chcemy powiedzieć „w mieście”, niem. „in der Stadt”, będzie to nie jak w językach indoeuropejskich „ban” + „város”. Lecz odwrotnie „város” + „ban”. Zatem „a városban”. Z kolei „do miasta” to „a városba” („in die Stadt”). To naturalnie przykład bardzo prosty. Rzecz nabiera komplikacji wraz z dublowaniem się tych afiksów. Nb. w języku estońskim, który formalnie tworzy jakąś tam grupę z węgierskim i którego też odrobinkę liznąłem, tych doklejek zdaje się być chyba mniej albo inaczej – estoński zdaje się być bardziej że tak powiem europejski (pewnie za sprawą bardzo dużego nań wpływu języków germańskich, gł. niemieckiego, a w mniejszym stopniu też szwedzkiego).

    • Magdalena Surowiec napisał(a):

      Tak samo jest w języku fińskim, który bardzo lubię. Szkoda, że teraz na jego uczenie się nie mam tyle czasu co wcześniej 🙁

      • "TM" napisał(a):

        Tak, fiński i estoński są do siebie bardzo ale to naprawdę bardzo zbliżone, może nawet bardziej niż niemiecki i holenderski. Estończycy i Finowie bez trudu porozumiewają się ze sobą mówiąc własnymi językami (w stopniu niewspółmiernie większym niż jest to możliwe np. między Polakami a Słowakami). Bywając w Estonii byłem niejednokrotnie tego świadkiem (nawiasem mówiąc słyszałem też Łotyszy i Litwinów rozmawiających czy też może raczej komunikujących się ze sobą przy pomocy swych języków, ale szło im to chyba dość trudno). Wracając do estońskiego i fińskiego. Są to wie schon früher erwähnt języki bardzo do siebie podobne. Choć z drugiej strony Estonia (zweifelsohne einer meiner Lieblingsländer) była przez setki lat pod bardzo silnym i właściwie bezpośrednim wpływem niemczyzny, czego praktycznie nie było w Finlandii. Musi to też chyba mieć jakieś przełożenie w tych niemal bliźniaczych sobie językach.

      • "TM" napisał(a):

        Z fińskim jako takim nie miałem nic do czynienia poza przekartkowaniem rozmówek (jak zresztą w wielu innych językach) oraz powierzchownymi porównaniami prostych tekstów z mej dziedziny w nim i estońskim. Jeśli więc można z tego wysnuwać jakieś wnioski to szczerze mówiąc nie przypadł mi on do gustu. Z tej grupy języków wolę zdecydowanie estoński. Są one wprawdzie bardzo do siebie zbliżone, ale estoński ma masę słów niemieckich. Stanowią one podobnież nawet jakąś jedną trzecią estońskiego wokabularza. Bo i faktycznie czytając (vel przeglądając) tekst po estońsku co rusz trafia się na słowa niemieckiej proweniencji. Podobnie jest w sąsiednim języku łotewskim. Dla przykładu na ulicach łotewskich miast spotyka się takie miejsca jak bekereja czy konditoreja. Jest to najzupełniej naturalne. Oba bowiem te kraje przez stulecia znajdowały się pod bezpośrednim wpływem kultury niemieckiej. I (między innymi) za to właśnie lubię Estonię i Łotwę (oraz ich języki).

        • Magdalena Surowiec napisał(a):

          Mi fiński podoba się m.in. dlatego że ma unikalne słownictwo i bardzo mało jest anglicyzmów. Na początku te słowa wydają się nie do zapamiętania, ale jak najbardziej da się je zapamiętać.

          Estoński wydaje się być bardzo ciekawy, interesujące byłyby dla mnie zapożyczenia z niemieckiego.

          • "TM" napisał(a):

            Tych słów jest cała masa. Parę pierwszych z brzegu przykładów nazwijmy to z topografii terenu. Est. kirik niem. Kirche (i dalej np. est. Toom-kirik niem. Dom-kirche). Est. tamm niem Damm. Est. tiik niem. Teich. Est. torn niem Turm. Est. trepp niem. Treppe. Est. vapp niem. Wappen. Est. riigi-kogu niem. Reichs-tag. Est. reisi-rong niem. Reise-zug. Nadto różne charakterystyczne złożenia. Np. stolica. Est. pea-linn niem. Haupt-stadt. Bo pea to głowa a linn to miasto; tak oczywiście jest też w innych językach, może nawet w większości, np. w węgierskim mamy fő-város, fő głowa a város miasto, ale nie ulega wątpliwości iż w estońskim (a także łotewskim gdzie jest identycznie) stanowi to kalkę niemiecką. PS. Powyższe pisane oczywiście bez łącznika. Albo potwierdzenie „tak”, nb. jedno z najbardziej podstawowych słów, czyli „ja” i w niemieckim, i w estońskim, i w łotewskim.

          • "TM" napisał(a):

            „Na początku te słowa wydają się nie do zapamiętania”. Tak, fińskie słowa na pierwszy rzut oka rzeczywiście wrażenie sprawiają dość straszne, to zresztą było przyczyną dla której zrezygnowałem z niegdysiejszych zamiarów lekkiego liźnięcia i tego języka (liźnięcia, bo nie uczenia się go). Przy okazji. W wielu słowach fińskich występuje samogłoska „ä”. W estońskim wymawiana jest ona z grubsza jak rosyjskie „я”. Np. „tänan” czyli „dziękuję” to mniej więcej” t-JA-nan” (swoją drogą „dziękuję” to także „aitäh”). Jak wymawia się owe a z kropkami po fińsku? Pytam, bo w moich minirozmówkach fińskich (nb. akurat w przypadku tego języka jedynej rzeczy jaką w tym zakresie posiadam w domowej zasobie) o dziwo nic na ten temat nie ma (co przed chwilą jeszcze raz sprawdzałem).

  4. Magdalena Surowiec Magdalena Surowiec napisał(a):

    Sporo ciekawych słów jest więc w estońskim 🙂

    • "TM" napisał(a):

      Akurat te przytoczone nie stanowią może czegoś jakoś wybitnie specjalnego. Z tych bowiem dziedzin wszystkie języki Europy Wschodniej zawierają od groma słów niemieckich (choć w estońskim czy łotewskim zdaje się być ich rzeczywiście sporo więcej niż powiedzmy w węgierskim, ale, jeśli już o nim mowa, to także efekt jego dziewiętnastowiecznej remadziaryzacji). Na moment wracając do estońskiego. Estoński imiesłów przymiotnikowy bierny jest na pierwszy rzut oka jakby podobny trochę do odpowiednika angielskiego w angielskich czasownikach regularnych (przyjmując końcówki nud, tud, dud). Ale bliższych szczegółów tutaj nie znam (w gruncie rzeczy nie uczyłem się tego języka, jedynie czytam w nim proste teksty czy raczej krótkie fragmenty takowych z mej dziedziny).

      • Magdalena Surowiec Magdalena Surowiec napisał(a):

        Związki między językami są różne i lingwiści na pewno mają czym się zajmować

        • "TM" napisał(a):

          Jasne. Ale w przypadku Estonii i Łotwy jest to coś znacznie więcej niż tylko typowy związek między językami. Kraje te bardzo długie wieki, jakieś z grubsza siedemset czy osiemset lat, praktycznie więc całe swe dzieje po 1918 rok, znajdowały się pod bezpośrednim wpływem kultury niemieckiej, precyzyjniej mówiąc północnoniemieckiej, reprezentowanej oczywiście przez warstwy nazwijmy to wyższe, tutaj będą to tzw. baronowie bałtyccy (ale też i mieszczaństwo). Właściwie należałoby powiedzieć, iż w ogóle stanowiły one część Niemieckiego Raumu Kulturowego. Albo co najmniej kulturowego, bo miało to też przełożenie polityczne (zwł. od jakiegoś końca XVIII wieku; choć schyłkiem kolejnego stulecia Rosjanie nieco jednak jakby ograniczyli wpływy niemczyzny).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.